Wyobraźcie sobie małe
włoskie miasteczko. Piękne, bogate, ze świątyniami, domami ozdobionymi freskami
i mozaikami... Widzicie? To spokojna miejscowość o nazwie Pompeje. Słynęła z
uprawy winorośli, drzew oliwnych i eksportu wina. W I wieku naszej ery była dobrze rozwijającym się, około jedenastotysięcznym, kwitnącym miastem.
Poczujcie się częścią największego ówczesnego imperium, Cesarstwa Rzymskiego, które jest u szczytu potęgi. Panuje boski cesarz Tytus, syn Wespazjana. Jest 79 wiek naszej ery. Zaczyna się dzień, jest piękna słoneczna pogoda. Szykujecie się do pracy, przed wami mnóstwo codziennych obowiązków. W oddali wprawdzie widać stożek Wezuwiusza, ale przywykliście do tego widoku. Owszem, Wezuwiusz czasami jest niespokojny, jakby budził się z uśpienia. Niekiedy widzicie dym unoszący się ze stożka, ale już tak wcześniej bywało nie raz... Około południa Wezuwiusz budzi się na dobre. Ze stożka wydobywa się słup ognia i czarna chmura dymu, która powoli przesłania wszystko.
Niektórzy z mieszkańców zapobiegliwe uciekają, inni lekceważą niebezpieczeństwo. A kiedy decydują się na ewakuację, jest już za późno. Tym, którzy nie zdołali uciec grozi nieunikniona śmierć. Na przerażonych i uciekających ludzi sypie się deszcz z rozżarzonych kamieni oraz gorącego popiołu wulkanicznego. Zaczynają się pożary, zawalają nadwątlone budynki i nie ma już czym oddychać. Temperatura dochodzi miejscami do kilkuset stopni. W takiej temperaturze ludzie umierają natychmiast. Erupcja trwa trzy dni. Miasto zniknęło z powierzchni ziemi przysypane kilkumetrową warstwą pyłów wulkanicznych.
Tak wyglądała zagłada Pompejów przez siły natury, jedna z najbardziej znanych i jednocześnie najbardziej dramatycznych. Wezuwiusz zabił około dwóch tysięcy mieszkańców, tych którzy nie zdążyli się ewakuować. Co dziwnie nie znamy dokładnej daty tego wydarzenia, bo historycy podają dwa różne miesiące: sierpień lub październik, ale na pewno 24 dzień któregoś z tych miesięcy. Przez wieki Pompeje popadły w zapomnienie. Nie pamiętano o mieście pogrzebanym przez Wezuwiusza.
Dopiero w końcu XVIII wieku na bazie
napoleońskiego zainteresowania historią i oświeceniowej chęci odkrywania,
zaczęto badać te tereny. I odkopano dwa tysiące ciał, które zastygły pod
wulkanicznym popiołem w pozach w jakich dopadła ich śmierć.
Odkopano także tysiące przedmiotów codziennego użytku, wyposażenia domów, warsztatów i sklepów, termy, wodociągi, elementy wystroju wnętrz, piękne dekoracje...
Ślady pompejańskiego życia zatrzymane w czasie.
Dom Dramaturga – posadzka z napisem cave canem ( „Strzeż
się psa”) w wejściu(zdjęcie domena publiczna). |
Niesamowite wrażenie robi przechadzanie się ulicami Pompejów,
zaglądanie do domów, oglądanie świątyń czy siadanie na trybunach amfiteatru....
Drogi rzymskie tak, te same, którymi przechadzali się mieszkańcy w 79 roku, umożliwiają dojście turystom do term, fontann czy domów zdobionych często bardzo drogą rzymską czerwienią.
Teatr
Wielki w Pompejach |
Te gipsowe odlewy z zastygłych postaci ludzi i zwierząt są świadectwem tragedii jaka się wtedy rozegrała i uzmysławiają nam ogrom cierpień tych ludzi.
Duże wrażenie robią zastygłe postacie psów, które często przywiązane łańcuchami nie zdołały uciec.
Pompeje ciągle żyją. Nie tylko w naszej
wyobraźni i nie tylko dzięki turystom z całego świata. Są miejscem
wystaw, koncertów i wizyt państwowych. Chyba najsłynniejszy koncert w
pompejańskim amfiteatrze odbył się w 1971 roku. Koncert bez publiczności,
zagrał tam angielski zespół Pink Floyd. Koncert został zarejestrowany i wydany
na płycie "Live at Pompeii".
Suita "Echa". Można słuchając jej wyobrazić sobie dalekie echa gwaru Pompei i pomruków Wezuwiusza.
Pompeje są też plenerem
rozlicznych wystaw. Zwiedzając je w 2016 roku trafiliśmy na możliwość
oglądania rzeźb nieżyjącego już polskiego artysty Igora Mitoraja. Jego olbrzymie, metalowe
posągi nadały Pompejom niesamowitego wyglądu i mimo swojej nowoczesnej formy
doskonale się wpisały w atmosferę tego miejsca. Umieszczono ich około
trzydziestu.
Niektóre z nich wyglądały jakby stały tam od wieków, jak antyczni bogowie lub herosi pilnujący tego miejsca. Ale nie ich siłę i potęgę symbolizują te posągi. Postacie są pozbawione głów czy kończyn, czasem przewrócone za ziemię, jakby zniszczone przez kataklizm i siły natury.
Twarze niektórych posągów są popękane, oszpecone i kalekie. Możemy wyobrazić sobie falę gorąca, która wypaliła na ich twarzach blizny. Myślę, że twórczość Mitoraja właśnie w Pompejach znalazła swoje najdoskonalsze dopełnienie.
Niekompletne postacie, pozbawione części ciał pobudzają naszą wyobraźnię. Tak jak wyobrażamy sobie pełne mieszkańców i gwaru Pompeje, tak też dopełniamy w myślach brakujące części posągów. I twórczość Mitoraja i zwiedzanie Pompejów opiera się na naszej wyobraźni.
Po zakończeniu wystawy "Mitoraj w Pompejach" jedno z jego dzieł -"Dedal" pozostawiono w Pompejach.
„Dedal” rzeźba Mitoraja przy wejściu do Pompejów. |
Na koniec oddajmy głos
bezpośredniemu świadkowi tych wydarzeń politykowi i pisarzowi rzymskiemu,
Pliniuszowi Młodszemu. Przebywał w okolicy Pompejów, ale zdołał się uratować. Zginął natomiast jego
wuj Pliniusz Starszy, rzymski historyk i polityk, który, wiedziony ciekawością i chęcią pomocy mieszkańcom, udusił się wyziewami Wezuwiusza. Oto, co pisze Pliniusz Młodszy wspominając swoją ucieczkę: "Zanim się
obejrzeliśmy ogarnęła nas ciemność, nie taka, jak pozbawiona blasku księżyca
lub pochmurna noc, lecz taka, jak w zamkniętym pomieszczeniu, kiedy zgaszą
lampę. Wielokrotnie stawaliśmy, aby strząsać z siebie popiół, inaczej jego
ciężar przykryłby nas lub wręcz zmiażdżył".
Wyobraźcie sobie to...
Artykuł ten dedykuję Kasi i Jurkowi, którym zawdzięczam możliwość zobaczenia na własne oczy Pompejów i przeżycia tego wszystkiego, co opisałam.