Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Majowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Majowie. Pokaż wszystkie posty

22 maja 2021

Chichen Itza - jeden z siedmiu cudów świata?


Chichen Itza-piramida Kukulkana

Zdjęcie przed piramidą Kukulkana - musi być. Wraz z nami współautorka artykułów o Majach - Kasia.


Chichen Itza - najsłynniejszy ośrodek Majów, symbol ich kultury i architektury. Ikona. To nie tylko jeden z obiektów dziedzictwa ludzkości z listy UNESCO, ale także jeden ze zwycięzców w konkursie na "nowe siedem cudów świata". Co znalazło się na tej liście, wzorowanej na słynnym, starożytnym spisie? Otóż światowe gremium zdecydowało, że to: Koloseum, Wielki Mur Chiński, Machu Picchu, Petra, Tadż Mahal, statua Chrystusa Zbawiciela z Rio de Janeiro. De gustibus non est disputandum.

Tę zwycięską siódemkę wyłoniono w 2007 roku z dwudziestu jeden finalistów. Jak na razie udało mi się zobaczyć tylko trzy z wymienionych: Petrę, Koloseum i Chichen Itza. Kolejność wymieniania ma tu znaczenie.

Nie kryję, że czekałam na zobaczenie Chichen Itza z niecierpliwością. I niestety przeżyłam rozczarowanie. Nie budowlami, bo są monumentalne, pełne tajemnej wiedzy i pobudzają wyobraźnie. Ale niestety ogrom straganów, kramów i turystów przesłania wszystko. Ciężko w tłoku i  kakofonii głosów z całego świata wsłuchiwać się we własne emocje. Podobne wrażenie, ale jeszcze bardziej namacalne, miałam  w Bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie oraz w Bazylice Narodzenia Pańskiego w Betlejem. Moje wrażenia z tamtych miejsc można zamknąć w przykrej myśli: tłumy turystów, wielogodzinne czekanie…, a gdzie duchowość? Gdzie ta magia? Podobny niedosyt  czułam w Chichen Itza. 

Poprzednie miasta Majów mieliśmy prawie wyłącznie dla siebie, a w Chichen Itza  możne się było zgubić nie w roślinnej dżungli, ale w dżungli ludzkich głów.

Dlaczego akurat Chichen Itza stała się najbardziej rozpoznawalnym symbolem majańskiej cywilizacji? Odpowiedz jest prosta, choć nie związana z historią. Miejsce to leży w pobliżu najważniejszych turystycznych ośrodków na Riviera Maja, ze słynnym Cancun na czele. Podobno Cancun jest teraz  bardziej modne niż słynne kiedyś Acapulco nad Oceanem Spokojnym. A dla wielu spragnionych zimą słońca i basenowych kąpieli Amerykanów  jest tu bliżej i wygodniej. Pas Zatoki Meksykańskiej z pięknymi plażami i kurortami przyciąga przede wszystkim amerykańskich i kanadyjskich turystów, choć Europejczyków też nie brakuje. Za tym płyną duże pieniądze. Turysta, nawet amerykański, nie żyje tylko zabawą, drinkiem w basenie i wieczornymi atrakcjami. W końcu jesteśmy na Jukatanie. To tu przecież żyli ci słynni Majowie. Nie zobaczyć choć jednego z ich miast to tak, jak być w Rzymie i nie zobaczyć papieża.


Piramida Kukulkana

To trzeba zobaczyć. Piramida Kukulkana od nietypowej strony.

Ale trudno dojechać do Lamanai, Tikal czy Uxmal-są to już setki kilometrów. Dla turysty chcącego przede wszystkim odpocząć jest to odległość, której  nie chce  pokonywać.  Ale coś zobaczyć wypada-a więc co jest blisko ? Oczywiście Chichen Itza! 

Chichen Itza samo w sobie jest ciekawym miejscem, ale dodatkowo, z wiadomych względów go podrasowano i rozreklamowano. W końcu to „cud świata”. Z wielu ośrodków na Riviera Maja można tu bez problemu dojechać. Około dwóch godzin i jesteśmy.

No cóż...

Konsekwencją tego jest zadeptanie tego miejsca i morze straganów z kiczowatymi pamiątkami. Królują drewniane i ceramiczne rzeźby, maski, kolorowe trupie czaszki, biżuteria, magnesy na lodówkę czy tandetne wyroby z tkanin.  Zniszczono  autentyczność Chichen Itza w imię mamony. 

Nienaturalne, komercyjne miejsce, które... trzeba zobaczyć. 

A mimo wszystko warto dla kilku ciekawych budowli. Co najbardziej  przyciąga turystów? Przede wszystkim „Zamek”, czyli tak naprawdę piramida schodkowa zwana piramidą Kukulkana. 

Schodkowa piramida Kukulkana ma ponad 30 metrów wysokości. W tle Świątynia Wojowników.

Któż to ten Kukulkan? To Zielony Pierzasty Wąż, stworzyciel świata, jeden z ważniejszych bogów majańskich. Przedstawiany był w formie  zwierzęcej, jako wijący się wąż z dużą głową, lub ludzkiej, jako personifikacja władcy czterech żywiołów. Według mitologii Majów była to postać o białym kolorze skóry.

Platforma Wenus z przedstawieniem Kukulkana jako węża.

Kukulkan, według legend Majów, odpłynął na wschód skąd miał powrócić tuż przed końcem świata. Wyobraźmy sobie Majów widzących przypływających ze wschodu  konkwistadorów o białym kolorze skóry. Uważano ich początkowo za powracających bogów, co bardzo ułatwiło Hiszpanom podbój tych ziem. Dodatkowo Majowie wierzyli, że Kukulkan powróci nie tylko od strony morza, ale także w dziwnej postaci dwóch połączonych stworzeń. Gdy więc zobaczyli konkwistadorów siedzących na koniach ich przekonanie o boskości przybyszów pogłębiło się. Przypomnijmy, Majowie nie znali takiego zwierzęcia jak koń. Można przypuszczać, że te okoliczności są jedną z przyczyn upadku cywilizacji Majów. Strach przed "białym bogiem"  mógł paraliżować Majów, a przynajmniej początkowo wprawiać ich w konsternację. Pamiętacie ostatnią, wymowną i symboliczną scenę z "Apocalypto" Mela Gibsona? Główny bohater ucieka przed zbliżającymi się od strony morza okrętami, ale inni w zabobonnym lęku idą w stronę morza  i jak zahipnotyzowani wpatrują się w białe twarze przybyszów. Co będzie dalej, doskonale wiemy. To początek końca cywilizacji Majów. 

"Zamek" i my. Bez naszego towarzysza podróży, Jurka, nie byłoby wielu wspaniałych zdjęć.

Nazwa "Zamek" (El Castillo) została nadana przez hiszpańskich konkwistadorów, bo z warownią kojarzyła im się najbardziej. Dokładne badania wykazały, że Majowie, którzy go  wznosili posiadali szeroką wiedzę z zakresu matematyki i astronomii, co uważnych czytelników moich artykułów nie dziwi. Jednym z najciekawszych dowodów na to jest zjawisko, które można zaobserwować podczas wiosennej i jesiennej równonocy, gdy narożnik piramidy rzuca wężowaty cień na jedną ze ściana budowli. Wraz z zachodzącym słońcem zmieniający się cień przypomina wijącego się węża. Efekt wzmacniają dodatkowo znajdujące się na końcach rzeźby głów pierzastych węży. Niezwykłe zjawisko za każdym razem przyciąga tłumy. Zatrzęsienie turystów jest wtedy największe.

Poniżej filmy ilustrujące to zjawisko. Rozumiem ciekawość świata, ale też uważam, że przesadne reakcje turystów ocierają się już o religijną egzaltację.


Piramida Kukulkana ma także związek z kalendarzem Majów. Ilość stopni ( 365) czy platform była liczbą symboliczną. Pozwala to przypuszczać, że piramida pełniła nie tylko funkcję ceremonialną, ale była tez wskazówką do rozpoczęcia konkretnych prac czy uroczystości.

Co warto zobaczyć poza "El Castillo"? Ciekawe są: El Caracol,  Świątynia Tysiąca Wojowników, boisko do gry w pelotę, Grobowiec Kapłana oraz platforma Wenus.

W tle "El Caracol"

Obserwatorium o nazwie „El Caracol” – czyli „Ślimak”to okrągła, szeroka wieża o wysokości 12 m i średnicy 6,7 m. Wewnątrz umieszczono spiralną klatkę schodową prowadzącą do górnej komory. Jej okna zostały umieszczone promieniście. Stąd przypuszczenie o zastosowaniu wieży do obserwacji astronomicznych.

Świątynia Wojowników z  grupą Tysiąca Kolumn.


Boisko do gry w pelotę.

Boisko do gry w pelotę? Tak jest,  i to największe w całej Mezoameryce o długości 150 metrów. Ale chyba już się domyślacie, że dla mnie dużo mniej ciekawe niż to w Uxmal. Może jestem uprzedzona?


Na tym boku boiska doskonale widać "pierzastego węża" Kukulkana, a w tle obręcz do wrzucania piłki. 


Boisko otoczone było świątyniami, zgodnie z często religijnym charakterem tej rozgrywki.


Grobowiec Kapłana, czyli  piramida, w której znaleziono miejsce pochówku, być może kapłana. 


Ołtarz Wenus lub Platforma Wenus z nieodłącznym wizerunkiem Pierzastego Węża

Wenus dla Majów była świętą gwiazdą i właśnie symbolami tej gwiazdy ozdobiona jest platforma. Platforma była miejscem składania ofiar, tam kapłani wyrywali serca skazańcom i składali je w ofierze bogu Chac Moolowi.


 Kukulkan, Pierzasty Wąż, i jego piramida.

Chichen Itza to ostatnie miasto Majów, które odwiedziliśmy i ostatnie, które opisuję. W  kolejności chronologicznej były to: Tulum, Lamanai, Tikal, Palenque, Uxmal na koniec właśnie Chichen Itza. Zwiedziliśmy trzy różne państwa, sześć różnorodnych stref archeologicznych. Wszędzie ciekawie i emocjonalnie. Mój ulubieniec? Kto czytał wcześniejsze artykuły, ten wie. Ale każdy musi ocenić według własnych kryteriów.

Dla chcących zrobić sobie powtórkę ze szlaku majańskich miast polecam poprzednie artykuły. Macie na moim blogu dostępną wyszukiwarkę lub też etykiety prowadzące Was do odpowiednich stron. 

 


01 maja 2021

Śladami cywilizacji Majów. Część VII. Uxmal - najpiękniej zdobione miasto Majów


Czworokąt Mniszek-Uxmal w Meksyku

Piękne, kameralne Uxmal po raz drugi. Nie ma tu sensacji archeologicznych, ale jest coś, co urzeka. Już w poprzednim artykule zachwycałam się tym miejscem, jego architekturą i atmosferą. Dziś zachwytów ciąg dalszy. Co zdecydowało, że tak wyróżniam Uxmal? Pewien nie występujący nigdzie indziej, ani w Starym, ani w Nowym Świecie styl budownictwa. Każdy słyszał o stylu romańskim, gotyckim, renesansowym, barokowym…. Ale kto z Was słyszał o stylu PUUC? A to on właśnie zrobił na mnie takie wrażenie, że uważam Uxmal za najpiękniejsze z miast dawnych Majów.

 Czy podzielicie to moje zdanie? Nie wiem. Sami oceńcie, czy styl puuc jest w waszym guście.

Nazwa stylu  pochodzi od określenia używanego w języku maja, oznaczającego wzgórza na granicy stanów Campeche i Jukatan. Dosłownie puuc to niskie góry. Nazwa więc nie określa cech tego stylu, tylko obszar na którym występował.

W Uxmal można obejrzeć kilka budowli w stylu puuc, przede wszystkim Czworokąt Mniszek (zespół budowli przypominających klasztor), Pałac Gubernatora oraz Dom Żółwia.

Czworokąt Mniszek to wielki dziedziniec w formie trapezu.

Otaczają go cztery budowle, każda o niepowtarzalnych zdobieniach.

Klasyczna symetria w morzu dżungli.

 

     Dom Żółwi (Casa de las Tortugas). 
  Gdyby nie żółwie, można by pomyśleć, że to grecka świątynia Ateny
      i doszukiwać się na fryzie płaskorzeźb poświęconych walce tej bogini 

Pałac Gubernatora - Uxmal w Meksyku

Pałac Gubernatora - ma w sobie coś z sumeryjskich zikkuratów, ale też piękny fryz rodem z antyku.

  

 Co wyróżnia styl puuc?

Otóż budowle pokrywano misternymi zdobieniami i dekoracjami z cyklicznie powtarzającymi się motywami. Do czego można go porównać, aby mieć jakiś punkt odniesienia? Najbliżej mu chyba do architektury antycznych Greków i Rzymian.

Ale czasami bogate dekoracje budowli przypominają mi bizantyjskie mozaiki lub islamskie arabeski…

Czworokąt Mniszek-Uxmal w Meksyku

Ten łuk majański coś mi przypomina. Może grecki skarbiec Atreusza?


Pałac Gubernatora - Uxmal w Meksyku

                                    Widzicie zdobienia podobne do greckich meandrów?

Czworokąt Mniszek-Uxmal w Meksyku

Bogactwo dekoracji - fragment Czworokąta Mniszek.

Estetycznie zawsze blisko było mi do mieszania stylów, eklektyzmu jako kreowania nowej wartości, więc może dlatego Uxmal tak mi się podoba? Typowo majańskie postacie, zwierzęta i bogowie połączeni w oryginalną całość ze znanymi mi z innych rejonów świata motywami. Może dlatego poczułam się tu swojsko, takie trochę historyczno-podróżnicze deja vu.

                    

                    Bogactwo detali i wyobraźnia artystów sprzed tysiąca lat może zachwycać.

      Często pojawiającymi się motywami są postacie ludzkie, węże oraz inne

          elementy dekoracji, w tym piękne kamienne, geometryczne mozaiki. 


Niekwestionowanym bohaterem  
zdobień w stylu puuc jest pewien majański bóg o imieniu Chaac, patron deszczu i pan burzy. Patrząc poniżej możemy go zobaczyć w pełnej krasie. 

 Miał okazały nos, za pomocą którego, jako bóg deszczu, wypluwał wodę na ziemię. W sztuce ukazywany był jako starzec, któremu z oczu spływały łzy, kolejny symbol deszczu. Narzędzie, które dzierżył (rodzaj topora czy siekiery) symbolizowało jego władzę nad piorunami. Upiększany był w różnego rodzaju biżuterię,  bogato zdobiony i malowany w intensywne kolory.

Czworokąt Mniszek-Uxmal w Meksyku

Jedna z budowli Czworokąta Mniszek z widocznym wizerunkiem boga Chaac.

Na budowlach w Uxmal czasami widzimy wyrzeźbioną całą postać boga lub tylko jego twarz. W Uxmal są setki masek twarzy Chaaca, przedstawionych bardzo schematycznie, ale ze zdecydowanie wyróżniającym się nosem. W końcu to ta część jego ciała dawała życiodajną wodę.

Maski boga przedstawiały go dwojako – z nosem podniesionym do góry, co było symbolem błagania o deszcz, oraz z nosem opuszczonym na znak podziękowania. W zdecydowanie większości masek Majowie przedstawiali Chaac w geście podziękowania, co nie ma nic wspólnego z naszym przysłowiowym nosem spuszczonym na kwintę.

Najwidoczniej Chaac nie był złośliwym bogiem i nie skąpił mieszkańcom deszczu skoro przetrwali tak długo i rozwinęli wspaniałą kulturę.

Czworokąt Mniszek-Uxmal w Meksyku
Nosy Chaaca w dół -  gest podziękowania. 
Podobizny boga Chaaca z charakterystycznym długim nosem 
zdobią wszystkie cztery świątynie Domu Mniszek.

Pałac Gubernatora - Uxmal w Meksyku

Na ilustracjach powyżej czubek nosa Chaaca opuszczony w dół mówi nam 

"Dziękujemy Ci za życiodajny deszcz".

Wizerunek Chaaca jest w Uxmal wszechobecny. Nic dziwnego, gdyż mieszkańcy stale borykali się z problemem braku wody. Chaac był bóstwem, do którego zapewne często się modlili. Ich modlitwy o deszcze mogły przypominać te egipskie, błagające o życiodajne wylewy Nilu. Bez wody nie ma życia. 

Dlaczego więc piękne, w okresie największej świetności może nawet 25 tysięczne Uxmal powstało na terenie zupełnie do tego nieprzystosowanym?  Nie przepływa tu żadna rzeka, ani nie ma też tak często występujących na Jukatanie cenot, czyli podziemnych jaskiń wypełnionych wodą. Brak jakichkolwiek naturalnych zbiorników wodnych.

Jak sobie więc radzili mieszkając na tym terenie przez około 400 lat? Wiemy, że tworzyli sztuczne zbiorniki i zbierali w nie wodę deszczową. Tereny te są tak żyzne, że gdy Chaac był łaskawy i opady były wystarczająco obfite, nikomu  nie groził głód.  Dlatego bóg deszczu Chaac był tak ważny. Bez jego deszczodajnego działania mieszkańcy Uxmal nie mogliby przeżyć.

 Aby zjednać przychylność bóstwa, trzeba o niego dbać. Pomijam modły, reliefy i ofiary. Pamiętacie obły kształt Piramidy Wróżbity? Podobno jest taki dlatego, by Chaac gnany przez boga wiatru nie kaleczył się na ostrych krawędziach ścian.


 Królowa Elżbieta II w czasie wizyty w Uxmal w 1975 roku.


Z Chaacą i jego niesłabnącą mocą sprawczą związana jest interesująca, już współczesna historia, która wydarzyła się w 1975 roku. Otóż królowa Elżbieta II  w czasie jednej z licznych monarszych podróży odwiedziła Uxmal. Postanowiono uświetnić tę wizytę, organizując po raz pierwszy w tym miejscu specjalną inscenizację, wieczorny spektakl z cyklu światło i dźwięk.

Wykorzystano w niej także odtwarzaną z głośników modlitwę do boga Chaac. W trakcie pokazu spadł nagle ulewny deszcz. Przypadek? Może, ale wizyta królowej miała miejsce w samym środku pory suchej, gdy deszcz nie pada. Moc Chaaca!

Jeśli chcecie wczuć się w atmosferę tego pokazu i posłuchać modłów do Chaaca, proszę bardzo!

 Żegnamy Uxmal. 

Czworokąt Mniszek-Uxmal w Meksyku
Na tle północnej części Czworokąta Mniszek

Ciche, przytulne, przyjazne zwiedzającym. Nie ma tu rzesz turystów, nie ma tłoku, a jest komfort zwiedzania i obcowania z kunsztem majańskich artystów. Czułam się tu znakomicie. Idealne warunki do zwiedzania i możliwość obcowania z ciekawą architekturą, wszystko to powoduje, że dla mnie Uxmal bardziej niż Chichen Itza zasługuje na tytuł jednego z siedmiu cudów współczesnego świata. O tym najbardziej dziś komercyjnym mieście Majów będzie następny odcinek mojego meksykańskiego tasiemca.

Na koniec kilka zdjęć, bez których nie mogę zakończyć pisać o Uxmal.


Uxmal - panorama.


Wielka Piramida. Wejście na nią sprawiało nam trochę kłopotów,
 natomiast zejście wymagało już zdolności ekwilibrystycznych.
To najbardziej stroma piramida, na jaką się wspinaliśmy. 

Zasłużony gest zwycięstwa po zdobyciu Wielkiej Piramidy.


Uxmal jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako szczytowe osiągnięcie późnej sztuki i architektury Majów. Dla nas było miejscem wspaniałej zabawy, dobrego samopoczucia i beztroski, co mam nadzieję, pokazują zdjęcia poniżej.



12 marca 2021

Śladami cywilizacji Majów. Część VI. Uxmal - Piramida Czarownika i pelota




Uxmal- niegdyś było jednym z największych majańskich miast na półwyspie Jukatan.
Piramida Czarownika w Uxmal wyłania się jak okręt z morza dżungli

Uxmal było niegdyś jednym z największych majańskich miast na półwyspie Jukatan.  W czasach swojego rozkwitu, w VI-X wieku, zamieszkiwało je około 25 000 ludzi. Dziś jest rzadziej odwiedzane niż słynne Chichen Itza, według mnie niesłusznie. Nazwa Uxmal w języku Majów oznacza „trzy razy”, co odnosi się do częstego przebudowywania największych obiektów w mieście. Poza tym, jak wiemy, Majowie byli bardzo zabobonni i mieli swoje magiczne symbole. W Uxmal była to liczba trzy.

Uxmal zostało w mojej pamięci jako najbardziej nietypowy ośrodek Majów. Dżungla nie wdziera się tu w każdy zakamarek i brak dużej wilgotności. No to może jest drzewo ceiba, są epifity, mchy i wyjce? Też nie ma. To co jest? Wspaniała architektura i niecodzienna atmosfera rodem ze śródziemnomorskiego obszaru kulturowego. Nagrzane od słońca kamienie i klasyczne, eleganckie budowle.  


Łuk Majów-fragment Domu Mniszek
Łuk Majów-fragment Domu Mniszek

Z estetycznego i architektonicznego punktu widzenia to właśnie Uxmal zrobiło na mnie największe wrażenie. Bardzo odróżnia się od innych majańskich miast i przywodzi na myśl budowle ze znanego nam, Europejczykom, starożytnego świata. Zdobienia i kolumny wydają się powiązane w jakiś sposób z antyczną Helladą lub Rzymem.

Dom Mniszek w Uxmal
Nasz okazały fotograf pod "pozornym łukiem Majów"

Miałam nieodparte wrażenie, że gdzieś już czułam podobną atmosferę, podobnie pachniało gorące powietrze i otaczała mnie cudna architektura. Może w Pompejach we Włoszech lub w Dżarasz w Jordanii?

Dom Mniszek w Uxmal
Jedna ze ścian Domu (Czworokąta) Mniszek

Cóż to za budowle zrobiły na mnie takie wrażenie? Uxmal nie dozuje swojej atrakcyjności powoli jak inne ośrodki Majów. Od razu po wejściu na teren Zona Arqueologica de Uxmal dostajemy spektakularny i tajemniczy wizerunek wysokiej na około 40 metrów Piramidy Czarownika  (Pirámide del adivino). Efekt "Wow".

Piramida Czarownika  (Pirámide del adivino). Czasem nazywa się ją Piramidą Wróżbity, Karła lub Krasnoluda.

Piramida Czarownika  (Pirámide del adivino). Czasem nazywa się ją Piramidą Wróżbity, Karła lub Krasnoluda.

 Już sama nazwa brzmi intrygująco. Budowla robi ogromne wrażenie, jest majestatyczna i unikatowa. Owszem, jest to piramida, ale jak na majańskie budowle bardzo nietypowa. W zasadzie schodkowa, ale nie do końca. Z tył bowiem jest gładka i obła. 

W przeciwieństwie do innych piramid świata Majów, czy piramid egipskich, budowanych na planie prostokąta, świątynia ta posiada zaokrąglone rogi i zbudowana jest na owalnej podstawie. Skąd taki pomysł, nie wiadomo. Jak nie wiadomo, to trzeba to wymyślić i... stworzyć legendę. Podobno zaokrąglono rogi piramidy, aby nie pokaleczył się o nie bóg deszczu. Ot, i sprawa rozwiązana.

Piramida Czarownika  (Pirámide del adivino). Czasem nazywa się ją Piramidą Wróżbity, Karła lub Krasnoluda.
Obłość, widzę obłość

Z piramidą i jej nazwą związana jest najsłynniejsza legenda tych okolic, wywodząca się z miejscowych podań. Istnieje ona w kilku różnych wersjach. Wersja opowiedziana przez naszego przewodnika brzmi następująco: tam, gdzie dziś stoi piramida, mieszkała niegdyś czarownica. Pewnego dnia zaczęła żałować, że nie ma dzieci,  wzięła więc jajko iguany, zawinęła je w tkaninę i umieściła w kącie swojej chatki. Codziennie je doglądała, aż pewnego dnia wykluło się z niego stworzenie przypominające dziecko. Gdy po roku stworzenie przestało rosnąć, zostając karłem, przepowiedziała mu, że pewnego dnia zostanie wielkim królem. Przekonała go również, by wyzwał na pojedynek władcę Uxmal. Ten obawiając się utraty władzy polecił karłowi wykonać trzy pozornie niemożliwe zadania. Jedno z nich polegało na zbudowaniu masywnej piramidy w ciągu jednej nocy. Karzeł wykonał zadanie, podobnie jak i pozostałe, i został nowym władcą Uxmal. 

Piramida Czarownika
W tle Piramida Wróżbity. Poniżej budowla z kolumnami do złudzenia przypominającymi grackie kolumny doryckie

Magia dziwnej bryły budowli i magia legendy powodują, że piramidę zapamiętuje się na długo. Nie dlatego, że jest najwyższa w całej okolicy, ale poprzez jej kształt i tajemniczość.




Niestety nie można wejść na Piramidę Czarownika (Wróżbity), ale zrobić sobie przed nią serię zdjęć - proszę bardzo.


Piramida Czarownika w Uxmal

          Fruwamy prawie jak zawodnicy grający w pelotę. Prawie...

Zawodnik grający w pelotę. Źródło: blog.xcaret.com

Czy Majowie mieli jakieś rozrywki? A i owszem. Procesje religijne, w czasie których  zabijano jeńców wojennych, aby przejąć ich siłę, rytualne ceremonie picia kakao, składanie ofiar bogom… Ich życie nierozłącznie związane było z religią. Nawet sport. 

W obecnych czasach sport jest sposobem na życie, rozrywką i rodzajem rytuału nie zawsze ugrzecznionego. Nie ma dziś konotacji religijnych. Inaczej było w cywilizacji Majów czy też w starożytnej Grecji. Sport i religia splatały się w jedno.

Tak prezentowali się uczestnicy rytualnej gry. Źródło: blog.xcaret.com

W Uxmal jest nieźle zachowane  boisko do gry w pelotę (dziś ten rodzaj piłki nożnej w Ameryce Łacińskiej nazywa się ulama). Podstawową zasadą tej gry było przerzucenie ciężkiej, twardej piłki zrobionej z kauczuku przez kamienny pierścień, umieszczony na murze okalającym boisko. Grały dwie drużyny, wygrywała ta, która więcej razy trafiła w środek pierścienia. Trochę jak w dzisiejszej koszykówce. Pierścienie zazwyczaj znajdowały się na wysokości około 4 metrów i miały średnicę około 1 do 1,5 metra.  Niektóre z nich zachowały się i można je oglądać w kilku dawnych ośrodkach Majów.

Pierścień do gry w pelotę - około 1 metra średnicy

 Gra był bardzo trudna i kontuzjogenna i zakładała, że piłka może być odbijana tylko za pomocą kolan, ud, bioder, pośladków. Zachowały się opisy i ilustracje zawodników dosłownie „fruwających” w powietrzu i odbijających piłkę udem czy biodrem. Wymagało to niesamowitej sprawności. Nie można było dotykać piłki ani dłońmi, ani stopami.

Tak wyobrażamy sobie wygląd majańskiego piłkarza.
Źródło: blog.xcaret.com

Piłka, którą grali Majowie była tak twarda, że do gry zakładali oni zrobione ze skóry ochraniacze. Boiska do gier były otoczone trybunami. Możemy sobie wyobrazić, że widzowie kibicowali poszczególnym zawodnikom lub drużynom. Krzyczeli, komentowali i oceniali. Może przyjmowali zakłady? Mam wrażenie, że hazard, podobnie jak piractwo, jest tak stary jak nasza cywilizacja.

Boisko do gry w pelotę. Uxmal
Dwie strony boiska

Boiska do gry miały kształt wydłużonego prostokąta. Co ciekawe, Majowie zwykle lokowali je w centralnej części miasta, często w pobliżu świątyni i głównego placu. Pokazuje to, że gra musiała mieć duże znaczenie dla lokalnej społeczności. Jako rozrywka, sposób przypodobania się bogom, przebłagania bardzo ważnego dla nich boga deszczu Chaaca. 

O charakterze sakralnym tego sportu świadczą inskrypcje i opisy zostawione przez konkwistadorów oraz duchownych, którzy ten pogański obrzęd zwalczali i ostatecznie w XVI wieku doprowadzili do jego zakazu. Finałem meczu były bowiem często ofiary składane… z zawodników. Mecz symbolizował walkę dobra ze złem. Zwyciężyć miało dobro, a zawodników przeciwnej strony, najczęściej jeńców wojennych, przed meczem głodzono. Wiele wskazuje na to, że bogom składano ofiary nie tylko z przegranych, ale także ze zwycięzców. Czasami życie tracił kapitan, czasami cała drużyna.

Wyobraźmy sobie, że dzisiejsi piłkarze walczą nie o awans do wyższej ligi i pieniądze, ale o życie lub chwalebną śmierć. Jakże inaczej wyglądałyby niektóre mecze! Niektórzy badacze sugerują, że w ten sposób rozstrzygano także konflikty między poszczególnym miastami Majów. Zamiast prowadzić wojny organizowano mecz. Ciekawe.


Niestety nie mieliśmy odpowiednich strojów, aby wziąć udział w meczu 

Nie tylko Majowie łączyli sport z religią. Robili tak i Grecy, twórcy idei igrzysk sportowych ku czci Zeusa, Apollina czy Ateny. Jedni i drudzy wiązali sportową rywalizację z elementem sakralnym. Budowali boiska i stadiony. Kibicowali swoim ulubionym zawodnikom i emocjonowali się przebiegiem zawodów. Widzę też jednak zasadnicze różnice. Przede wszystkim, majański sport był krwawy i wiązał się ze składaniem ofiary z ludzi, z konfliktami lub wojnami. Hellenowie poszli zdecydowanie w inną stronę. W ogóle zaprzestawali działań wojennych na czas zawodów, wprowadzając coś co nazywało się ekecheiria (wyciągnięcie ręki), a dziś w podręcznikach historii funkcjonuje jako „święty pokój”, „pokój boży”. Idea sportowej rywalizacji zwyciężała nad wojnami. A my, współcześni ludzie, do kogo bardziej jesteśmy podobni? Wprawdzie nie składamy zawodników w ofierze, ale w XX wieku aż trzykrotnie konflikty zaprzepaściły możliwość organizacji igrzysk. Sport przegrał z wojną.


Jeden z filmów ilustrujących grę w pelotę (źródło you tube)

Jak zwykle przeceniłam swoje siły. Nie potrafię "odpuścić" wielu informacji i ciągle coś mi przychodzi do głowy, więc nie dałam rady w jednym poście zamieścić wszystkich ważnych (a przynajmniej dla mnie) informacji o Uxmal. Będzie więc część druga o Uxmal - najpiękniej zdobionym mieście Majów.