![]() | |
|
Chichen Itza -
najsłynniejszy ośrodek Majów, symbol ich kultury i architektury. Ikona. To
nie tylko jeden z obiektów dziedzictwa ludzkości z listy UNESCO, ale także
jeden ze zwycięzców w konkursie na "nowe siedem cudów świata". Co znalazło się na tej liście, wzorowanej na słynnym, starożytnym spisie? Otóż
światowe gremium zdecydowało, że to: Koloseum, Wielki Mur Chiński, Machu Picchu,
Petra, Tadż Mahal, statua Chrystusa Zbawiciela z Rio de Janeiro. De gustibus
non est disputandum.
Tę zwycięską siódemkę
wyłoniono w 2007 roku z dwudziestu jeden finalistów. Jak na razie udało mi się zobaczyć tylko
trzy z wymienionych: Petrę, Koloseum i Chichen Itza. Kolejność wymieniania ma
tu znaczenie.
Nie kryję, że czekałam
na zobaczenie Chichen Itza z niecierpliwością. I niestety przeżyłam
rozczarowanie. Nie budowlami, bo są monumentalne, pełne tajemnej wiedzy i
pobudzają wyobraźnie. Ale niestety ogrom straganów, kramów i turystów
przesłania wszystko. Ciężko w tłoku i kakofonii głosów z całego świata
wsłuchiwać się we własne emocje. Podobne wrażenie, ale jeszcze bardziej
namacalne, miałam w Bazylice Grobu
Świętego w Jerozolimie oraz w Bazylice Narodzenia Pańskiego w Betlejem. Moje wrażenia z tamtych
miejsc można zamknąć w przykrej myśli: tłumy turystów, wielogodzinne czekanie…, a gdzie duchowość? Gdzie ta magia? Podobny niedosyt czułam w Chichen
Itza.
Poprzednie miasta Majów
mieliśmy prawie wyłącznie dla siebie, a w Chichen Itza możne się było
zgubić nie w roślinnej dżungli, ale w dżungli ludzkich głów.
Dlaczego
akurat Chichen Itza stała się najbardziej rozpoznawalnym symbolem majańskiej
cywilizacji? Odpowiedz jest prosta, choć nie związana z historią. Miejsce to
leży w pobliżu najważniejszych turystycznych ośrodków na Riviera Maja, ze
słynnym Cancun na czele. Podobno Cancun jest teraz bardziej
modne niż słynne kiedyś Acapulco nad Oceanem Spokojnym. A dla wielu
spragnionych zimą słońca i basenowych kąpieli Amerykanów jest tu
bliżej i wygodniej. Pas Zatoki Meksykańskiej z pięknymi plażami i
kurortami przyciąga przede wszystkim amerykańskich i kanadyjskich turystów,
choć Europejczyków też nie brakuje. Za tym płyną duże pieniądze. Turysta,
nawet amerykański, nie żyje tylko zabawą, drinkiem w basenie i wieczornymi
atrakcjami. W końcu jesteśmy na Jukatanie. To tu przecież żyli ci słynni Majowie.
Nie zobaczyć choć jednego z ich miast to tak, jak być w Rzymie i nie zobaczyć
papieża.
![]() |
To trzeba zobaczyć. Piramida Kukulkana
od nietypowej strony. |
Ale trudno dojechać do Lamanai, Tikal czy Uxmal-są to już setki kilometrów. Dla turysty chcącego przede wszystkim odpocząć jest to odległość, której nie chce pokonywać. Ale coś zobaczyć wypada-a więc co jest blisko ? Oczywiście Chichen Itza!
Chichen
Itza samo w sobie jest ciekawym miejscem, ale dodatkowo, z wiadomych względów go podrasowano i rozreklamowano. W końcu to „cud świata”. Z wielu ośrodków na
Riviera Maja można tu bez problemu dojechać. Około dwóch godzin i jesteśmy.
No cóż... |
Konsekwencją tego jest zadeptanie tego miejsca i morze straganów z kiczowatymi pamiątkami. Królują drewniane i ceramiczne rzeźby, maski, kolorowe trupie czaszki, biżuteria, magnesy na lodówkę czy tandetne wyroby z tkanin. Zniszczono autentyczność Chichen Itza w imię mamony.
Nienaturalne,
komercyjne miejsce, które... trzeba zobaczyć.
A mimo wszystko warto dla kilku ciekawych budowli. Co najbardziej przyciąga turystów? Przede wszystkim „Zamek”, czyli tak naprawdę piramida schodkowa zwana piramidą Kukulkana.
|
Któż to ten Kukulkan? To Zielony Pierzasty Wąż, stworzyciel świata, jeden z ważniejszych bogów majańskich. Przedstawiany był w formie zwierzęcej, jako wijący się wąż z dużą głową, lub ludzkiej, jako personifikacja władcy czterech żywiołów. Według mitologii Majów była to postać o białym kolorze skóry.
![]() |
Platforma Wenus z przedstawieniem
Kukulkana jako węża. |
Kukulkan, według legend Majów, odpłynął na wschód skąd miał powrócić tuż przed końcem świata. Wyobraźmy sobie Majów widzących przypływających ze wschodu konkwistadorów o białym kolorze skóry. Uważano ich początkowo za powracających bogów, co bardzo ułatwiło Hiszpanom podbój tych ziem. Dodatkowo Majowie wierzyli, że Kukulkan powróci nie tylko od strony morza, ale także w dziwnej postaci dwóch połączonych stworzeń. Gdy więc zobaczyli konkwistadorów siedzących na koniach ich przekonanie o boskości przybyszów pogłębiło się. Przypomnijmy, Majowie nie znali takiego zwierzęcia jak koń. Można przypuszczać, że te okoliczności są jedną z przyczyn upadku cywilizacji Majów. Strach przed "białym bogiem" mógł paraliżować Majów, a przynajmniej początkowo wprawiać ich w konsternację. Pamiętacie ostatnią, wymowną i symboliczną scenę z "Apocalypto" Mela Gibsona? Główny bohater ucieka przed zbliżającymi się od strony morza okrętami, ale inni w zabobonnym lęku idą w stronę morza i jak zahipnotyzowani wpatrują się w białe twarze przybyszów. Co będzie dalej, doskonale wiemy. To początek końca cywilizacji Majów.
![]() |
"Zamek" i my. Bez naszego towarzysza podróży, Jurka, nie byłoby wielu wspaniałych zdjęć. |
Nazwa "Zamek" (El Castillo) została nadana przez hiszpańskich konkwistadorów, bo z warownią kojarzyła im się najbardziej. Dokładne badania wykazały, że Majowie, którzy go wznosili posiadali szeroką wiedzę z zakresu matematyki i astronomii, co uważnych czytelników moich artykułów nie dziwi. Jednym z najciekawszych dowodów na to jest zjawisko, które można zaobserwować podczas wiosennej i jesiennej równonocy, gdy narożnik piramidy rzuca wężowaty cień na jedną ze ściana budowli. Wraz z zachodzącym słońcem zmieniający się cień przypomina wijącego się węża. Efekt wzmacniają dodatkowo znajdujące się na końcach rzeźby głów pierzastych węży. Niezwykłe zjawisko za każdym razem przyciąga tłumy. Zatrzęsienie turystów jest wtedy największe.
Poniżej filmy ilustrujące to zjawisko. Rozumiem ciekawość świata, ale też uważam, że przesadne reakcje turystów ocierają się już o religijną egzaltację.
Piramida Kukulkana ma także związek z kalendarzem Majów. Ilość stopni ( 365) czy platform była liczbą symboliczną. Pozwala to przypuszczać, że piramida pełniła nie tylko funkcję ceremonialną, ale była tez wskazówką do rozpoczęcia konkretnych prac czy uroczystości.
Co warto zobaczyć poza "El Castillo"? Ciekawe są: El Caracol, Świątynia Tysiąca Wojowników, boisko do gry w pelotę, Grobowiec Kapłana oraz platforma Wenus.
![]() |
W tle "El Caracol" |
Obserwatorium o nazwie „El Caracol” – czyli „Ślimak”to okrągła, szeroka wieża o wysokości 12 m i średnicy 6,7 m. Wewnątrz umieszczono spiralną klatkę schodową prowadzącą do górnej komory. Jej okna zostały umieszczone promieniście. Stąd przypuszczenie o zastosowaniu wieży do obserwacji astronomicznych.
![]() |
Świątynia Wojowników z grupą
Tysiąca Kolumn. |
Boisko do gry w pelotę. |
Boisko do gry w pelotę? Tak jest, i to największe w całej Mezoameryce o długości 150 metrów. Ale chyba już się domyślacie, że dla mnie dużo mniej ciekawe niż to w Uxmal. Może jestem uprzedzona?
|
![]() |
Boisko otoczone było świątyniami,
zgodnie z często religijnym charakterem tej rozgrywki. |
|
![]() | |
|
Wenus dla Majów była świętą gwiazdą i właśnie symbolami tej gwiazdy ozdobiona jest platforma. Platforma była miejscem składania ofiar, tam kapłani wyrywali serca skazańcom i składali je w ofierze bogu Chac Moolowi.
Kukulkan, Pierzasty Wąż, i jego piramida. |
Chichen Itza to ostatnie miasto Majów, które
odwiedziliśmy i ostatnie, które opisuję. W kolejności chronologicznej były to: Tulum, Lamanai,
Tikal, Palenque, Uxmal na koniec właśnie Chichen Itza. Zwiedziliśmy trzy różne państwa,
sześć różnorodnych stref archeologicznych. Wszędzie ciekawie i emocjonalnie.
Mój ulubieniec? Kto czytał wcześniejsze artykuły, ten wie. Ale każdy musi
ocenić według własnych kryteriów.
Dla chcących zrobić
sobie powtórkę ze szlaku majańskich miast polecam poprzednie artykuły. Macie na
moim blogu dostępną wyszukiwarkę lub też etykiety prowadzące Was do
odpowiednich stron.




































