„Polska wielu kultur” okiem historyka(refleksje po konferencji wyjazdowej).
Ucząc historii wielokrotnie przekonałam się, że największe efekty dydaktyczne osiąga nauczyciel, który na własne oczy widział to, o czym opowiada. Oczywiście, nie zawsze jest to wykonalne, ale…Opowiadanie uczniom o pyle z piramid, który osiada na ubraniu, o patrzącej prosto w oczy Mona Lisie, o pięknie Piety, gdy się wszystko to czuło i widziało, powoduje, że moi uczniowie o wiele łatwiej zapamiętują fakty historyczne, często ubarwiane zdjęciami.
Natomiast, jako nauczycielowi wiedzy o społeczeństwie wielokrotnie brakowało mi osobistych odniesień, np. w czasie lekcji o mniejszościach narodowych i euroregionach. Oczywiście można podać uczniom suche fakty ( daty, miejsca, liczby), ale taka wiedza szybko ulega zapomnieniu i nie budzi emocji, dzięki którym proces dydaktyczny jest, moim zdaniem, pełniejszy.
Kiedy więc zauważyłam informację o szkoleniu wyjazdowym „Polska wielu kultur” nie wahałam się ani chwili. W temacie konferencji zabrzmiały miłe dla mojego ucha skojarzenia z Rzeczpospolitą Obojga Narodów, gdzie wielokulturowość była oczywistością. Czasy, w których Jan Zamoyski zakładając Zamość zaplanował tam i kościół, i synagogę, i cerkiew. Na zajęciach zawsze podkreślam znaczenie, pochodzącego z tych właśnie czasów, pierwszego w naszej historii dokumentu o tolerancji „Aktu konfederacji warszawskiej”. W centralnej Polsce pozbawieni jesteśmy pierwiastka mieszania się kultur, a więc tym ciekawszy wydał mi się program konferencji. Tatarzy w Polsce, cerkwie , meczety… Brzmiało to dla mnie tajemniczo i egzotycznie.
Pierwszy dzień był typowo przyrodniczy-zajęcia warsztatowe na terenie Białowieskiego Parku Narodowego. Ale nic co ludzkie nie jest mi obce, więc z ciekawością przyglądałam się z jaką pasją obecni na konferencji biolodzy i geografowie mierzyli kwasowość gleby, wilgotność i temperaturę. Jak za pomocą lornetek i specjalistycznych przyrządów badali otaczającą nas przyrodę. Piękna puszcza, dzika i naturalna. Zgodnie z mottem zamieszczonym przy wejściu do puszczy „nie zabraliśmy nic poza zdjęciami i nie zostawiliśmy nic poza śladami stóp”.
 |
Cerkiew w Białowieży
|
Wieczorem przyjechaliśmy do Kruszynian – jedynej, poza Bohonikami, polskiej wsi tatarskiej w granicach Polski po II wojnie światowej. Wieś została założona prawdopodobnie w wieku XVI.
W XVII wieku król Jan III Sobieski nadał ją Tatarom w zamian za zaległy żołd. Osadzeni muzułmanie, zwani Lipkami, walczyli po stronie Polski w wojnie z Turkami. Osiadł tu na stałe m.in. płk Samuel Murza Krzeczowski, który uratował życie Janowi III Sobieskiemu w bitwie pod Parkanami.
 |
| Kruszyniany -tablica informacyjna |
Jadąc do Kruszynian zastanawiałam się nad moimi skojarzeniami z Tatarami: Czyngis-chan, Batu-chan, Legnica, śmierć Henryka Pobożnego, Złota Orda, Lipkowie, jurty, kumys, jarłyk, Kulikowe Pole i …Azja Tuhajbejowicz. Pojęcia te mogę mnożyć, ale to wciąż historia. A jak wygląda to teraz?
Kruszyniany.
Już sama nazwa budzi skojarzenia z dawnymi polskimi kresami, brzmi śpiewnie i egzotycznie. Obecnie istnieje tam prężnie rozwijający się ośrodek kultury Tatarów polskich. Nigdy nie przypuszczałam, że będę biesiadowała w „Tatarskiej Jurcie”. Tak bowiem nazywa się gospodarstwo agroturystyczne, którego gośćmi byliśmy dwa dni. Stworzyła go Tatarka z dziada pradziada, żona Tatara, matka dorodnych tatarskich córek Dżenneta Bogdanowicz. Pochodzi, jak podkreślała, z Tatarów krymskich, czyli o bardziej europejskich rysach i jasnej karnacji. Jej wygląd i kultura zdecydowanie łamie stereotyp sienkiewiczowskiego Tatara. Wiedziałam, że mamy poznawać tatarską kulturę i zwyczaje, ale nie myślałam, że aż tak dogłębnie poznam tajniki tatarskiej kuchni.
 |
| Tatarska Jurta. Kierunek na pieriekaczewnik |
 |
| Dżenneta Bogdanowicz |
 |
"Nasz" pieriekaczewnik
|
Następnego dnia zwiedzamy tajemniczy mizar, cmentarz muzułmański z kamiennymi tablicami i nagrobkami, na których napisy są zarówno po polsku, jak i po arabsku. Oprowadza nas Dżemil Gembicki, uroczy, dowcipny młody człowiek. Oczywiście Tatar z pochodzenia, o trochę egzotycznej urodzie. Opowiada z wielką elokwencją i znawstwem o tatarskich zwyczajach pogrzebowych. Zmarli są pochowani w ziemnych lub murowanych grobach bez trumny, oczywiście głową w stronę Mekki. Napisy na tablicach są także na ich tylnej stronie. Uświadamiam sobie, że ucząc o tym wiele lat, po raz pierwszy widzę taką nekropolię osobiście. Choć i tu wkradają się klimaty współżycia z innymi religiami. Na grobach widzimy zapalone świece i położone kwiaty – to chrześcijańscy sąsiedzi oddają szacunek zmarłym. Nikomu nie przeszkadza takie przenikanie się kultur, a wręcz przeciwnie – nasz przewodnik podkreślał ten fakt z zadowoleniem.
 |
Mizar w Kruszynianach
|

|
Cmentarz w Kruszynianach-widać koegzystencję islamu i chrześcijaństwa
|
Przechodzimy następnie do pobliskiego meczetu. Jest to drewniana budowla z końca XVIII wieku (jeden z dwóch najstarszych w Polsce meczetów).Zdejmuję buty przed wejściem do świątyni, siedzę na podłodze i widzę na własne oczy mihrab, czyli znajdującą się w ścianie meczetu niszę skierowana w stronę Mekki. Dżemil zaczyna opowiadać w charakterystyczny, trochę pośpieszny sposób. Wszyscy zafascynowani wpatrują się w postać tego opiekuna meczetu w Kruszynianach. Jego żoną jest chrześcijanka –„serce nie sługa” jak stwierdza. Mają dwoje dzieci. Na nasze oczywiste, dotyczące wyznania potomstwa pytanie, wyartykułowane w sposób „A co z dziećmi?”, odpowiada dowcipnie „piękne i mądre”. Po chwili poważnieje i wyjaśnia, że córka jest chrześcijanką, a syn muzułmaninem. Przykład tolerancji, współistnienia z życia wzięty. Bezcenne.
 |
Meczet w Kruszynianach
 | Mihrab w meczecie w Kruszynianach
 | Wnętrze meczetu w Kruszynianach
|
Wyjeżdżamy. Muszę się oderwać od orientalnych, islamskich klimatów i wejść w trochę nam bliższą atmosferę rzędów palących się świec, kadzideł, świątyń z charakterystycznymi kopułami, pisanych ikon… Prawosławie. Jako historyk wiem o wielkiej schizmie wschodniej w 1054, różnicach w obrzędach i zdobnictwie między cerkwią i kościołem, popach, ikonach… Jedziemy do Supraśla. Zwiedzamy prawosławny, męski monastyr z XVIII wieku. Witają nas niesamowite dźwięki przepięknego liturgicznego śpiewu. Głos ludzki w czystej postaci, niezakłócony żadnym instrumentem. Czekając na wejście do klasztoru stoimy zasłuchani. |
|
 |
Monastyr w Supraślu -widok ogólny
|
 |
| Monastyr w Supraślu-fragment |
Oprowadza nas bardzo młody i bardzo przystojny zakonnik. Opowiada o historii monastyru. Wokół ikony, tajemnicze zapachy, przepiękne zdobienia. Szkoda, ze nie możemy zobaczyć muzeum ikon, najchętniej odwiedzanego muzeum na Podlasiu. Przewodnik podkreśla, że ikon się nie maluje, ale pisze.
 |
| Monastyr w Supraślu-fragment |
Z Supraśla kierujemy się w stronę stolicy województwa podlaskiego Białegostoku. Dane nam było oglądać przepiękny kompleks parkowo-pałacowy Branickich. Nie tych znanych z podręczników historii zdrajców Branickich herbu Korczak, ale innej linii tego rodu Branickich herbu Gryf. Podziwiam barokową elewację czując, że coś podobnego już kiedyś widziałam. Może przypomina mi Schönbrunn, letnią rezydencję Habsburgów? Ogród w stylu francuskim, pieczołowicie odtworzony ze środków unijnych.
 |
Pałac Branickich w Białymstoku-fragment parku
|
 |
| Pałac Branickich w Białymstoku-fragment parku |
 |
Pałac Branickich w Białymstoku-fragment parku
|
Co za dzień! Od mizaru do ogrodu w stylu francuskim. Takie jest Podlasie. A na deser, choć w zasadzie na kolację w „Tatarskiej jurcie” jemy łapszę i belysz. Smaki Podlasia.
Ostatni dzień to znowu wielka różnorodność. Kolejne niespodzianki i zaskoczenia były już oczywistością. Ale takiego nierzeczywistego błękitu wśród gęstwiny lasu chyba nikt nie przewidział. Bajkowa Cerkiew Ikony Matki Bożej „Wszystkich strapionych radość” w Koterce na granicy polsko-białoruskiej, nieduża, urokliwa. Byliśmy szczęśliwcami, którzy trafili akurat na niedzielne nabożeństwo i mogliśmy zajrzeć do środka. Pop w stroju liturgicznym, błękitne zdobienia, złoty ikonostas. Pięknie. Moją uwagę jako historyka przykuło jednak coś innego – po raz pierwszy usłyszałam na żywo zdania wypowiadane w języku staro-cerkiewnosłowiańskim. W tym bowiem języku duchowny właśnie odprawiał nabożeństwo. Przecież to do tego języka Cyryl i Metody opracowali głagolicę!
 |
Granica polsko-białoruska w Koterce
|
 |
| Cudowna cerkiew w Koterce |
 |
| Wnętrze cerkwi w Koterce |
 |
| Wnętrze cerkwi w Koterce |
 |
| Wnętrze cerkwi w Koterce |
Następny punkt programu, wyczekiwany przez niektórych najbardziej, to Grabarka-serce prawosławia w Polsce. Kiedy tylko weszłam na schody prowadzące na wzgórze ze świątynią poczułam magię tego miejsca. Chodziłam miedzy tysiącami krzyży, przyglądałam się napisom , wstążkom i wydrapanym literom. Podobnie czułam się na cmentarzu na Rossie, choć to inna nekropolia i inna historia.
 |
| Grabarka-krzyże prawosławne |
 |
| Grabarka-krzyże prawosławne |
|
 |
| Grabarka-krzyże prawosławne |
|
Przyszło mi wtedy do głowy określenie, na to co czułam i co chyba dobrze oddaje charakter naszej podlaskiej wędrówki – ekumenizm, ale dodatkowo poszerzony o elementy szeroko pojętego humanizmu. Ekumeniczne nekropolie, wielojęzyczne napisy, krzyże chrześcijańskie, krzyże prawosławne, gwiazdy i półksiężyce. To będę pamiętać. I ludzi z pasją. Na pożegnanie Drohiczyn z Górą Zamkową i przepięknym widokiem na zakole Bugu.
 |
Zakole Bugu w Drohiczynie
|
 |
| Zakole Bugu w Drohiczynie |
Na końcu każdego postu będę umieszczać zdjęcia z kategorii dziwne lub ulubione. Często są to eksperymenty fotograficzne .Ocenę zostawiam czytelnikom
 |
| Jedno z moich ulubionych zdjęć z tej wyprawy robione przez Anię P. |
 |
Kruszyniany wyprawa o świcie
|
 |
| Tablica ze Świętej Góry Grabarki |
 |
| Nietypowe ujęcie |
 |
Jeszcze szron na roślinach, a my już fotograficznych łowach
|
 |
| Dla wtajemniczonych |