27 marca 2021

Ptasia sesja zimą


Ptasia sesja

Zima 2020/2021. Mroźna i śnieżna. Biały puch przykrył brud i szarość. Ale też schował pod swoją powłoką pokarm dla zwierząt, ograniczył dostęp do życiodajnych nasion, owoców i liści. Także tłuste larwy były trudno dostępne. Temperatura -20 C nie sprzyja przetrwaniu. 

To trudny okres dla przyrody. W taki czas trzeba pomagać... skrzydlatym braciom.

Namnożyło się nam tego towarzystwa. Pokarm rozsypany w kilku miejscach ogrodu zwabił ptasie gromady. Gwarne „sejmiki” na gałęziach dławisza towarzyszyły nam co dzień. Wróble-mazurki szczególnie upodobały sobie posiłki podane na stole... do tenisa.  Przylatywały jeden po drugim, a zaniepokojone hałasem lub nagłym ruchem-odlatywały gromadnie. 

Ciekawe zjawisko.

Fantazyjnie poplątane gałęzie dławisza są miejscem zbiórki szczególnie dla wróbli - mazurków.

Wróbel, ot taki zwykły, pospolity ptak naszego najbliższego otoczenia. Bohater powiedzeń, symbol przeciętności i szarości. A tu zaskoczenie: wróbel wróblowi nie równy. To co widzimy na zdjęciach, powyżej i poniżej, to nie zwykły miastowy wróbel, ale MAZUREK, czyli rodzaj wróbla polnego, zamieszkującego wsie i okolice podmiejskie. W końcu mieszkam przy ulicy Polnej, a nazwa zobowiązuje.

Mazurki, czyli wróble polne, mimo, że są odrobinę mniejsze od wróbli zwyczajnych, są z nimi często mylone. A wystarczy przez chwilę im się przyjrzeć, aby je rozpoznać.

Czym w takim razie mazurki różnią się od swoich „mieszczańskich” braci? Gdy raz zobaczymy tę różnicę, to mazurka rozpoznamy już zawsze. Policzek ma bowiem biały z czarną, dobrze widoczną plamką pośrodku. Wróbel zwyczajny ma całkowicie szary policzek. I tyle w kwestii wyższości wróbla polnego nad „miastowym”. W końcu każda sroczka swój ogonek chwali.


Wici rozesłane - szwedzki stół gotowy. 
 Mazurki - uczta na stole...do tenisa.


Czy temat tego postu ma coś wspólnego z historią? Wydawałoby się, że nic. A tu niespodzianka. Może jednak istnieje problem "wróbel a sprawa polska"?  Takiego nie znam, ale mam pewną historyczno-ekologiczną dygresję: nie wolno radykalnie i bezkarnie  ingerować w przyrodę, o czym boleśnie przekonujemy się i przekonywać będziemy. Co to ma wspólnego z naszymi wróblami? Sporo. Mao Zedong, przywódca Chin komunistycznych w latach pięćdziesiątych XX wieku postanowił wytępić wróble, aby nie zjadały ziaren zbóż. Obliczono, że zabicie miliona wróbli pozwoli wykarmić około 60 tysięcy osób. Niestety plan zrealizowano, wypowiadając wróblom wojnę. Nie wiadomo dokładnie , ile milionów ptaków zginęło w tej nierównej walce. Można dziwić się tej kuriozalnej decyzji, ale pamiętajmy, że Chiny wtedy były krajem totalitarnym. Decyzja przywódcy nie podlegała żadnej dyskusji. Przy represyjności tego systemu i groźbie kar, miliony Chińczyków bez szemrania zabijało wróble.

Mimo tego ryżowe i pszeniczne plony okazały się jeszcze mniejsze. Rozmnożyły się bowiem owady zjadane do tej pory przez te ptaki. Plan zarzucono.

Nie przeszkadzało to jednak władzom Chin prowadzić innych eksperymentów w rodzaju „rewolucji kulturalnej”, która wbrew nazwie nie oznaczała przemian w kulturze, ale jej zniszczenie. Ale to temat na inny artykuł.


Uczestników tego sejmiku nie jest tylu, co naszych posłów, ale być może niektórzy pracują w komisjach.

Gromady wróbli, jak te powyżej, siedzące na gałęziach, „rozprawiające” głośno i chaotycznie, nieodparcie kojarzą mi się z sejmikami w dawnej Polsce. Uczestnicy tych obrad -  gadatliwi, stroszący piórka, wypinający pierś  - tak naprawdę nie mieli wiele do powiedzenia. Gardłowali i machali szabelką - tak właśnie często wyglądały sejmiki ziemskie w czasach  saskich.  Królowało wtedy przekonanie o wyjątkowej roli polskiej szlachty i jej znamienitemu pochodzeniu od ludu Sarmatów. Szlachcic-Sarmata był megalomanem, ksenofobem i często nieukiem. Nie uważam, żeby ptaki miały te wszystkie cechy, ale czasami ich działania są bardzo chaotyczne, podszyte niepewnością i strachem. Wystarczy jakikolwiek hałas, poruszenie, uczucie zagrożenia, rozlatują się we wszystkie strony. Panowie szlachta na sejmikach często nie podejmowali żadnej konkretnej decyzji. W obawie o utratę swojej pozycji krzyczeli liberum veto i …rozjeżdżali się do domów. 

Frrr i po obradach.

Sejmik szlachecki, może relacyjny?

Sejmik kapturowy - ktoś w końcu musi pilnować porządku w czasie interregnum.

Stół do tenisa to stołówka wróbli. Inni wolą domek z arkadami.

Sójka
Ta sójka rzeczywiście nie wybrała się za morze. 

Tłuszczowe kule i słoninka-mniam.

Dla każdego coś dobrego. Sikorka wpatruje się w słoninkę jak sroka w gnat, a kowalik z pomarańczowym brzuszkiem woli tłuściutkie ziarna słonecznika.

Eleganckie sroki wychodzą z założenia, że lepsza psia miska niż kolejka do karmnika.

Niektórym sójkom trafiło się indywidualne menu jak ślepej kurze ziarno.

Daj sójce wierzbę to na czubku siędzie.

Gniazda. Opuszczone rok temu czekają na nowych mieszkańców. Już niedługo.

Opuszczone gniazdo wśród gałęzi "Robinii akacjowej" latem pięknie kwitnącej na różowo.

Niegościnne kolce berberysu strzegą wiosną dostępu do piskląt.

Niedługo zamiast czapy śniegu będą kolorowe  "ptasie kraszanki" sikorek.




A potem.....



Całość cudu ptasich narodzin na stronie

12 marca 2021

Śladami cywilizacji Majów. Część VI. Uxmal - Piramida Czarownika i pelota




Uxmal- niegdyś było jednym z największych majańskich miast na półwyspie Jukatan.
Piramida Czarownika w Uxmal wyłania się jak okręt z morza dżungli

Uxmal było niegdyś jednym z największych majańskich miast na półwyspie Jukatan.  W czasach swojego rozkwitu, w VI-X wieku, zamieszkiwało je około 25 000 ludzi. Dziś jest rzadziej odwiedzane niż słynne Chichen Itza, według mnie niesłusznie. Nazwa Uxmal w języku Majów oznacza „trzy razy”, co odnosi się do częstego przebudowywania największych obiektów w mieście. Poza tym, jak wiemy, Majowie byli bardzo zabobonni i mieli swoje magiczne symbole. W Uxmal była to liczba trzy.

Uxmal zostało w mojej pamięci jako najbardziej nietypowy ośrodek Majów. Dżungla nie wdziera się tu w każdy zakamarek i brak dużej wilgotności. No to może jest drzewo ceiba, są epifity, mchy i wyjce? Też nie ma. To co jest? Wspaniała architektura i niecodzienna atmosfera rodem ze śródziemnomorskiego obszaru kulturowego. Nagrzane od słońca kamienie i klasyczne, eleganckie budowle.  


Łuk Majów-fragment Domu Mniszek
Łuk Majów-fragment Domu Mniszek

Z estetycznego i architektonicznego punktu widzenia to właśnie Uxmal zrobiło na mnie największe wrażenie. Bardzo odróżnia się od innych majańskich miast i przywodzi na myśl budowle ze znanego nam, Europejczykom, starożytnego świata. Zdobienia i kolumny wydają się powiązane w jakiś sposób z antyczną Helladą lub Rzymem.

Dom Mniszek w Uxmal
Nasz okazały fotograf pod "pozornym łukiem Majów"

Miałam nieodparte wrażenie, że gdzieś już czułam podobną atmosferę, podobnie pachniało gorące powietrze i otaczała mnie cudna architektura. Może w Pompejach we Włoszech lub w Dżarasz w Jordanii?

Dom Mniszek w Uxmal
Jedna ze ścian Domu (Czworokąta) Mniszek

Cóż to za budowle zrobiły na mnie takie wrażenie? Uxmal nie dozuje swojej atrakcyjności powoli jak inne ośrodki Majów. Od razu po wejściu na teren Zona Arqueologica de Uxmal dostajemy spektakularny i tajemniczy wizerunek wysokiej na około 40 metrów Piramidy Czarownika  (Pirámide del adivino). Efekt "Wow".

Piramida Czarownika  (Pirámide del adivino). Czasem nazywa się ją Piramidą Wróżbity, Karła lub Krasnoluda.

Piramida Czarownika  (Pirámide del adivino). Czasem nazywa się ją Piramidą Wróżbity, Karła lub Krasnoluda.

 Już sama nazwa brzmi intrygująco. Budowla robi ogromne wrażenie, jest majestatyczna i unikatowa. Owszem, jest to piramida, ale jak na majańskie budowle bardzo nietypowa. W zasadzie schodkowa, ale nie do końca. Z tył bowiem jest gładka i obła. 

W przeciwieństwie do innych piramid świata Majów, czy piramid egipskich, budowanych na planie prostokąta, świątynia ta posiada zaokrąglone rogi i zbudowana jest na owalnej podstawie. Skąd taki pomysł, nie wiadomo. Jak nie wiadomo, to trzeba to wymyślić i... stworzyć legendę. Podobno zaokrąglono rogi piramidy, aby nie pokaleczył się o nie bóg deszczu. Ot, i sprawa rozwiązana.

Piramida Czarownika  (Pirámide del adivino). Czasem nazywa się ją Piramidą Wróżbity, Karła lub Krasnoluda.
Obłość, widzę obłość

Z piramidą i jej nazwą związana jest najsłynniejsza legenda tych okolic, wywodząca się z miejscowych podań. Istnieje ona w kilku różnych wersjach. Wersja opowiedziana przez naszego przewodnika brzmi następująco: tam, gdzie dziś stoi piramida, mieszkała niegdyś czarownica. Pewnego dnia zaczęła żałować, że nie ma dzieci,  wzięła więc jajko iguany, zawinęła je w tkaninę i umieściła w kącie swojej chatki. Codziennie je doglądała, aż pewnego dnia wykluło się z niego stworzenie przypominające dziecko. Gdy po roku stworzenie przestało rosnąć, zostając karłem, przepowiedziała mu, że pewnego dnia zostanie wielkim królem. Przekonała go również, by wyzwał na pojedynek władcę Uxmal. Ten obawiając się utraty władzy polecił karłowi wykonać trzy pozornie niemożliwe zadania. Jedno z nich polegało na zbudowaniu masywnej piramidy w ciągu jednej nocy. Karzeł wykonał zadanie, podobnie jak i pozostałe, i został nowym władcą Uxmal. 

Piramida Czarownika
W tle Piramida Wróżbity. Poniżej budowla z kolumnami do złudzenia przypominającymi grackie kolumny doryckie

Magia dziwnej bryły budowli i magia legendy powodują, że piramidę zapamiętuje się na długo. Nie dlatego, że jest najwyższa w całej okolicy, ale poprzez jej kształt i tajemniczość.




Niestety nie można wejść na Piramidę Czarownika (Wróżbity), ale zrobić sobie przed nią serię zdjęć - proszę bardzo.


Piramida Czarownika w Uxmal

          Fruwamy prawie jak zawodnicy grający w pelotę. Prawie...

Zawodnik grający w pelotę. Źródło: blog.xcaret.com

Czy Majowie mieli jakieś rozrywki? A i owszem. Procesje religijne, w czasie których  zabijano jeńców wojennych, aby przejąć ich siłę, rytualne ceremonie picia kakao, składanie ofiar bogom… Ich życie nierozłącznie związane było z religią. Nawet sport. 

W obecnych czasach sport jest sposobem na życie, rozrywką i rodzajem rytuału nie zawsze ugrzecznionego. Nie ma dziś konotacji religijnych. Inaczej było w cywilizacji Majów czy też w starożytnej Grecji. Sport i religia splatały się w jedno.

Tak prezentowali się uczestnicy rytualnej gry. Źródło: blog.xcaret.com

W Uxmal jest nieźle zachowane  boisko do gry w pelotę (dziś ten rodzaj piłki nożnej w Ameryce Łacińskiej nazywa się ulama). Podstawową zasadą tej gry było przerzucenie ciężkiej, twardej piłki zrobionej z kauczuku przez kamienny pierścień, umieszczony na murze okalającym boisko. Grały dwie drużyny, wygrywała ta, która więcej razy trafiła w środek pierścienia. Trochę jak w dzisiejszej koszykówce. Pierścienie zazwyczaj znajdowały się na wysokości około 4 metrów i miały średnicę około 1 do 1,5 metra.  Niektóre z nich zachowały się i można je oglądać w kilku dawnych ośrodkach Majów.

Pierścień do gry w pelotę - około 1 metra średnicy

 Gra był bardzo trudna i kontuzjogenna i zakładała, że piłka może być odbijana tylko za pomocą kolan, ud, bioder, pośladków. Zachowały się opisy i ilustracje zawodników dosłownie „fruwających” w powietrzu i odbijających piłkę udem czy biodrem. Wymagało to niesamowitej sprawności. Nie można było dotykać piłki ani dłońmi, ani stopami.

Tak wyobrażamy sobie wygląd majańskiego piłkarza.
Źródło: blog.xcaret.com

Piłka, którą grali Majowie była tak twarda, że do gry zakładali oni zrobione ze skóry ochraniacze. Boiska do gier były otoczone trybunami. Możemy sobie wyobrazić, że widzowie kibicowali poszczególnym zawodnikom lub drużynom. Krzyczeli, komentowali i oceniali. Może przyjmowali zakłady? Mam wrażenie, że hazard, podobnie jak piractwo, jest tak stary jak nasza cywilizacja.

Boisko do gry w pelotę. Uxmal
Dwie strony boiska

Boiska do gry miały kształt wydłużonego prostokąta. Co ciekawe, Majowie zwykle lokowali je w centralnej części miasta, często w pobliżu świątyni i głównego placu. Pokazuje to, że gra musiała mieć duże znaczenie dla lokalnej społeczności. Jako rozrywka, sposób przypodobania się bogom, przebłagania bardzo ważnego dla nich boga deszczu Chaaca. 

O charakterze sakralnym tego sportu świadczą inskrypcje i opisy zostawione przez konkwistadorów oraz duchownych, którzy ten pogański obrzęd zwalczali i ostatecznie w XVI wieku doprowadzili do jego zakazu. Finałem meczu były bowiem często ofiary składane… z zawodników. Mecz symbolizował walkę dobra ze złem. Zwyciężyć miało dobro, a zawodników przeciwnej strony, najczęściej jeńców wojennych, przed meczem głodzono. Wiele wskazuje na to, że bogom składano ofiary nie tylko z przegranych, ale także ze zwycięzców. Czasami życie tracił kapitan, czasami cała drużyna.

Wyobraźmy sobie, że dzisiejsi piłkarze walczą nie o awans do wyższej ligi i pieniądze, ale o życie lub chwalebną śmierć. Jakże inaczej wyglądałyby niektóre mecze! Niektórzy badacze sugerują, że w ten sposób rozstrzygano także konflikty między poszczególnym miastami Majów. Zamiast prowadzić wojny organizowano mecz. Ciekawe.


Niestety nie mieliśmy odpowiednich strojów, aby wziąć udział w meczu 

Nie tylko Majowie łączyli sport z religią. Robili tak i Grecy, twórcy idei igrzysk sportowych ku czci Zeusa, Apollina czy Ateny. Jedni i drudzy wiązali sportową rywalizację z elementem sakralnym. Budowali boiska i stadiony. Kibicowali swoim ulubionym zawodnikom i emocjonowali się przebiegiem zawodów. Widzę też jednak zasadnicze różnice. Przede wszystkim, majański sport był krwawy i wiązał się ze składaniem ofiary z ludzi, z konfliktami lub wojnami. Hellenowie poszli zdecydowanie w inną stronę. W ogóle zaprzestawali działań wojennych na czas zawodów, wprowadzając coś co nazywało się ekecheiria (wyciągnięcie ręki), a dziś w podręcznikach historii funkcjonuje jako „święty pokój”, „pokój boży”. Idea sportowej rywalizacji zwyciężała nad wojnami. A my, współcześni ludzie, do kogo bardziej jesteśmy podobni? Wprawdzie nie składamy zawodników w ofierze, ale w XX wieku aż trzykrotnie konflikty zaprzepaściły możliwość organizacji igrzysk. Sport przegrał z wojną.


Jeden z filmów ilustrujących grę w pelotę (źródło you tube)

Jak zwykle przeceniłam swoje siły. Nie potrafię "odpuścić" wielu informacji i ciągle coś mi przychodzi do głowy, więc nie dałam rady w jednym poście zamieścić wszystkich ważnych (a przynajmniej dla mnie) informacji o Uxmal. Będzie więc część druga o Uxmal - najpiękniej zdobionym mieście Majów.