11 grudnia 2020

Śladami cywilizacji Majów. Część IV. Palenque, czyli sensacje wokół pewnego grobowca

 

Świątynia Inskrypcji w Palenque w Meksyku
Panorama Palenque

Podróż tropami Majów zaczęliśmy od Meksyku. Pamiętacie Tulum? Następnie podziwialiśmy  Lamanai w Belize i Tikal w Gwatemali. Dziś zataczamy koło i wracamy do Meksyku, aby zwiedzić kolejne stanowisko archeologiczne. Palenque, bo o nim właśnie mowa, to miasto opuszczone przez Majów z nieznanych powodów w X w. Ponownie odkryto je dopiero w XVIII w. Ten wiek w Europie, a także w powstających właśnie Stanach Zjednoczonych,  to czasy oświecenia, czasy rozumu, pierwszej encyklopedii, pierwszego lotu balonem…. Czasy Benjamina Franklina, Woltera, Jakuba Rousseau….Czasy zainteresowania antykiem i grecko–rzymskimi korzeniami naszej cywilizacji. Czasy wielkiego fermentu umysłowego oraz chęci badania i odkrywania także zasypanej piaskami czasu  historii. Można stwierdzić, że w XVIII wieku zaczął się boom wykopaliskowy i fascynacja dawną historią. Im dawniejszą i bardziej egzotyczną, tym lepiej.

Spory wpływ na to zjawisko miał pewien Korsykanin-Napoleona Bonaparte. Jeszcze jako zwykły generał, udając się na podbój Egiptu, zabrał ze sobą rysowników i historyków, aby odkryć tajemnice egipskich piramid, Sfinksa i mumii. W konsekwencji tej wyprawy zostały odczytane egipskie hieroglify. W tym samym czasie odkopano we Włoszech zasypane popiołem wulkanicznym Herkulanum i Pompeje. Oglądanie Pompei zrobiło na mnie tak ogromne wrażenie, że być może pokuszę się o opis tego niesamowitego miejsca.

Pod tą piramidą odnaleziono grób najważniejszego króla Palenque-Pakala Wielkiego,
bohatera dzisiejszego artykułu

Oświeceniowe elity fascynują się
 tajemnicami historii. Bogaci sponsorzy zatrudniają badaczy do przeszukiwania ruin, aby oryginalne zabytki  nadawały splendoru ich posiadłościom. Moda na artefakty staje się faktem.

Eksploruje się historycznie nie tylko Europę i północną Afrykę, ale zainteresowanie budzą także obie Ameryki. Nie dziwmy się więc, że i Palenque przywrócono do życia w tym samym czasie. Prace wykopaliskowe trwały tam cały XIX wiek. Nieprzyjazna badaczom dzika dżungla bardzo długo nie pozwalała wydrzeć swoich tajemnic.

Fragment wydartego dżungli pałacu Pakala Wielkiego

Ostatecznie odsłonięto kilka budowli, ale największe zainteresowanie  wzbudziła Świątynia Inskrypcji stojąca na szczycie kilkostopniowej piramidy schodkowej. Do świątyni, jak widać poniżej, prowadzą strome schody. Współczesna nazwa tej świątyni, najwyższej i największej w Palenque, pochodzi od 620 hieroglifów wykutych po obu stronach wejścia. Nie, nie zrobiłam błędu. Nazwa hieroglif, kojarząca się z Egiptem, jest także używana w stosunku do innych rodzajów pisma piktograficznego, używanego m.in. przez Majów.

Świątynia Inskrypcji, a zaraz za nią dzika dżungla

Całość budowli liczy 21 metrów wysokości. Mimo, że piramida jest znacznie mniejsza od tych znanych nam z Egiptu ( piramida Cheopsa ma 146 m wysokości), robi spore wrażenie. Może poprzez otaczającą ją dżunglę i naszą wyobraźnię, podsuwającą obrazy wspinających się po schodach kapłanów i tajemnic ukrytych w jej wnętrzu. Może w naszej podświadomości funkcjonują kadry z filmu "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki", którego akcja rozgrywa się częściowo na tym obszarze? Niestety słynna scena ucieczki Indiany przed ogromną kulą dotyczy już innego filmu i innej cywilizacji-bohater wykrada posążek nie majańskiej, ale inkaskiej kultury.

Świątynia Inskrypcji, a koło niej stragany z pamiątkami

Tajemnic i nie do końca wyjaśnionych zagadek jest w Palenque sporo. Największego, sensacyjnego odkrycia związanego z tym miejsce dokonano dopiero w wieku XX. Odkryto grób najpotężniejszego władcy Palenque-Pakala Wielkiego(K’inich Janaab’ Pakala).Władca ten żył w VII wieku i panował 68 lat. Nie jest to światowy rekord, np. Ludwik XIV, Król Słońce rządził Francją na przełomie XVII i XVIII wieku ponad 72 lata. Pakal urodził się w 603 r. i objął tron w wieku 12 lat i okazał się najpotężniejszym władcą miasta określonego dziś jako Palenque. W czasie swojego bardzo długiego panowania doprowadził Palenque do wielkiej potęgi militarnej i ekonomicznej.  

Czy wiemy jak wyglądał ten człowiek? Tak, trochę wiemy. Zachowane kamienne reliefy ukazują portret władcy, choć nie wiemy w jakim okresie życia. Chyba w sile wieku, choć Pakal dożył aż osiemdziesiątki. W ówczesnych czasach  to wyjątkowy wiek, bo średnia długość życia ludzi była wtedy dużo niższa niż teraz i wynosiła około 35 lat.

Wizerunek władcy Pakala Wielkiego
 Grób Pakala odkryto przypadkowo. Otóż w latach czterdziestych ubiegłego wieku rozpoczął w Palenque  wykopaliska pewien zafascynowany majańskimi tajemnicami meksykański archeolog Albert Ruz Lhuillier. Badając Świątynię Inskrypcji  trafił na  tajemniczą płytę, a pod nią na wejście do komory grobowej, którą odkopywano prawie cztery lata, ponieważ zasypana był ogromną ilością piasku i kamieni. W roku 1952, kiedy wreszcie zakończono żmudne usuwanie gruzu, czekała na niego nagroda, o której marzy każdy archeolog–wielkie odkrycie, którym przechodzi się do historii. Tajemnicze przejście schodziło bowiem poniżej poziomu piramidy, gdzie kryła się niewidziana przez nikogo od prawie tysiąca trzystu lat, nietknięta rękami rabusiów krypta grobowa z sarkofagiem samego Pakala Wielkiego–władcy Palenque! Jego twarz była zakryta cenną jadeitową maską złożoną z 200 kawałków. Znaleziono mnóstwo artefaktów, a także 6 szkieletów ludzkich. Prawdopodobnie ofiar zabitych podczas uroczystości pogrzebowych.

Odkrycie było spektakularne! Można je porównać z najsłynniejszym w historii archeologii odkryciem z 1922 roku, kiedy to odnaleziono  grobowiec faraona Tutenchamona w Dolinie Królów w Egipcie. Wiedziony niesamowitą pasją i intuicją archeolog Howard Carter dokonał tam sensacyjnego odkrycia nienaruszonego,  nieobrabowanego i  nieotwieranego od ponad trzech tysięcy lat  grobu. Ogrom przedmiotów znalezionych w kilku komorach grobowych Tutenchamona wprawia w zdumienie. Artefakty znalezione w grobowcu tego młodego i nieistotnego dla historii Egiptu władcy zajmują dziś wiele pomieszczeń w kairskim muzeum. A jego złota maska jest jedną z ikon starożytnego Egiptu.

A jadeitowa maska Pakala? Też jest słynna. Jej imitacje można kupić w wielu miejscach meksykańskiego stanu Chiapas i jest jedną z ważniejszych pamiątek z tego obszaru.

Słynna jadeitowa maska pośmiertna Pakala wielkiego w Narodowym Muzeum Antropologii i Historii Meksyku

Ale to wcale nie koniec sensacji. W krypcie natrafiono na płytę nagrobną Pakala Wielkiego z bardzo oryginalnym i pobudzającym wyobraźnię reliefem. Przedstawia on  pochowanego władcę, wokół którego znajdują się dziwne zdobienia. Do dziś na każdym straganie w Palenque można kupić 
najrozmaitsze kopie, od papierowych do malowanych lub wytłaczanych w skórze, pocztówki czy koszulki z odwzorowaniem tej płyty nagrobnej.  

Kalendarze Majów i płyta nagrobna Pakala to najczęstszy motyw pamiątek z tego obszaru
Kalendarze Majów i płyta nagrobna Pakala to najczęstszy motyw pamiątek z tego obszaru

Co w niej takiego niesamowitego? Otóż dla zwolenników teorii Ericha von Dänikena stała się ona jednym z dowodów na kontakty Majów z kosmitami. Przypomnijmy główne założenia teorii Dänikena. Otóż  ten szwajcarski pisarz i publicysta uważa, że Ziemię wielokrotnie odwiedzali przybysze z kosmosu, traktowani przez dawne cywilizacje jako bogowie. Jego zdaniem zostawili oni na Ziemi mnóstwo śladów. Pomagali ludziom tworzyć monumentalne budowle nie osiągalną przez naszą cywilizację techniką. Przykłady?  Stonehenge, piramidy w Egipcie, płaskowyż Nasca, budowle  Majów i Azteków…Uważa, że nasi przodkowie wielokrotnie korzystali z wiedzy pozaziemskich cywilizacji. Ideę tę nazywamy paleoastronautyką. Istoty pozaziemskie miały zgodnie z nią odwiedzać ziemię, kontaktować się z ludźmi i wpłynąć tym samym na rozwój ludzkiej kultury, technologii czy religii.

Świat naukowy krytykuje teorię Dänikena obalając ją w licznych publikacjach. Wielu nazywa jego poglądy pogardliwie pseudonaukowymi i nie traktuje ich poważnie. Nie przeszkadza to jednak fanom i zwolennikom jego teorii zaciekle jej bronić i emocjonować się kolejnymi „śladami” bytności gości z kosmosu. Ufologiczne teorie spiskowe mają zaskakująco  wielu zwolenników. Nie tylko wśród kinomanów śledzących losy Muldera i Scully w "Archiwum X".

Co przedstawia  płyta, która pobudziła Dänikena do powiązanie Majów z wizytą kosmitów? Wg Dänikena przedstawia ona Pakala Wielkiego siedzącego wewnątrz  statku kosmicznego, w kostiumie  przypominającym skafander astronauty.  Pakal miałby siedzieć u sterów  skomplikowanego pojazdu i pilotować go. W 1968 roku  Dänikena  zwrócił uwagę na podobieństwo pokrywy grobowca Pakala z obrazami astronautów wewnątrz statku kosmicznego. Dla zwolenników paleoastronautyki jest to kolejny dowód potwierdzający ich teorię.

Niektórzy zaczęli nazywać Pakala „astronautą z Palenque”.


Wytłaczany na skórze wizerunek Pakala z jego płyty nagrobnej-jedna z inspiracji ufologicznych teorii spiskowych
Wytłaczany na skórze wizerunek Pakala z jego płyty nagrobnej-jedna z inspiracji ufologicznych teorii spiskowych


A jak ten wizerunek interpretuje nauka? Spójrzmy na relief w pionie.

Sprzedający eksponuje wizerunek płyty nagrobnej Pakala
Sprzedający eksponuje wizerunek płyty nagrobnej Pakala 

 W tej wersji płyty nagrobnej wyraźnie widać wszelkie detale

Pakal ukazany w pozycji półleżącej na czaszce, która symbolizuje demona ziemi. Wyrastające z jego boków wypustki to granice majańskich zaświatów-Xibalby. Na górze znajduje się słoneczny ptak quetzal w masce boga deszczu. Możemy stwierdzić, że jest to alegoria życia po śmierci z oczywistą dla znawców kultury Majów symboliką.

Magia prysła. Szkoda? A może niekoniecznie. Majowie mieli tak szeroką wiedzę na temat kosmosu, a ich zainteresowanie czasem i budowanie niesamowicie dokładnych kalendarzy było wręcz obsesyjne. Ich świat rytuałów za życia i po śmierci był oparty na znajomości ciał niebieskich i fascynacji czasem. Skąd to zainteresowanie? Skąd taka wiedza? Może w teoriach paleoastronautycznych jest jednak jakieś ziarno prawdy?

To nie koniec interesujących  informacji o Palenque. Poświęcę temu miejscu jeszcze jeden artykuł. Bo warto, wszakże to stanowisko archeologiczne wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. To tylko potwierdza wielkość tego miejsca.

Ale jak się przekonacie Palenque to nie tylko ruiny, ale i ludzie, roślinność i my turyści czasami szukający ochłody w cieniu wielkiego liścia.

Alokazja olbrzymia -Palenque ( Meksyk, stan Chiapas)
Alokazja olbrzymia -Palenque ( Meksyk, stan Chiapas)


















13 listopada 2020

Śladami cywilizacji Majów. Część III. Tikal w Gwatemali


Tikal w Gwatemali-Świątynia Wielkiego Jaguara

Tikal  w Gwatemali to  największy ocalały ośrodek Majów, który apogeum  rozkwitu przeżywał w VII-VIII w. Jest imponującym przykładem rozwoju cywilizacyjnego społeczeństwa prekolumbijskiej Ameryki. Tikal to kompleks około 3 tys. budynków: piramid schodkowych, pałaców, dziedzińców, fortyfikacji i tarasów, w którym mogło zamieszkiwać nawet do 45 tys. mieszkańców. Robi wrażenie? Tak, zdecydowanie tak! 

Dla porównania: w Europie panowało wtedy głębokie średniowiecze, a państwo polskie jeszcze nie powstało! Park Narodowy Tikal jest wpisany na listę dziedzictwa UNESCO jako obiekt przyrodniczo-kulturowy.

 Dotarliśmy do Tikal bardzo wcześnie rano, było pusto, zero innych turystów. Całe Tikal dla nas! Patrzyliśmy z podziwem na ogromne piramidy-największa z nich, Świątynia Dwugłowego Węża, ma prawie 65 m wysokości.

Świątynia Dwugłowego Węża
Zanurzona w dżungli Świątynia Dwugłowego Węża

Każde z odwiedzanych przez nas miast Majów czymś się wyróżnia. Tikal jest ogromne, a poza tym …czarno-białe. Pewnie wynika to z budulca i specyfiki klimatu. Oczywiście wokół jest wiecznie zielona dżungla, która strzeże jeszcze niektórych tajemnic Tikal, ale generalnie szarość we wszelkich odcieniach jest tu elementem dominującym. 

Kamienna szarość budowli w Tikal

Centralnym punktem miasta jest Wielki Plac. Stosując grecką terminologię dwa ufortyfikowane boki tego placu można nazwać akropolami. 

Fragment akropolu przy Wielkim Placu

Pozostałe dwa boki zajmuje Świątynia Wielkiego Jaguara i jej bliźniacza piramida, czyli grobowce jednego z władców i jego żony. Swoją drogą, jak silne uczucie  musiało być między nimi, skoro nawet po śmierci chcieli spoglądać ze swoich piramid na siebie nawzajem.

Wielki Plac w Tikal
Zabudowa Wielkiego Placu w Tikal

Świątynia Wielkiego Jaguara
Na tyłach Świątyni Wielkiego Jaguara, czyli piramidy schodkowej wzniesionej przez króla Jasawa Chana K'awiila .
Świątynia Wielkiego Jaguara w Tikal
Świątynia Wielkiego Jaguara ( Świątynia I) widziana ze szczytu piramidy schodkowej
( Świątyni II) zbudowanej dla królowej-małżonki


Świątynia II w Tikal
Piramida schodkowa zwana Świątynią II, zbudowana dla żony Jasawa Chana K'awiila

Władca ten, o bardzo skomplikowanym imieniu, nazwany został przez naszą przewodniczkę …pan Kakao ( fonetycznie jest to trochę zbliżone do jego prawdziwego imienia).Takie skojarzenie to nie jest przypadek. Kakao było bardzo istotnym elementem życia Majów. Za nasiona kakaowca można było zrobić zakupy lub wymienić je na niewolników. Nazywamy to „monetyzacją kakaowych ziaren”. Nazwa kakao w języku Majów brzmi kakau i pochodzi od słowa kab (gorzki) i kau (sok).  Ziarna kakaowca towarzyszyły Majom całe życie, od narodzin jako dary dla bogów, do śmierci, jako pokarm w zaświaty. Z  ziaren kakaowca wytwarzano „boski napój” – czekoladę. Czekoladowe napoje stały się niezbędnym elementem religijnych ceremonii i dworskich uroczystości: objęcia tronu, zaślubin, narodzin, zwycięstwa nad wrogiem i podczas ważnych spotkań politycznych. O znaczeniu tej rośliny niech świadczy anegdota, którą przytaczam za naszą przewodniczką. Rzecz dzieje się już po konkwiście. Jeden z hiszpańskich wodzów zostawił swojego chorego konia pod opieką Majów i polecił, aby zajęto się nim najlepiej jak można. Opiekunowie dali więc zwierzęciu do jedzenia to, co dla nich było najcenniejsze, czyli …kakao. Nie muszę mówić, że zwierzę takiej kuracji nie przeżyło.

Widok na dżunglę w Tikal

Widok na dżunglę ze Świątyni II, czyli piramidy  schodkowej o wysokości 42 m wzniesionej przez króla Jasawa Chana K'awiila I na cześć żony Kalajuun Une' Mo'.


Wspinamy się na jedną z piramid i podziwiamy bezkresną dżunglę. Niezapomniane przeżycie. Siedzimy i nie możemy oderwać wzroku od morza zieloności przed nami. Nie tylko my jesteśmy pod wrażeniem tego, co widzimy. Malowniczość i tajemniczość tego miejsca tak zafascynowały twórców „Gwiezdnych wojen”, że nakręcili właśnie tu fragmenty  czwartej części sagi pt." Nowa nadzieja”. Atak statków kosmicznych umiejscowiono właśnie nad Tikal.  

Widok na dżunglę -Tikal w Gwatemali
Widok na dżunglę naszymi oczami

Kadr z filmu "Nowa nadzieja"-ta sama dżungla plus filmowa sceneria

Tutaj też nakręcono wiele scen filmu Mela Gibsona „ Apocalipto”, którego bohaterem jest młody majański wojownik "Łapa Jaguara". Wspominałam już o nim w artykule o Lamanai w Belize. Akcja filmu dzieje się w  podupadającym imperium Majów tuż przed przybyciem do niego konkwistadorów.  W rolach głównych reżyser obsadził nieznanych aktorów każąc im wypowiadać prawie swoje kwestie w języku Yucatec - dziś już nieużywanym dialekcie Majów. 
Łapa Jaguara pojmany przez majańskich wojowników
Tak Mel Gibson i jego scenografowie przedstawili Wielki Plac w Tikal 

 Świątynia Wielkiego Jaguara, "Łapa Jaguara", to nie przypadkowe nazwy. Jaguar był dla Majów świętym zwierzęciem, symbolem siły i władzy. Aby podkreślić swą powagę, wodzowie i królowie nosili ubrania i obuwie ze skóry jaguara, nakrycia głowy z łbów jaguarów, naszyjniki z zębów jaguara, a nawet naszyjniki z jadeitowych koralików rzeźbionych na kształt zębów jaguara. Budowali też kamienne trony w kształcie jaguara, czasem o dwóch głowach.  

Majański wysoko postawiony wojownik z czaszką jaguara ( kadr z filmu "Apocalipto")

Świętym zwierzęciem Majów był jak już wiemy jaguar. Natomiast świętym kamieniem jadeit. O znaczeniu tego minerału niech świadczy fakt, że Majowie wkładali jadeitowe koraliki w usta zmarłych. Po co? Może myśleli podobnie jak starożytni Grecy, którzy wkładali w usta zmarłego jednego obola, aby zapewnić mu szczęśliwe życie w zaświatach? Był to rodzaj opłaty dla Charona za transport na drugą stronę głównej rzeki Hadesu -Styksu. A może, jak starożytni Egipcjanie, dawali zmarłym coś …na szczęście? Dla Egipcjan były to skarabeusze i inne talizmany. Nie wiemy. Niezależnie jednak od religii i przekonań, ludzie troszczą się o swoich zmarłych w każdej epoce i na każdym kontynencie. My też budujemy mauzolea i grobowce, zapalamy znicze i przynosimy kwiaty. Wypełniamy w ten sposób naszą powinność wobec zmarłych. Jak mawiał Horacy "Non omnis moriar". Póki  wspominamy bliskich, którzy odeszli, póty jakaś cząstka ich żyje w naszej pamięci.

Jadeitowe ozdoby majańskich kobiet. Nawet skórę mają pomalowaną na kolor jadeitu ( kadr z filmu "Apocalipto")

Jaguar, jadeit i oczywiście …kakao to świętości dla Majów.  Ale był jeszcze jeden element godny majańskiej czci. To drzewo, święte drzewo Majów- ceiba (pol. seiba). Właśnie drzewa tego gatunku były podobno inspiracją dla Drzew-Domów, które pojawiły się w filmie „Avatar” Jamesa Camerona. Przypominacie sobie te drzewa giganty wyrastające ponad zieloność bezkresnej dżungli? To właśnie to!

Ceiby to największe i najwyższe drzewa na tym obszarze. Dorastają do 70-80 metrów. Polska nazwa tego giganta to puchowiec pięciopręcikowy lub też drzewo kapokowe. Ma ono niezwykle charakterystyczne korzenie, w formie płaskich podpór wyrastających w dolnej części pnia. Majowie uważali, że mityczna, ogromna ceiba miała rosnąć pośrodku Ziemi  łącząc świat podziemny (korzenie) ziemię, oraz niebo (korona). Po zwisających z korony drzewa lianach ludzkie dusze miały wędrować do nieba. Dla Majów długowieczne ceiby to także świadkowie historii. Odprawiali pod ich koronami różnego rodzaju ceremonie. Być może pili swój święty napój w „ceremonii kakao”

Drzewo ceiba( kapokowiec)
Tak wyglądają ceiby w styczniu

Drzewo ceiba
Imponujące korzenie drzewa kapokowego

Ceiba to niesamowite drzewo. Nie dość, że wielkie, z ogromnymi korzeniami wyglądającymi jak drewniane wieże, to jeszcze na korze młodszych egzemplarzy są …kolce. Z jej nasion w puchowej otoczce, kiedyś robiono wypełnienia do kamizelek ratunkowych, stąd nazwa drzewo kapokowe.
W tle skromny fragment korzeni ceiby ( na zdjęciu jestem z bliską mojemu sercu osobą, którą serdecznie pozdrawiam)

Ostronosy w Tikal
Kiedy opuszczaliśmy Tikal na pożegnanie machały nam ogonami wszędobylskie ostronosy.


Świat Majów fascynuje nie tylko historyków, ale także filmowców, pisarzy, podróżników...Mam nadzieję, że i Was choć trochę zaciekawił.





01 listopada 2020

Jesień w moim ogrodzie



Mimo wszystko, mimo naszych ludzkich rozterek i niepewności jutra, przyroda funkcjonuje normalnie. Kończą się zapasy chlorofilu zgromadzone w roślinnych komórkach. Zieloność zmienia się we wszystkie możliwe odcienie żółci, czerwieni i pomarańczu, aby ostatecznie całkiem zbrązowieć. I w listopadzie Flora pozwoli sobie na stratę listowia i sen zimowy. Chyba, że jest się rośliną zimozieloną. To wtedy proces ten nas nie dotyczy.

                                                          Zacznijmy poetycko.

 „Mimozami jesień się zaczyna,

Złotawa, krucha i miła.

To ty, to ty jesteś ta dziewczyna,

Która do mnie na ulicę wychodziła…”           

 Autorem tekstu jest Julian Tuwim, a wiersz wydany został po raz pierwszy w 1921 roku. Tytuł tego utworu to „Wspomnienie”. Czesław Niemen śpiewając ten utwór, tekstem Tuwima, a także swoim głosem, wprowadzał nas w jesienny nastrój. 

Czy nadal w Polsce mimozami jesień się zaczyna? Tak, oczywiście. Z tą tylko różnicą, że… to wcale nie są mimozy. Co to właściwie jest? Żółto kwitnące rośliny, takie jak na zdjęciu poniżej,  które uważamy za mimozę, wcale mimozą nie są. To nawłoć kanadyjska, która przywędrowała do nas z Ameryki. Do dziś można ją spotkać w ogrodach. Także ja, na  początku mojej ogrodniczej działalności, pozwoliłam  rozgościć  się nawłoci. Niestety jest bardzo ekspansywna, posiada ogromną ilość nasion i rozsiewa się wszędzie. Ciężko nad nią zapanować. Często widzę ją na łąkach, nieużytkach, w przydrożnych rowach. Wiele osób traktuję ją jak chwast, wyrywając bezlitośnie. Choć znane mi jest także wykorzystanie nawłoci w pszczelarstwie i ziołolecznictwie.  

Nawłoć, czyli "polska mimoza"


Prawdziwa mimoza, inaczej czułek wstydliwy, wygląda całkiem inaczej. Ma drobne, różowe kwiaty, a jej cechą charakterystyczną jest zwijanie się liści i to natychmiast po  dotknięciu. Ciekawe i nieoczekiwane zjawisko. Czy można ją spotkać w Polsce? Tak, ale tylko w kwiaciarniach i ogrodach botanicznych.  Niestety w naszym klimacie nie przetrwa w gruncie. Cóż, delikatna jak mimoza. Miałam okazję zobaczyć "działanie” listków mimozy. Przy najlżejszym nawet dotknięciu wstydliwie chowają się przed intruzem. Taki system obronny. My też czasami zwijamy się w kłębek, aby ochronić się przed złym światem i jego problemami.

Mimoza, czyli czułek wstydliwy

Dlaczego więc Tuwim użył tej nazwy. Cóż licentia poetica. Poza tym na początku XX wieku w tradycji ludowej rzeczywiście nazywano nawłoć „polską mimozą”.

Mój ogród obchodzi w tym roku dwudzieste urodziny. Kiedy kupowaliśmy nasz kawałek ziemi rosła tu tylko kukurydza.  Nasadzenia zaczęliśmy od sosen, brzóz, jarzębin, modrzewi...Dziś są to potężne drzewa. Ogród żyje własnym życiem i ciągle się zmienia. Odwołując się do powiedzenie Heraklita z Efezu, twórcy powiedzenia panta rhei, możemy stwierdzić, że dwa razy nie można wejść do tego samego ogrodu. 

Dziś mój ogród w jesiennej odsłonie.

Polska złota jesień oferuje nam, poza nawłocią, całe mnóstwo innych atrakcji. Nie tylko bajecznie kolorowe liście, ale także owoce dziko rosnących drzew i krzewów.

Ognik szkarłatny

Ognik szkarłatny jak widać nie zawsze jest szkarłatny

Bajecznie kolorowe owoce: berberysu, cisu, trzmieliny pospolitej, ognika szkarłatnego czy dławisza cieszą co roku moje oko. Niektóre z nich np. owoce berberysu mogą być wykorzystywane na nalewki, dżemy czy konfitury. Inne, jak cisu są silnie trujące, ale wszystkie tworzą klimat mojego jesiennego ogrodu.

Owoce dławisza

Barwne owoce dławisza

Trujące owoce cisa

Trujące owoce wiecznie zielonego cisa

Pięknie do zimowego snu przygotowuje się moja ulubiona brzoza "Dalecarlica" o cudnie postrzępionych liściach. Sadziłam ją kilkanaście lat temu jako małą roślinkę, patyczek prawie. Dziś to dorodne, wysmukłe i eleganckie drzewo.

Brzoza "Dalecarlica"

Już prawie ogołocona z liści moja ulubienica 

Ściany mojego domu porasta pięknie przebarwiający się winobluszcz pięciolistkowy, najbardziej chyba jesienią widowiskowe pnącze. Wspaniale dekoruje nie tylko ściany, ale  i wspina się na inne rośliny, dając niesamowite efekty kolorystyczne.

Jesienny winobluszcz

Winobluszcz, w odróżnieniu od bluszczu, traci liście na zimę, ale za to jesienią...


Jesienny winobluszcz

Winobluszcz wspinający się po krzewie jałowca


Jesienią ogród się przeobraża. Nieefektowne  wiosną i latem rośliny  teraz pokazują swoje prawdziwe oblicze. Jak chociażby ten cudny klon palmowy, berberysy i iglicznia.

Klon palmowy to jedna z najpiękniejszych jesiennych roślin


W tle intensywnie żółta iglicznia

Zagajnik brzozowy, z własnoręcznie sadzonych małych drzewek, dziś prezentuje się okazale. Cieszy nas koźlakami i dorodnymi prawdziwkami.

Perspektywa od strony borowika


Zagajnik brzozowy z mojej perspektywy


W moim ogrodzie stosuję zasadę "zero waste". Wiele przedmiotów zbędnych już dla mnie, czy moich znajomych, znajduje swoje miejsce w ogrodzie. Niektóre wręcz zyskują nowe życie. Wkomponowują się w nowe otoczenie, jakby były tam od dawna.

Tak, wiem, wiosną trzeba będzie to zgrabić. Ale teraz jest cudnie.


Niektóre liście jeszcze kurczowo trzymają się resztek letnich kolorów


Pęcherznice dają jesienią barwny popis 



Tworzę ten ogród, aby kreować przestrzeń wokół siebie. Realizuję tym samym najwyższy poziom w hierarchii ludzkich potrzeb Abrahama Maslowa- potrzebę samorealizacji. Na czym ona polega w moim przypadku? Zmieniam kawałek świata należący do mnie, rozwijam własną wyobraźnię i tworzę. Wprawdzie nie obraz ani symfonię, ale moją małą rzeczywistość. Razem z przyrodą współtworzę harmonię i piękno.

 



Wróćmy na chwilę do poezji

"Od twoich listów pachniało w sieni,

Gdym wracał zdyszany ze szkoły,

A po ulicach w lekkiej jesieni

Fruwały za mną jasne anioły." 

W moim ogrodzie anioły nie fruwają (ja o tym w każdym bądź razie nic nie wiem). Ale niezależnie od pory roku aniołowie mojego ogrodu pilnują. Zimą siedzą cicho, trochę ukryte, aby wiosną rozpostrzeć skrzydła lub przysiąść w ulubionym zakątku.


Ten kamyczek dostałam w prezencie. Wolę go niż niejeden z moich licznych pierścionków.


Rozchodnik okazały tworzy nastrój jesiennej rabaty


Pierzynka z liści

Złoty perukowiec kiedyś będzie dużym, pięknym krzewem


Na koniec chwila zadumy, która udziela się także moim aniołom. Myśli moje kierują się w stronę tych, którzy już nie będą stąpać po moim ogrodzie, ale są ciągle obecni w moich myślach i wspomnieniach. Brakuje mi Was.