24 października 2020

Belize niehistorycznie - Caye Caulker

Witamy na koralowej wyspie Caye Caulker!


Mam nadzieję, że pamiętacie ośrodki Majów w Tulum i Lamanai? Dziś druga, po  zwiedzaniu Belize City część moich wrażeń z Belize pod kątem niehistorycznym. Czas na całkowity relaks w karaibskim słońcu. Popłynęliśmy na jedną z rajskich wysp- na Caye Caulker.  Dla niektórych to najważniejsza atrakcja, ponieważ Caye Caulker jest częścią  Rafy Koralowej Belize. A jest to nie byle jaka rafa, tylko druga na świecie po australijskiej i została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.  

Z nabrzeża przy hotelu "Ramada" popłynęliśmy na wyspę Caye Caulker

Nie ma lepszego hasła, aby opisać życie na tej wyspie, jak to poniżej: „Go slow”. Żyj powoli, nie spiesz się, nie stresuj, odpocznij od pędu otaczającego cię świata. I rzeczywiście, lokalni mieszkańcy, często w rastafariańskich strojach snują się ospale po nie utwardzonych ulicach. Witają wszystkich życzliwie i stosują w praktyce inne hasło „No shirt, no shoes, no problem!”. Na Caye Caulker zakazany jest ruch samochodowy. Wszyscy, mieszkańcy i turyści przemieszczają się po piaszczystych drogach pieszo, rowerem lub specjalnymi pojazdami elektrycznymi.


Hasło Belizeńczyków "Go slow"

Ekologiczny transport to znak firmowy na Caye Caulker

Ruch samochodowy zakazany


Wyspa jest mała, ma tylko 7 km
² . Spacer po niej sprawia dużo przyjemności. Wokół  intensywne kolory i przyjemne zapachy morza, kokosa, egzotycznych kwiatów i jeszcze czegoś nieuchwytnego. Może to rastafarianie oddają się medytacji? Jest bajkowo. Morze Karaibskie szumi w oddali, a my w centrum egzotycznego raju. Obserwujemy życie ciągle uśmiechniętych mieszkańców i odwiedzamy sklepiki z pamiątkami. Nikt się nigdzie nie spieszy-go slow obowiązuje. Nam też udziela się ta atmosfera. Spacerujemy powoli, przysiadamy gdzieś na zrobienie zdjęć lub na posiłek. Może tak powinno wyglądać życie? Horacjańskie "Carpe diem" w całej rozciągłości. Ale to chyba nie nasza mentalność. Już chyba tak nie potrafimy. Tylko bawić się, odpoczywać i w tym widzieć sens życia? Przynajmniej ja tak nie potrafię. No chyba, że na urlopie.

Kolorowe domy i ulice bez asfaltu

Reklama restauracji "Lazy Lizard" ( nawet jaszczurki są tu leniwe)

Karaibski obrazek

Bożonarodzeniowo udekorowany dom-styczeń 2020

Plaża

Na Caye Caulker jest bardzo kolorowo. Intensywne barwy domów, napisów, strojów... Dominują kolory rastafariańskie: zielony, czerwony, żółty oraz jaskrawo pomarańczowy, co w połączeniu z błękitem Morza Karaibskiego daje niesamowity efekt kolorystycznej orgii. Takie są Karaiby. Dodajmy do tego miejscowe sklepy pełne doskonałego rumu 

(mój ulubiony kokosowy), a będziemy mieć obraz rajskiego świata…dla turystów. Luksus, ale nie dla każdego.

Nazwa Raggamuffin Tours nawiązuje do odmiany muzyki reggae, która powstała na Jamajce

Zapach  kokosów roznosił się wszędzie

Intensywne kolory-tak, to Karaiby

Bugenwille wszędzie wyglądają pięknie

Soczysta, egzotyczna zieleń

Plaża pod palmami

Zero waste
Hasło "Zero waste" realizowane w praktyce-dekoracja z oparć starych krzeseł

Ciekawostką wyspy jest The Split, czyli kanał przecinający Caye Caulker na dwie części. Można się nim  przemieszczać łodziami. Został pogłębiony przez huragan Hattie, o którym wspominałam przy okazji opisu warunków naturalnych Belize.


The Split z lotu ptaka( zdjęcie nie jest moje, ale też ładne, prawda?)


The Split
Nawet kanał rozdzielający wyspę na dwie części ma swoją kolorową reklamę

Zaciekawiły mnie drzewa namorzynowe, zwane też mangrowymi. Są to wiecznie zielone rośliny wyrastające z wody w strefie przybrzeżnej. Ich cechą charakterystyczną są korzenie oddechowe i specjalne przystosowania do życia w wodach słonych. Po raz kolejny zaczynam zastanawiać się  nad pomysłowością Matki Natury, która potrafiła stworzyć tak różnorodne organizmy zdolne do przetrwania nawet w najbardziej niesprzyjających warunkach.

 

Drzewo namorzynowe
Drzewo namorzynowe

Pięknie pozowały dla nas pelikany i mewy siedzące na nadbrzeżnych palach.


Namorzyny i pelikany
Namorzyny i pelikany

Pelikan brunatny
Pelikan brunatny w całej okazałości

Pelikan brunatny
Pięknie pozujący pelikan

Mewa na horyzoncie
Mewa na horyzoncie

Widzicie machającego do Was ludzika? Poniższy clipart jest wstępem do następnej części naszej wyprawy. Skoro jesteśmy na rafie koralowej, to może by tak trochę posnurkować ? Ta myśl porwała większość naszej grupy, w tym mojego męża.  Ja nie zdecydowałam się na taką aktywność i muszę polegać na zdaniu innych uczestników wyprawy. A wrócili zachwyceni. 

 


 



Sprzęt do snorkelingu można mieć własny lub wypożyczyć. Kapok, płetwy i ruszamy na podbój głębin. Przewodnicy zapewniają pomoc i troszczą się szczególnie o tych uczestników, którym do mistrzostwa w pływaniu daleko.

 

Podróż na rafę koralową
Stąd wyrusza się  na podbój głębin

Pewnie każdy z Was oglądał filmy przyrodnicze pokazujące życie rafy koralowej: przecudownie kolorowe rybki, rozwijające się ukwiały, walkę o pożywienie i przetrwanie między organizmami, które czasami są nie do odróżnienia od podłoża. I do tego głęboki głos Krystyny Czubówny. Rafa Koralowa Belize oferuje te wszystkie atrakcje, poza głosem Krystyny Czubówny, oczywiście.

Zdaniem wielu turystów oglądanie podwodnego życia jest jednym z bardziej ekscytujących przeżyć. Warto to zobaczyć na własne oczy. A jest co oglądać. Rafa koralowa Belize ciągnie się około 250 kilometrów i jest domem dla różnego rodzaju roślin i zwierząt: koralowców, ryb, mięczaków czy gadów. Pływa się  tutaj w ciepłej, krystalicznie czystej wodzie. Zachwyt wzbudzają różnorodne, formy koralowców i pływające swobodnie  kolorowe ryby. Ale największą atrakcją są płaszczki i pływające małymi stadami rekiny. Zdjęcia poniżej są ze stron reklamujących tę atrakcję Belize, ale zapewniam Was, że tak to wygląda!

Płaszczka

Płaszczki i rekiny-to obiecywano turystom i to dostaliśmy ( zdjęcie z Snorkeling Report)

Ławice rekinów i innych ryb, a między nimi snurkujący turyści

Podsumowując: "You must Belize it". Od zdewastowanych domów i ruin budynków, poprzez dobry hotel otoczony przez uzbrojonych strażników, aż po bajecznie kolorowe karaibskie klimaty. To jest Belize. Warto to zobaczyć na własne oczy, ale mieszkać tam na stałe, niekoniecznie. Nie moja mentalność, nie mój sposób życia. Warto jednak obserwować jak żyją inni i przenieść do własnego życia trochę ich życiowego luzu i ..słońca. 

Karaibski luz w Belize


Karaibski luz w Kolonii Zawadzie ( ja i moje kochane siostry-trochę prywaty nie zaszkodzi)




16 października 2020

Belize niehistorycznie





Ciekawe hasło reklamujące Belize. Odwołuje się do angielskiej frazy "You better believe it" ("Lepiej w to uwierz"), w której zmieniono tylko dwie litery, aby otrzymać jasne przesłanie: Belize jest ciekawe, ekscytujące i nie uwierzycie jak tu jest, póki nie przyjedziecie. I rzeczywiście, czasami trudno uwierzyć w kontrasty panujące w tym kraju. Jesteście ciekawi? To zapraszam.

O Belize wspominałam już w poprzednim poście o Lamanai. Oglądanie tego niesamowitego, zatopionego w dżungli, ośrodka kultury Majów i podroż do niego łodzią  pędzącą po krętych zakolach New River z prędkością momentami około 50 km/h było rzeczywiście niewiarygodnym doznaniem. Ale Belize ma także inne atrakcje. Kraj pełen sprzeczności, niby po angielsku uporządkowany, ale targany siłami natury, które nie pozwalają na stabilny rozwój. Huragany niszczą ten kraj systematycznie. Jeden z nich o nazwie Hattie w 1961 roku zniszczył dawną stolicę kraju Belize City. Wtedy też podjęto decyzję o budowie nowej stolicy Belmopan w głębi kraju. Belmopan nie ma nawet 20 tysięcy mieszkańców. Belize City, dawna stolica, ma niecałe 60 tysięcy, a cały kraj mniej niż 400 tysięcy.

Historia Belize w pigułce wygląda tak: Majowie władali tym obszarem aż do konkwisty w XVI wieku, potem oczywiście Hiszpanie. Od XIX wieku państwo to istniało jako kolonia Honduras Brytyjski aż do roku 1981, kiedy to powstało Belize. Głową państwa jest obecnie królowa Elżbieta II, reprezentowana przez gubernatora. Lokalna waluta, choć zwie się dolar belizeński, posiada wizerunek brytyjskiej monarchini.

Dom Gubernatora( Government House) w Belize City

Przejeżdżając autokarem przez Belize zwróciliśmy uwagę na wielką biedę widoczną na każdym kroku. Mijaliśmy okolice nie tylko zaśmiecone i zaniedbane. Uwagę naszą przykuwały  niedokończone domy i prowizoryczne chatynki. Zastanawiał mnie  rodzaj tymczasowości mijanych zabudowań. Budynki ledwo stojące, jakby miały się za chwilę przewrócić. Czy to niechlujstwo mieszkańców? Nic z tych rzeczy! To natura wymusza mieszkanie w czymś, co nie ma wielkiej wartości, bo za chwilę może już nie istnieć. I to my narzekamy na klimat! Obok ledwo skleconych budynków stały całkiem przyzwoite  samochody. Co za kontrast!  To też podyktowane jest realiami naturalnego środowiska. Samochód musi być dobry i sprawny, aby można było uciec przed huraganem. Samochód po prostu ratuje życie. 

Dawna stolica, czyli Belize City, nie zrobiła na nas wielkiego wrażenia. Podobało nam się kilka budynków, a jakże w stylu kolonialnym. Spuścizna brytyjska reprezentuje zdecydowanie wyższą kulturę architektoniczną. Zobaczyliśmy Dom Gubernatora (Government House), budynki mariny, budynek sądu (Supreme Court) i chyba najciekawszy element –Katedrę św. Jana (St. John`s Cathedral).

Budynek sądu (Supreme Court) w Belize City

Anglikańska katedra św. Jana w Belize City-symbol kolonialnej przeszłości Belize

Katedra św. Jana to najstarszy anglikański kościół w Ameryce Środkowej. Zbudowano go z cegły, która była balastem na angielskich statkach, a budowali ją niewolnicy sprowadzani z Afryki.  "Misja białego człowieka" w wersji belizeńskiej?

W Belize dominują katolicy.  Podobne jak wcześniej w Cancun w Meksyku, zobaczyliśmy bardzo oryginalne dla nas zjawisko.  Byliśmy na naszej wyprawie na początku stycznia, niedługo po świętach Bożego Narodzenia. Bożonarodzeniowe drzewko, ubrane tradycyjnie, stojące  koło palm, w karaibskim słońcu? Tak, właśnie. Niecodzienne zjawisko.

Drzewko bożonarodzeniowe przed Katedrą św. Jana w Belize City-styczeń 2020 r.

Budynek w stylu kolonialnym w Belize City

 Marina w Belize City

Po angielskiej dominacji zostały jednak także świątynie protestanckie i protestanci w wielu różnych odmianach. Przypomnę choćby mennonitów w Lamanai. Mieszanki religijnej dopełniają wyznawcy tradycyjnej religii Majów, a także buddyści, rastafarianie i bahaiści... O tych ostatnich dużo ciekawych informacji zdobyłam w czasie wyprawy do Izraela i być może kiedyś wrócę do tego tematu.

Belizeńczycy na rzece New River-rożne rysy twarzy i karnacje oraz być może religie( czapka rastafariańska chyba o czymś świadczy)

Na nabrzeżu ustawiono kolorowy napis BELIZE. Jest to miejsce namiętnie  uwieczniane przez turystów, którzy pozują przy poszczególnych literach. My też pozowaliśmy, ale niech te zdjęcia zostaną w głębokich zakamarkach mojego komputera.


 W tle latarnia morska i grób Barona Blissa 

 

Obok napisu BELIZE znajduje się latarnia morska, ale nie ona najbardziej zwróciła moją uwagę. Obok niej jest grób największego dobroczyńcy Belize Barona Blissa. Był to brytyjski podróżnik, który przekazał dwa miliony dolarów na rozwój ówczesnej kolonii Honduras Brytyjski. Co roku 9 marca  mieszkańcy Belize obchodzą święto narodowe– Dzień Barona Blissa (Baron Bliss Day).

Latarnia morska z grobem Barona Blissa

Nocleg  mieliśmy w hotel „Ramada”. Po zaniedbanych dzielnicach Belize City, które oglądaliśmy wcześniej, spodziewaliśmy się raczej przeciętnych warunków. I tu następne zadziwienie i belizeński kontrast. Hotel był bardzo elegancką "złotą klatką”. Zwiedzaliśmy trzy kraje, ale tylko w Belize, tylko w hotelu „Ramada” byli uzbrojeni strażnicy. Nasza przewodniczka uprzedziła nas, że koło hotelu jest niebezpiecznie i poprosiła, aby nie wychodzić wieczorem. Hotel jest enklawą bogactwa wśród wielkiej  biedy. To tam zatrzymują się zagraniczni turyści z wypchanymi portfelami i cennymi przedmiotami. Grzecznie nikt z nas nie wyszedł poza hotel. Na miejscu było bezpiecznie, elegancko i ciekawie. Jedną z atrakcji było mieszczące się w hotelu kasyno.

Z okien roztaczał się widok na miasto i Morze Karaibskie wieczorem.


Hotel "Ramada" w Belize City

Widok z hotelu "Ramada" na  Belize City

Widok z hotelu "Ramada" na Morze Karaibskie

Widok z hotelu "Ramada" na marinę i Belize City. Stąd będziemy płynąć na wyspę CAYE CAULKER

Ludność Belize stanowi wielką mieszankę etniczną. Główną grupą są Mulaci i Metysi oraz Garifuna, czyli potomkowie Murzynów i Indian z grupy Karaibów. Od indiańskich plemion zamieszkujących te rejony pochodzi nazwa Morza Karaibskiego. Potomkowie dawnych Majów stanowią  11,3%. Dużo. Dodajmy do tego Kreoli , a otrzymamy bardzo interesującą mozaikę kolorów skóry, religii czy zwyczajów.

Belizeńczyk-ani Afrykanin, ani do końca nie Indianin

Belizeńczyk -ciemna karnacja, rysy bardziej europejskie

Tę mieszankę pokazuje choćby flaga i godło Belize: Murzyn i Metys. Murzyni byli sprowadzani przez Anglików jako niewolnicy. Silni i wyrośnięci wykorzystywani byli do ciężkich prac fizycznych. Umięśniony Metys nie ustępuje wzrostem ani muskulaturą ciemniejszemu koledze. Cóż, poprawność polityczna. Godło nawiązuje do historii powstawania Belize. Żegluga, wyrąb drewna to kiedyś podstawowe zajęcia Belizeńczyków. Łacińska dewiza "Sub umbra floreo" znaczy "W cieniu kwitnę".

 






Następną część moich wspomnień poświęcę wyspie CAYE CAULKER-dla niektórych najważniejszemu miejscu w Belize. Będzie o karaibskim raju i ...rekinach.

 

 















 

04 października 2020

Śladami cywilizacji Majów. Część II. Lamanai

Po pełnym wrażeń zwiedzaniu Tulum i Dos Ojos w Meksyku, czas na Belize, czyli dawną angielską kolonię, która nosiła nazwę Honduras BrytyjskiDziś  Belize otoczone jest przez hiszpańskojęzyczne kraje: Meksyk i Gwatemalę, ale głową państwa jest królowa Elżbieta II, a językiem urzędowym oczywiście angielski. Cóż, taka historia tego obszaru. Ale jak mawiali starożytni Rzymianie: ad rem.

Tablica witająca nas w Lamanai, czyli "zanurzonym krokodylu"

W Belize po Majach pozostało około trzydziestu siedzib. Dużo, ale to nic dziwnego biorąc pod uwagę, że ten obszar obfituje w wodę pitną i pożywienie. Na naszej trasie jest tylko jeden z majańskich ośrodków: Lamanai. Ta strefa archeologiczna położona jest nad rzeką New River w dystrykcie Orange Walk. Dlaczego właśnie Lamanai? Powodów jest kilka, choćby ten, że Lamanai znane jest jako najdłużej zamieszkiwane przez Majów stanowisko w Mezoameryce. Zostało opuszczone dopiero w XVII w. Poza tym leży w dżungli, a mieszczuchy z Europy szukają takich atrakcji.

 W języku maya nazwa Lamanai oznacza "zanurzonego krokodyla" i jest oznaką czci dla tych gadów, żyjących wzdłuż brzegów New River.  Język maya jest to jeden z wielu języków z majańskiej grupy językowej. Używany jest do dziś głównie w meksykańskiej części półwyspu Jukatan oraz na niektórych obszarach Belize. Nazwa miasta jest więc pochodzenia prekolumbijskiego i została zapisana przez hiszpańskich misjonarzy.

Jak dotrzeć do ukrytego w dżungli Lamanai?  Czy znów czeka nas podróż ciągle zmienianym ze względu na granice autokarem? Nic z tych rzeczy! Do Lamanai płynie się około 40 km malowniczą, krętą rzeką New River.  

  

Jedna z łodzi turystycznych na New River

Mimo, że nasza łódź poruszała się z dużą prędkością, mogliśmy podziwiać obrazy niespotykane na co dzień w naszym zurbanizowanym świecie. Wypatrywaliśmy z uwagą ciekawych roślin i zwierząt. Brzeg New River jest siedliskiem wielu gatunków ryb, ptaków i krokodyli. Uwagę wszystkich przykuł drapieżny ptak, który właśnie złowił rybę i wzniósł się z nią ponad dżunglę. Dzika przyroda na wyciągnięcie ręki. Bezcenne! Często nasz kapitan zwalniał, aby nie płoszyć przybrzeżnych zwierząt i nie przeszkadzać miejscowym rybakom. 


Drapieżnik ze swoją zdobyczą

Laguna New River to wielki zbiornik wody pitnej dla Belize

New River to siedlisko wielu gatunków zwierząt

 Belizeński las deszczowy wokół Lamanai jest pełen egzotycznych ptaków i lubiących wodę iguan. W czasie spaceru przez dżunglę towarzyszyły nam głosy wyjców - to nieodłączny element mezoamerykańskiej selwy. Zaskoczyły nas stada ostronosów, które mimo naszej obecności zajmowały się zdobywaniem pożywienia i nie czuły się w ogóle zaniepokojone.


Wyjce w dżungli

Ostronosy w belizeńskiej dżungli

Wypatrywaliśmy ze ścieżek barwnych ptaków i egzotycznej roślinności. Moją uwagę zwróciły epifity, czyli rośliny rosnące dzięki… innym roślinom. Epifity korzystają z innego gatunku jako podpory, ale nie zawsze na nim pasożytują. Przykładem mogą być tu niektóre storczyki, żyjące w naturalnym środowisku właśnie jako epifity. Epifitem jest popularny storczyk falenopsis. W naturze rośnie on na drzewach, o czym świadczą jego silne korzenie powietrzne. Choć storczyki zostały oswojone przez człowieka, mają one specyficzne wymagania związane z  ich naturalnym środowiskiem. Ceramiczny lub plastikowy pojemnik, jak widzimy, nie jest naturalnym siedliskiem storczyka.

  

Epifity

Wiecznie zielone lasy Belize

Oryginalna roślinność pobudza wyobraźnię


Lamanai jest przygotowane dla turystów, budowle odsłonięte, ale pokryte mchem i momentami całkiem omszało zielone, jakby wtopione w otaczającą przyrodę. Cudownie klimatyczne, wiecznie zielone  Lamanai!


Pozostałości budowli Majów w Lamanai

Droga wydarta dżungli 

Duża część miasta nie została jeszcze wydarta dżungli. Widzimy pagórki, pod którymi kryją się jeszcze nieodkryte budowle. Może świątynia? Może siedziba władcy? Trudno rozpoznać pod masą mchów i bujnej zieleni. Dżungla niechętnie zdradza swoje tajemnice. Także wcześniej odkryte budowle są powoli zabierane przez wilgotny las równikowy. Widać, że ciągle ktoś pracuje, aby dżungla ponownie nie zagarnęła Lamanai swoimi mackami.

Dżungla kryje jeszcze wiele tajemnic

Zwrócono nam uwagę na bardzo nietypowe drzewo-dusiciel (ang. Strangler tree). Właściwie jest to Figowiec Wielkolistny. Jako epifit umiejscawia się na innym drzewie i powoli go opanowuje, wypuszczając coraz to nowe korzenie. Drzewo-żywiciel po jakimś czasie obumiera. Walka o pożywienie, o światło, o wodę rozgrywa się nie tylko w świecie zwierząt. Taki mały zalążek figowca początkowo wyglądający całkiem niewinnie, doprowadza do zagłady często wielkiego drzewa. Tak, oczywiście jest to swojego rodzaju koń trojański, albo piąta kolumna. Jak kto woli.


Drzewo dusiciel

Najważniejsze budowle Lamanai to Świątynia Jaguara, Świątynia Maski i Wysoka Świątynia.  Wszystkie to oczywiście piramidy schodkowe, a ich nazwy są współczesne. Nazwa pierwszej z nich pochodzi od pewnego detalu architektonicznego kojarzonego z głową  jaguara. Zresztą ten sam motyw znajduje się po obu stronach piramidy. Świątyni Jaguara nie odkopano w całości. Znaczna jej część pozostaje pod ziemią, porośnięta gęstą dżunglą. Nie wiemy więc, czy najwyższa w tym momencie Wysoka Świątynia nie odda kiedyś palmy pierwszeństwa Świątyni Jaguara. Przy świątyni Jaguara po raz pierwszy pomyślałam o filmie Mela Gibsona  „Apocalipto”. O bohaterze filmu, młodym majańskim wojowniku o imieniu Łapa Jaguara. O tym jak Majowie musieli czcić to zwierzę, skoro poświęcali  mu budowle i nadawali dzieciom imiona na jego cześć. Jaguar był dla wielu ludów, także dla Majów, zwierzęciem czczonym i podziwianym. Symbolizował władzę, potęgę i siłę. Jaguar był władcą w świecie zwierząt, stąd jego kult wśród panujących, chcących władać w świecie ludzi.

Lamanai w Belize -  Świątynia Jaguara

Świątynia Jaguara


Świątynia Jaguara i my

 Świątynia Jaguara - detal

  Świątynia Maski nazwę swą zawdzięcza znajdującym się po obu jej stronach płaskorzeźbom przedstawiającym czterometrowej wysokości twarz mężczyzny, najprawdopodobniej władcy. Według niektórych naukowców głowa wynurza się z paszczy krokodyla, co jest odwołaniem do nazwy miasta. Niestety nie posiadam aż takiej wyobraźni, żeby zobaczyć tego krokodyla.

Świątynia Maski

Świątynia Maski-detal

W tle Świątynia Maski

      Wdrapujemy się na piramidę schodkową zwaną Wysoką Świątynią i podziwiamy widok na dżunglę. Schody są wyjątkowo wysokie i strome, i takie będą na każdej piramidzie, na którą będziemy się wspinać. Zastanawiam się, jak niżsi od nas Majowie mogli wchodzić na takie budowle. Może byli bardzo sprawni i przeskakiwali ze stopnia na stopień?

Wysoka Świątynia

Wysoka Świątynia

 Aby nie niszczyć oryginalnych schodów, turyści wchodzą na piramidę specjalnie zbudowanym drewnianym podejściem. Jest wysoko, ale warto zobaczyć cudny widok ze szczytu. Zakole New River i bezkresna dżungla. Poczułam potęgę przyrody…


Wejście na Wysoką Świątynię

W tle widok z Wysokiej Świątyni na dżunglę i New River

Widok na dżunglę z Wysokiej Świątyni

W tle New River

Lamanai w Belize - widok z Wysokiej Świątyni 

Odpoczynek

Wracając rzeką New River zauważyliśmy na brzegu mennonitów, wyznawców jednego z odłamów protestantyzmu. Ich wyznanie powstało w XVI wieku w Holandii, a założycielem był Menno Simmons. Mennonici w belizeńskiej dżungli, tuż koło miasta dawnych Majów? Co za mieszanka kulturowa i cywilizacyjna! Ich wygląd i zachowanie były jakby zawieszone w czasie między majańskim Lamanai a współczesnością. Przypominało mi to także kadry żywcem wzięte z filmów o amiszach, którzy należą do wspólnoty mennonitów. Dziwny i ciekawy jest ten świat. Być może poświęcę mieszance etnicznej tego regionu osobny artykuł. Zobaczymy...

Rodzina mennonitów nad New River-uśmiechnięci i życzliwi
 Mennonici w Belize

    Jeśli ktoś myśli, że w Belize skupiliśmy się tylko na historii Majów, to jest w wielkim błędzie. Luksusowy hotel z kasynem i rajska wyspa Caye Caulker zrekompensowały nam wszystkie niewygody podróży i pokazały Karaiby od całkiem innej strony. Ale o tym w następnym odcinku.