Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Włochy. Pokaż wszystkie posty

30 stycznia 2022

Zagłada Pompejów

 

Wyobraźcie sobie małe włoskie miasteczko. Piękne, bogate, ze świątyniami, domami ozdobionymi freskami i mozaikami... Widzicie? To spokojna miejscowość o nazwie Pompeje. Słynęła z uprawy winorośli, drzew oliwnych i eksportu wina. W I wieku naszej ery była dobrze rozwijającym się, około jedenastotysięcznym, kwitnącym miastem. 

Poczujcie się częścią największego ówczesnego imperium, Cesarstwa Rzymskiego, które jest u szczytu potęgi. Panuje boski cesarz Tytus, syn Wespazjana. Jest 79 wiek naszej ery. Zaczyna się dzień, jest piękna słoneczna pogoda. Szykujecie się do pracy, przed wami mnóstwo codziennych obowiązków. W oddali wprawdzie widać stożek Wezuwiusza, ale przywykliście do tego widoku. Owszem, Wezuwiusz czasami jest niespokojny, jakby budził się z uśpienia. Niekiedy widzicie dym unoszący się ze stożka, ale już tak wcześniej bywało nie raz... Około południa  Wezuwiusz budzi się na dobre. Ze stożka wydobywa się słup ognia i czarna chmura dymu, która powoli przesłania wszystko.

Niektórzy z mieszkańców zapobiegliwe uciekają, inni lekceważą niebezpieczeństwo. A kiedy decydują się na ewakuację, jest już za późno. Tym, którzy nie zdołali uciec grozi nieunikniona śmierć. Na przerażonych i uciekających  ludzi sypie się deszcz z rozżarzonych  kamieni oraz gorącego popiołu wulkanicznego. Zaczynają się pożary, zawalają nadwątlone budynki i nie ma już czym oddychać. Temperatura dochodzi miejscami do kilkuset stopni. W takiej temperaturze ludzie umierają natychmiast. Erupcja trwa trzy dni. Miasto zniknęło z powierzchni ziemi przysypane kilkumetrową warstwą pyłów wulkanicznych.

Tak wyglądała zagłada Pompejów przez siły natury, jedna z najbardziej znanych i jednocześnie najbardziej dramatycznych. Wezuwiusz zabił około dwóch tysięcy mieszkańców, tych którzy nie zdążyli się ewakuować. Co dziwnie nie znamy dokładnej daty tego wydarzenia, bo historycy podają dwa różne miesiące: sierpień lub październik, ale  na pewno 24 dzień któregoś z tych miesięcy. Przez wieki Pompeje popadły w zapomnienie. Nie pamiętano o mieście pogrzebanym przez Wezuwiusza.

Dopiero w końcu XVIII wieku na bazie napoleońskiego zainteresowania historią i oświeceniowej chęci odkrywania, zaczęto badać te tereny. I odkopano dwa tysiące ciał, które zastygły pod wulkanicznym popiołem w pozach w jakich dopadła ich śmierć.

Odkopano także  tysiące przedmiotów codziennego użytku, wyposażenia domów, warsztatów i sklepów, termy, wodociągi, elementy wystroju wnętrz, piękne dekoracje...

Ślady pompejańskiego życia zatrzymane w czasie. 

Dom Dramaturga – posadzka z napisem cave canem ( „Strzeż się psa”) w wejściu(zdjęcie domena publiczna).

Pompeje  to najbardziej znana na świecie historyczna "kapsuła czasu". W 1997 roku to stanowisko archeologiczne zostało wpisane na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO.
Pompeje dają badaczom niesamowitą możliwością  poznania zatrzymanego w czasie życia ludzi sprzed prawie dwóch tysięcy lat.  Czasami jest to tak plastyczne, że miałam wrażenie, ze mieszkańcy są gdzieś obok i zaraz wrócą.

Niesamowite wrażenie robi przechadzanie się ulicami Pompejów, 

zaglądanie do domów, oglądanie świątyń czy siadanie na trybunach amfiteatru....

Drogi rzymskie tak, te same, którymi przechadzali się mieszkańcy w 79 roku, umożliwiają dojście turystom do term,  fontann czy  domów zdobionych często bardzo drogą rzymską czerwienią.

Teatr Wielki w Pompejach

Jednak największe wrażenie wywołują odlewy ciał mieszkańców. Popioły pokrywające Pompeje szybko zastygały, zachowując wewnątrz kształt pogrzebanych ludzi. W XIX wieku opracowano metodę wykonywania ich gipsowych odlewów. Przez niewielki otwór wlewano gips, który wypełniał pustą przestrzeń. Następnie  usuwano warstwę popiołu, odsłaniając odlewy ciał czy przedmiotów. 
Mieszkańcy Pompejów Terentius Neo z żoną, fresk z I wieku znaleziony w ich domu 
w Pompejach ( zdjęcie domena publiczna).

 Te gipsowe odlewy z zastygłych postaci ludzi i zwierząt są świadectwem  tragedii jaka się wtedy rozegrała  i uzmysławiają nam ogrom cierpień tych ludzi.

Duże  wrażenie robią zastygłe postacie psów, które często przywiązane łańcuchami nie zdołały uciec.

Pompeje ciągle żyją. Nie tylko w naszej wyobraźni i nie tylko dzięki turystom z całego świata.  Są miejscem wystaw, koncertów i wizyt państwowych. Chyba najsłynniejszy koncert w pompejańskim amfiteatrze odbył się w 1971 roku. Koncert bez publiczności, zagrał tam angielski zespół Pink Floyd. Koncert został zarejestrowany i wydany na płycie "Live at Pompeii".

 

Suita "Echa". Można słuchając jej wyobrazić sobie dalekie echa gwaru Pompei i pomruków Wezuwiusza.

Pompeje są też plenerem rozlicznych wystaw. Zwiedzając je w 2016 roku trafiliśmy na możliwość oglądania rzeźb nieżyjącego już polskiego artysty Igora Mitoraja. Jego olbrzymie, metalowe posągi nadały Pompejom niesamowitego wyglądu i mimo swojej nowoczesnej formy doskonale się wpisały w atmosferę tego miejsca. Umieszczono ich około trzydziestu. 

Niektóre z nich wyglądały jakby stały tam od wieków, jak antyczni bogowie lub herosi pilnujący tego miejsca. Ale nie ich siłę i potęgę symbolizują te posągi.  Postacie są pozbawione głów czy kończyn, czasem przewrócone za ziemię, jakby zniszczone przez kataklizm i siły natury. 

Twarze niektórych posągów są popękane, oszpecone i kalekie. Możemy wyobrazić sobie falę gorąca, która wypaliła na ich twarzach blizny.  Myślę, że twórczość Mitoraja właśnie w Pompejach znalazła swoje najdoskonalsze dopełnienie.

Niekompletne postacie, pozbawione części ciał pobudzają naszą wyobraźnię. Tak jak wyobrażamy sobie pełne mieszkańców i gwaru Pompeje, tak też dopełniamy w myślach brakujące części posągów. I twórczość Mitoraja i zwiedzanie Pompejów opiera się na naszej wyobraźni.

"Ikar"-wizja Mitoraja

Po zakończeniu wystawy "Mitoraj w Pompejach" jedno z jego dzieł -"Dedal" pozostawiono w Pompejach.

„Dedal”  rzeźba Mitoraja przy wejściu do Pompejów.

Na koniec oddajmy głos bezpośredniemu świadkowi tych wydarzeń politykowi i pisarzowi rzymskiemu, Pliniuszowi Młodszemu. Przebywał w okolicy Pompejów, ale  zdołał się uratować. Zginął natomiast jego wuj Pliniusz Starszy, rzymski historyk i polityk, który, wiedziony ciekawością i chęcią pomocy mieszkańcom, udusił się wyziewami Wezuwiusza. Oto, co pisze Pliniusz Młodszy wspominając swoją ucieczkę: "Zanim się obejrzeliśmy ogarnęła nas ciemność, nie taka, jak pozbawiona blasku księżyca lub pochmurna noc, lecz taka, jak w zamkniętym pomieszczeniu, kiedy zgaszą lampę. Wielokrotnie stawaliśmy, aby strząsać z siebie popiół, inaczej jego ciężar przykryłby nas lub wręcz zmiażdżył".

Wyobraźcie sobie to...


Artykuł ten dedykuję Kasi i Jurkowi, którym zawdzięczam możliwość zobaczenia na własne oczy Pompejów i przeżycia tego wszystkiego, co opisałam.
















20 listopada 2021

Zwiedzając Bari...Bona Sforza i jej "czarna legenda".

 

Apulijskich inspiracji ciąg dalszy. Zwiedzając Bari….


Bona Sforza w młodości( zdjęcie -domena publiczna)

Chyba nie ma nikogo, kto by nie słyszał o Bonie Sforzy? Powszechnie kojarzymy ją jako tę osobę, która sprowadziła do Polski włoszczyznę. I to chyba na tyle. Starsi z nas mogą pamiętać serial telewizyjny „Królowa Bona”, w którym tytułową rolę grała znakomita Aleksandra Śląska. Serial ma już jednak ponad 40 lat! Może przydałaby się jakaś nowa, rzetelna i interesująca opowieść o czasach polskiego renesansu porównywalna z „The Crown”? Zaręczam Wam, że intryg, romansów i wielkiej polityki starczyłoby na kilka sezonów. Ale chyba chcę za wiele.

Cóż, na razie musi zadowolić Was ten artykuł.

Bona Sforza d’Aragona urodziła się w miejscowości Vigevano, w północnych Włoszech w 1494 roku. Pochodziła z możnego włoskiego rodu książąt Mediolanu – Sforzów. Była córką Gian Galeazzo Sforzy i Izabeli Aragońskiej. Ojca zamordowano, gdy miała osiem miesięcy. Wtedy jej matka wraz  z dziećmi rozpoczęła kilkuletnią  tułaczkę po Włoszech, aż wreszcie rodzina osiadła w apulijskim Bari. Księstwo to Izabela Aragońska otrzymała od Habsburgów. Bona po śmierci rodzeństwa została spadkobierczynią Bari i szykowaną ją na przyszłą władczynię. Została bardzo dobrze wykształcona. Poznała łacinę i hiszpański, matematykę, geografię, zasady prawa i administracji… Grała na kilku instrumentach, wspaniale tańczyła i jeździła konno. Zgrabna blondynka o bardzo ciemnych oczach. Wzdychał do niej niejeden kandydat.

W roku 1518, w wieku 24 lat została wydana za mąż za owdowiałego, ponad pięćdziesięcioletniego króla Polski Zygmunta I Starego, z dynastii Jagiellonów. Wcześnie przysłano królowi portret wybranki. Opisywano ją, zresztą zgodnie z prawdą, jako osobę  urodziwą, pełną uroku i starannie wykształconą. Uznano ją niemalże za wcielenie ideału renesansowej księżniczki.

Zygmunt Stary przyglądający się portretowi przyszłej żony ( zdjęcie- domena publiczna)

Bona urodziła  Zygmuntowi pięcioro dzieci umacniając swą pozycję, szczególnie gdy pojawił się męski potomek i następca tronu Zygmunt August. Cztery córki otrzymały znakomite wykształcenie i zostały bardzo dobrze wydane za mąż. I tak np. Izabella została królową Węgier, Katarzyna królową Szwecji, a Anna  będzie  później królem Polski (tak właśnie). Przyznacie, że nieźle Bona sprawdzała się w budowaniu pozycji swego rodu i dbaniu o koneksje. Miała za sobą niezłą szkołę w tym zakresie, jaką były ówczesne Włochy i często obowiązująca tam makiawelistyczna zasada "cel uświęca środki".  Mimo, że małżeństwo z Zygmuntem uchodziło za szczęśliwe, nie obyło się bez rodzinnych dramatów. Szóste dziecko Bona straciła w czasie wypadku na polowaniu. Brała udział w pościgu za niedźwiedziem, mimo że była w ciąży. Spłoszone zwierzę zaatakowało, a Bona spadła z konia, co doprowadziło do przedwczesnego porodu. Już więcej dzieci mieć nie będzie.

Królowa Bona – drzeworyt  z 1521

Wykształcona, piękna, z wysokiego rodu, wysportowana, płodna…Czegóż chcieć więcej od królowej? I dlaczego współcześni, a także następne pokolenia pisarzy i historyków, darzyły ją niechęcią? Dlaczego skazano ją na blisko pięć wieków czarnej legendy – pomawiana o trucicielstwo, intryganctwo i złodziejstwo? Nadworny błazen ostatnich Jagiellonów - Stańczyk miał nazywać ją "włoską gadziną".

Oj, musiała się komuś mocno narazić. Komu? Dlaczego? Spróbujmy to wyjaśnić.

Na „czarnej legendzie”  Bony zaważyły przede wszystkim różnice kulturowe, społeczne i obyczajowe między ówczesnymi Włochami a Polską. W Polsce oczekiwano od niej, że będzie pozostawać w cieniu męża, nie angażując się w sprawy publiczne. Kiedy  przybyła do Polski zaskoczyła wszystkich swoją innością, południowym temperamentem oraz tym, że nie zamierza przyglądać się rządom męża, ale w nich współuczestniczyć. Przywykła we Włoszech do obcowania z władcami o silnej pozycji, której królowie Polski już wtedy nie mieli. I próbowała to zmienić. Jej projekty wzmocnienia władzy monarchy, rozwijania działalności gospodarczej i powiększania domeny królewskiej (słynna pomiara włóczna), budziły niekłamaną niechęć polskiej magnaterii. „Królewięta” szczególnie kresowi posiadali majątki często większe od swego władcy i nie mieli ochoty tego stanu zmieniać. Gdy próbowała odzyskać utracone lekką ręką przez Jagiellonów ich własne dobra, spotkała się ze zbrojnym oporem szlachty, która zawiązała pierwszy w naszej historii rokosz antykrólewski. Nazywamy go wojną kokoszą. Rokosz ten nic istotnego nie osiągnął, ale jego ostrze było zdecydowanie skierowane w Bonę, co wskazuje na niechętne jej nastroje wśród szlachty.

"Wojna kokosza", obraz Henryka Rodakowskiego.

Naraziła się także tym, że próbowała umocnić pozycję jedynego syna, zmieniając zasady następstwa tronu. Oburzenie było wielkie.  Bo co to za zwyczaj, żeby za życia ojca koronować syna? A do tego właśnie doprowadziła Bona. Nazywamy to w historii elekcją vivente rege. Młody król miał wtedy lat 10, a jego ojciec 63. Mieliśmy więc do śmierci Zygmunta Starego w 1548 roku dwóch królów. Było to jedyny taki przypadek w historii Polski. Możemy się tylko domyślać, jak wrzało wśród ówczesnej szlachty.

Czarna legenda wokół osoby królowej rozwijała się także za sprawą jej zagranicznych  przeciwników politycznych. Wyrażała bez ogródek swoje zdanie w wielu kwestiach polityki zagranicznej i budowała na Wawelu własne zaplecze polityczne, tworząc stronnictwo antyhabsburskie. Nienawidząca Bony opozycja magnacka i potężni Habsburgowie systematyczne rozsiewali plotki na je temat. Uczynili z niej "czarny charakter" i symbol zła niszczącego Polskę. Jej przeciwnikami byli też rządzący w Brandenburgii i Prusach Zakonnych ( potem Książęcych) Hohenzollernowie. Próbowała ograniczyć ich tworzącą się właśnie potęgę. Obawiała się Hohenzollernów i wyraźnie o tym mówiła. To ona namawiała męża do całkowitej likwidacji Prus Książęcych, a nie tylko ich zhołdowania w 1525 roku. Czy była tak dalekowzrocznym politykiem, czy też miała świetną intuicję, że wytypowała dwóch przyszłych zaborców Polski i robiła wszystko, aby ich rolę osłabić?

W czarnej legendzie Bony ważnym elementem był też jej zbyt duży wpływ na wychowanie Zygmunta Augusta – jej jedynego syna. Uważano, że stał się przesz nią zniewieściały i nie zajmował się typowo męskimi rozrywkami.

 Zygmunt August w otoczeniu kobiet. Wzbudza to niechęć i krytyczne komentarze doradców Zygmunta Starego (obraz z epoki-domena publiczna).

Gdy Zygmunt August został królem naraziła się i jemu. Związał się bowiem  ze swoją poddaną, Litwinką Barbara Radziwiłłówną. Popełnił oczywisty mezalians, ale "miłość  jest ślepa" na racjonalne argumenty. Poślubił Barbarę wbrew woli matki i wielu doradców, a następnie sprowadził do Krakowa, aby uczynić królową. Było to ewidentne postawienie uczucia nad rację stanu, co Bona potępiła. Oszczercy przez wieki komentowali to jako jej bezduszność i zbytnią surowość. Zyskała złą sławę "wyrodnej" matki, która sprzeciwia się szczęściu syna. Udziałem w tej miłosnej historii Bona nie zyskała powszechnej sympatii i dodatkowo popadła w konflikt z synem. 

Józef Simmler „Śmierć Barbary Radziwiłłówny”

Związek Zygmunta Augusta i Barbary Radziwiłłówny to najsłynniejsze jagiellońskie "love story". Niestety kończy się ono tragicznie, ponieważ Barbara niedługo po ślubie umiera. Niektórzy sugerowali nawet, że to Bona, „zła teściowa”, otruła Barbarę. Wyobraźmy sobie te plotki, pomówienia, szepty na Wawelu -"nie chciała Barbary, a teraz ta nie żyje"...

O zapędach trucicielskich Bony było głośno wśród jej oszczerców. We Włoszech była to bowiem powszechna broń w rozwiązywaniu sporów, a Bona korespondowała z Lukrecją Borgią, znaną z zamiłowania do trucizn. Ale tak naprawdę nie ma żadnych dowodów na  trucicielskie zapędy Bony.

Jej pozycja zdecydowanie osłabła po śmierci męża, a dodatkowo będąc w konflikcie z synem, zdecydowała się opuścić Polskę. W  1556 roku królowa-wdowa wraca do Bari, swojego dziedzicznego księstwa na południu Włoch. Przed wyjazdem, Bona musiała zrzec się wszystkich posiadanych w Polsce dóbr ziemskich, mogła jednak zabrać ze sobą cały majątek ruchomy. Już w momencie jej wyjazdu krążyły legendy o ilości gotówki będącej w posiadaniu Bony. Historycy aż do XIX wieku interpretowali to jako ograbienie majątku Rzeczypospolitej, a nawet złodziejstwo. Nie przyjmowano do wiadomości, że był to jej majątek osobisty. Dodatkowo złe języki miały dodatkową pożywkę, gdy będąc już w Bari i nie mając żadnego poparcia politycznego, pożyczyła królowi  Hiszpanii i Neapolu – Filipowi II ogromną kwotę pieniędzy. Nazywamy to w historii „kwoty neapolitańskie” lub „kwoty barskie”. Nie zostały one nigdy Bonie zwrócone. Niektórzy upominali się po jej śmieci o zwrot tych kwot Polsce, ale nie miało to żadnych podstaw prawnych.

Bona w końcu życia( domena publiczna)

Filip II nie tylko nie zamierzał zwrócić pożyczonych pieniędzy, ale miał także chrapkę na księstwo Bari. Przekupiono więc sekretarza Bony Jana Wawrzyńca Pappacodę, który zaczął ją regularnie podtruwać.

Zamek w Bari

Umierającej Bonie Pappacoda  podsunął do podpisania fałszowany testament, na mocy którego jej księstwo przechodziło na rzecz Filipa II. Wszystkie włoskie posiadłości Bony i większość jej kosztowności zagarnęli Habsburgowie i ich współpracownicy. W chwili przebłysku świadomości królowa zmieniła  testament, czyniąc najważniejszym spadkobiercą ukochanego syna oraz córki. Testamentu tego nigdy nie uznano. Możemy tylko się domyślać, co czuła wtedy chora, oszukiwana kobieta, bez żadnego wsparcia i z dala od swoich bliskich. A intrygę Habsburgów i rolę Pappacody możemy uznać za wyjątkową zbrodnię i perfidię.

W tym zamku mieszkała, została oszukana i zamordowana królowa Polski Bona Sforza.

Królowa Bona zmarła  na zamku w Bari 19 listopada 1557 roku. Złośliwością i chichotem historii jest fakt, że Bona – niesłusznie posądzana o trucicielstwo – ostatecznie umiera właśnie z tego powodu. Jej przeciwników, do których grona zaliczał się i Jan Matejko nawet okoliczności jej śmierci nie skłaniają do cieplejszych uczuć. Na obrazie poniżej nie widać współczucia dla królowej, tylko suchy historyczny fakt.

Jan Matejko, "Otrucie królowej Bony".

Bona Sforza została pochowana w Bazylice św. Mikołaja w Bari. Nagrobek był początkowo  bardzo skromny. Dopiero Anna Jagiellonka, córka królowej, zleciła  zaprojektowanie okazałego pomnika. Zbudowano go z białego i czarnego marmuru i zwieńczono postacią klęczącej kobiety. W tej formie przetrwał on do dziś i takiego go widziałam.

Nagrobek królowej Bony z 1593 w bazylice św. Mikołaja w Bari.

Nagrobek królowej Bony z 1593 w bazylice św. Mikołaja w Bari. Widok ogólny

Jaka jest spuścizna Bony? Czarna legenda powoli odchodzi w zapomnienie. Wielu badaczy widzi pozytywy jej działalności w Polsce. Była protektorką pisarzy i uczonych.  Zapoczątkowała wawelską kolekcję arrasów i ozdobiła salę poselską zamku krakowskiego słynnymi „głowami wawelskimi”.  Dbała o rozwój dróg, mostów, tartaków, zakładała włoskie ogrody... To jej Mazowsze zawdzięcza sady  jabłoni i grusz. Była polską businesswoman na miarę XVI wieku. Mawiała „U was dukaty leżą na gościńcach, schylić się jeno, ażeby je zebrać. Nikt nie chce? Tym lepiej dla mnie” 

Obraz  Kazimierza Mireckiego "Wprowadzenie muzyki włoskiej na dwór Zygmunta I przez Bonę". 

To ona, bardziej niż włoszczyznę, "sprowadziła do Polski renesans". Na Wawelu pojawili się włoscy malarze, rzeźbiarze, muzycy...

Popularne jest stwierdzenie, że odkąd Bona przybyła na Wawel, nic nie było tam już takie jak wcześniej. Zmieniła modę,  kulinaria, postrzeganie sztuki. Pojawiły się suknie z głębokimi dekoltami, w których lubowały się Włoszki. I niektóre warzywa. Stąd przekonanie, nie do końca słuszne, że to ona sprowadziła włoszczyznę do Polski. Kapusta, kalafior czy sałata były znane wcześniej, sprowadzone  przez włoskich imigrantów. Ona tylko je upowszechniła. Za jej sprawą do polskiej kuchni trafiły  włoskie makarony, a wina stopniowo zaczęły wypierać miód pitny.

Była kobietą o silnym charakterze, inteligentną, sprytną, zręczną i przenikliwą. Gdyby była mężczyzną lub trafiła do innego kraju, kto wie, co mogłaby zdziałać. Być może lepiej dla Polski byłoby, gdyby rządziła ona, a nie pozbawiony energii Zygmunt Stary czy przewrażliwiony i chwiejny emocjonalnie Zygmunt August. Gdyby...

Kontrowersje wokół jej postaci nigdy nie znikną. Ale jednego nikt nie może jej odmówić. To ona wprowadziła Polskę do kręgu oddziaływania nowoczesnego renesansu. To ona zacofaną, zaściankową Polskę, tkwiąca jeszcze w średniowieczu, wprowadziła w epokę nowożytności.

Czy polubiliście Bonę? Mogę mieć tylko nadzieję, że przekonałam Was choć trochę do tej wyjątkowej kobiety i stereotyp dotyczący tej postaci odejdzie kiedyś w zapomnienie.  

 




03 listopada 2021

Fryderyk II Hohenstauf - "dziecię z Apulii", które zostało cesarzem

 

Fryderyk II  Hohenstauf to jeden z najbardziej nietuzinkowych władców w historii średniowiecznej Europy. Oryginał jakich mało. Zetknęłam się z tą postacią w czasie podróży do włoskiej Apulii, z którą był nierozerwalnie związany. Zrodziło się we mnie wtedy pytanie: kim był człowiek, który miał tak wielki wpływ na historię Europy w swoich czasach?

 Opisałam już część jego dokonań w artykule o Castel del Monte: https://mojepoznawanieswiata.blogspot.com/2021/09/tajemniczy-castel-del-monte.html

W obecnym poście już nie Apulia i Castel del Monte będą głównym punktem moich zainteresowań, ale on i tylko on – potrójny król i cesarz Fryderyk II Hohenstauf.

Fryderyk II Hohenstauf (fot. domena publiczna)

Och, co to był za człowiek. Łączący stare z nowym, kult absolutnej władzy z tolerancją dla innych kultur i czerpaniem wiedzy skąd tylko mógł. To wyjątkowa postać. A temat roli wybitnych jednostek w historii zawsze był mi bliski, stąd moja fascynacja jego osobą.

Fryderyk urodził się w roku 1194 w Jesi koło Ankony jako syn cesarza Henryka IV z dynastii Hohenstaufów i Konstancji Sycylijskiej. Był wnukiem słynnego Fryderyka I Barbarossy. Już okoliczności jego urodzin są co najmniej dziwne. Jego matka miała bowiem wtedy 40 lat i nikt już nie spodziewał się cesarskiego potomka. A to proszę - mały Fryderyk. Podejrzewano, że dziecko urodziła inna kobieta, a niektórzy nawet mówili, że jest synem diabła. Aby uprawdopodobnić naturalne narodziny, jego matka wydała go na świat publicznie, w specjalnym namiocie, co pokazuje ilustracja z epoki.




Zdecydowaną większość dzieciństwa spędził Fryderyk w Apulii i na Sycylii. Nazywano go "dziecię z Apulii" i to też  dziecię miało w tym regionie zostać na stałe i nie odegrać żadnej roli w historii. Stało się jednak inaczej za sprawą jego własnych zdolności, ambicji i... nieprzewidzianych okoliczności. Drogę do sławy utorowały mu walki o władzę w najbliższej rodzinie, wpływy papieża Innocentego III, pod którego „opieką” przebywał po śmierci ojca, a także umiejętne wykorzystanie wszelkich możliwych sposobności. Gdzie „dwóch się bije” tam Fryderyk II Hohenstauf korzysta? I bezwzględnie skorzystał, okrutnie sobie poczynając z pokonanymi wrogami zabijając całe rodziny i stosując wymyślne tortury. W średniowieczu było to jednak oczywistą praktyką. W tym względzie nie wyróżniał się pozytywnie wśród innych władców epoki.

Fryderyk II Hohenstauf  (fot. domena publiczna)

Był bardzo ambitny i realizował krok po kroku swoje plany, aby w końcu zostać najważniejszym człowiekiem w ówczesnej Europie. Został najpierw królem Sycylii, potem królem Niemiec, aby ostatecznie w Rzymie, w roku 1220, zostać koronowanym na cesarza Rzeszy Niemieckiej, tzw. Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Był to twór polityczny, który powstał w 962 roku, a rozpadł się dopiero za sprawą Napoleona I w 1806 roku. Ta prawie tysiącletnia I Rzesza stała się inspiracją dla Hitlera, gdy tworzył III Rzeszę, mającą trwać dłużej niż ta pierwsza. Na szczęście dla świata, plan ten nie został zrealizowany.

Fryderyk II Hohenstauf jako cesarz (fot. domena publiczna)

Wielkie ambicje Fryderyka II natrafiały na pewne trudności. Czasy były bowiem naznaczone konfliktem o Dominium Mundi między władzą cesarską (świecką), a papieską (duchowną). Szczyt tego konfliktu przypadł wprawdzie na XI wiek i słynne "pójść do Canossy", ale i w wieku XIII konflikt wcale nie był mniej dramatyczny. Fryderyk, prowadzący bardzo niezależną politykę, był kilka razy ekskomunikowany przez papieży (a "przeżył" ich czterech). Bardzo zręczną dyplomacją, intrygami i przekupstwem osiągał jednak zawsze swoje cele. Przykład? Proszę bardzo.

W podziękowaniu papieżowi za koronację na cesarza, Fryderyk zobowiązał się zorganizować krucjatę. Przypomnijmy, są to czasy wypraw krzyżowych, które miały na celu odzyskanie Jerozolimy z rąk wyznawców islamu. Fryderyk ociągał się z wyruszeniem na krucjatę, za co został ekskomunikowany. Mimo ciążącej na nim klątwy wyruszył na wyprawę, ale w swoim stylu. Zafascynowany kulturą islamu, nie zamierzał walczyć zbrojnie o Ziemię Świętą, ale działać drogą dyplomatyczną i układami.  Jego manewry polityczne często były nieszablonowe i wyprzedzały epokę, w której żył. Fryderyk zrobił coś, co nie mieściło się w głowach innych władców - podjął negocjacje z sułtanem egipskim Al-Kamilem. 

Fryderyk II Hohenstauf spotyka Al-Kamila (fot. domena publiczna)

Nie tylko odzyskał Jerozolimę, Nazaret i Betlejem dla Królestwa Jerozolimskiego, ale i koronował się na króla Jerozolimy. Aby mieć atut w walce o tron, ożenił się ze spadkobierczynią tytułu władcy Królestwa Jerozolimskiego, Jolantą (jego pierwsza żona – Konstancja Aragońska zmarła trzy lata wcześniej). Przyznacie, że przemyślane i sprytne posunięcie.  Los Jolanty Jerozolimskiej był jednak nie do pozazdroszczenia, ale nie życie małżeńskie Fryderyka jest tematem tego artykułu. Wspomnę tylko, że noc poślubną spędził nie tylko z żoną, ale także z jej kuzynką. Młodą małżonkę odesłał następnie do haremu w Palermo. Jak to haremu?  Powinniście się tu chyba czuć zaskoczeni. Cesarz chrześcijański i harem? Ale w przypadku Fryderyka nic nie powinno Was dziwić.

Arthur Georg von Ramberg – Dwór Fryderyka II w Palermo


Kontakty Fryderyka II ze światem islamu, nawiązane szczególnie po jego pokojowej „krucjacie”, miały zdecydowany wpływ na styl życia władcy. Otaczał się wizualnym przepychem rodem z Orientu. Na jego dworze w Palermo oczywistością były bogato zdobione stroje, drogie tkaniny, odurzające zapachy. Posiadał własny harem z zaufanymi eunuchami... Mówiono o nim "ochrzczony sułtan", co pokazuje nam, jak go widzieli ówcześni ludzie.

Lubił szokować i zadziwiać. Po pokonaniu buntujących się miast włoskich przeszedł ulicami Cremony na czele pochodu słoni. Miał w swoim orszaku także strusia, żyrafę... Wyobraźmy sobie jakie wrażenie musiał wywoływać w ówczesnej, średniowiecznej, często ascetycznej  Europie.

Fryderyk II Hohenstauf z ulubionym sokołem(fot. domena publiczna)

W odróżnieniu od innych cesarzy nie przebywał  w obcych mu kulturowo i zimnych Niemczech. Apulia i Sycylia to były jego ukochane miejsca. 

Altamura na Sycylii - portal katedry zbudowanej na polecenie Fryderyka II

W apulijskiej Altamurze, słynącej dziś ze wyjątkowego chleba (tak, jadłam - pyszny), zbudował katedrę, której romański portal przetrwał do dziś. Jest tak piękny, że zdjęcie naszej wycieczki musiało być właśnie w tym miejscu.

Altamura - przed katedrą Santa Maria Assunta z XIII wieku

Na południu Włoch realizował swoje wizje budując Castel del Monte (...) lub celebrując wschodnie obyczaje. 

Castel del Monte

W jego sycylijskim państwie jednym z języków urzędowych był arabski i obchodzono tam islamskie święta. Może był "zakonspirowanym wyznawcą islamu"? Jedna z teorii powstania Castel del Monte mówi, że miał być to most łączący kulturę i religię Europy  z obszarem wpływów muzułmańskich. W takiej sytuacji Fryderyk jawi się nam jako tolerancyjny i otwarty na inne kultury władca. I pewnie taki był, pomijając średniowieczną specyfikę.

Jakim człowiekiem był Fryderyk II Hohenstauf?

Był człowiekiem światłym, ale i bardzo okrutnym. Cóż, signum temporis. Położył wielkie zasługi dla rozwoju średniowiecznej nauki. Był jednym z najlepiej wykształconych ludzi epoki. Był naukowcem, alchemikiem, poetą, myśliwym i twórcą podręcznika o sokolnictwie.

Pasjonowały go m.in. matematyka (pamiętacie oktagonalność Castel del Monte?) astronomia, ornitologia, astrologia, językoznawstwo...  Stworzył uniwersytet w Neapolu, obecnie jego imienia,  oraz upowszechnił cyfrę 0 w Europie. Kontaktował się z geniuszami epoki np. Fibonaccim (pisałam o tym w poście o Castel del Monte) czy genialnym filozofem i lekarzem arabskim Awerroesem.

Był poliglotą zafascynowanym źródłami pochodzenia języka. Chciał dociec, skąd wywodzi się mowa ludzka i jakie są jej początki. Szczególnie znany jest jego eksperyment deprywacyjny, z którego chciał się dowiedzieć, jaki jest pierwotny język używany przez człowieka. Eksperyment polegał na wychowaniu grupy dzieci od narodzenia w całkowitej izolacji od mowy ludzkiej.  Zgodnie z założeniami cesarza dzieci mały samoistnie zacząć komunikować się językiem, który byłby dla nich naturalnym. Może językiem Adama i Ewy? Może hebrajskim, greckim, arabskim...? Eksperymentu nie doprowadzono do końca, ze względu na śmierć dzieci z nieznanego nam powodu. Można snuć domysły na temat tego faktu. Podobno też zamknął człowieka w beczce, aby zobaczyć czy po jego śmierci pozostanie tylko martwe ciało, czy też  pojawi się dusza. Wobec jej braku wyciągnął wniosek, że istnienie duszy jest bardzo wątpliwe. Dziś takie eksperymenty nazwalibyśmy pseudonaukowymi.

Jego kontakty ze światem arabskim przysporzyły mu wielu wrogów, stąd klątwy papieskie, w których nazywano go "antychrystem". Opisywane wcześniej "eksperymenty" znamy także z niechętnych mu źródeł. Zagadka goni zagadkę.

Kontrowersyjny, fascynujący, zagadkowy. Przez jednych potępiany, uważany z tyrana i "antychrysta" przez innych ubóstwiany i uważany za stupor mundi i twórcę nowej ery. Wrogowie zarzucali mu sprowadzenie Mongołów na Europę i kontakty z napadającymi na rycerzy krucjatowych asasynami.

Kiedy zmarł w 1250 roku, niektórzy nie wierzyli w jego śmierć. Mówiono "On żyje i nie żyje" i czekano na jego powrót. Legendarne opowieści łączą jego „pośmiertne” bytowanie z Etną. Z trzech żon miał kilkoro dzieci, a także liczne potomstwo z wielu kochanek.  Żadne jednak z jego dzieci nie zapisało się w historii.

Jego ziemskie szczątki spoczywają dziś w katedrze w Palermo na Sycylii, obok sarkofagów jego rodziców (Henryka VI i Konstancji) i dziadka (Roger II). Ma piękny sarkofag z czerwonego porfiru.

 

Palermo: sarkofag Fryderyka II

Czy coś możemy powiedzieć w temacie Fryderyk II a sprawa Polska?

I owszem. Jednym z jego oddanych i zaufanych sojuszników był Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego Hermann von Salza. To on jako jedyny towarzyszył Fryderykowi w koronacji w Jerozolimie. Za zasługi Fryderyk II nadał mu nieograniczone prawa do ziem należących do obszaru Prus. Mówi o tym Złota Bulla z Rimini z 1226. Mam nadzieję, że ta data nie jest Wam obca. W każdym podręczniku figuruje jako data sprowadzenia Krzyżaków do Polski. Jak się okazuje, działania tego wyjątkowego człowieka miały wpływ także na naszą historię.


Zainteresowanym tematem polecam książkę Jerzego Hauzińskiego "Fryderyk II Hohenstauf, cesarz rzymski". Po powrocie z Apulii postanowiłam dowiedzieć się więcej o Fryderyku II. Post ten napisałam dopiero po lekturze tej książki.