Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UNESCO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą UNESCO. Pokaż wszystkie posty

30 stycznia 2022

Zagłada Pompejów

 

Wyobraźcie sobie małe włoskie miasteczko. Piękne, bogate, ze świątyniami, domami ozdobionymi freskami i mozaikami... Widzicie? To spokojna miejscowość o nazwie Pompeje. Słynęła z uprawy winorośli, drzew oliwnych i eksportu wina. W I wieku naszej ery była dobrze rozwijającym się, około jedenastotysięcznym, kwitnącym miastem. 

Poczujcie się częścią największego ówczesnego imperium, Cesarstwa Rzymskiego, które jest u szczytu potęgi. Panuje boski cesarz Tytus, syn Wespazjana. Jest 79 wiek naszej ery. Zaczyna się dzień, jest piękna słoneczna pogoda. Szykujecie się do pracy, przed wami mnóstwo codziennych obowiązków. W oddali wprawdzie widać stożek Wezuwiusza, ale przywykliście do tego widoku. Owszem, Wezuwiusz czasami jest niespokojny, jakby budził się z uśpienia. Niekiedy widzicie dym unoszący się ze stożka, ale już tak wcześniej bywało nie raz... Około południa  Wezuwiusz budzi się na dobre. Ze stożka wydobywa się słup ognia i czarna chmura dymu, która powoli przesłania wszystko.

Niektórzy z mieszkańców zapobiegliwe uciekają, inni lekceważą niebezpieczeństwo. A kiedy decydują się na ewakuację, jest już za późno. Tym, którzy nie zdołali uciec grozi nieunikniona śmierć. Na przerażonych i uciekających  ludzi sypie się deszcz z rozżarzonych  kamieni oraz gorącego popiołu wulkanicznego. Zaczynają się pożary, zawalają nadwątlone budynki i nie ma już czym oddychać. Temperatura dochodzi miejscami do kilkuset stopni. W takiej temperaturze ludzie umierają natychmiast. Erupcja trwa trzy dni. Miasto zniknęło z powierzchni ziemi przysypane kilkumetrową warstwą pyłów wulkanicznych.

Tak wyglądała zagłada Pompejów przez siły natury, jedna z najbardziej znanych i jednocześnie najbardziej dramatycznych. Wezuwiusz zabił około dwóch tysięcy mieszkańców, tych którzy nie zdążyli się ewakuować. Co dziwnie nie znamy dokładnej daty tego wydarzenia, bo historycy podają dwa różne miesiące: sierpień lub październik, ale  na pewno 24 dzień któregoś z tych miesięcy. Przez wieki Pompeje popadły w zapomnienie. Nie pamiętano o mieście pogrzebanym przez Wezuwiusza.

Dopiero w końcu XVIII wieku na bazie napoleońskiego zainteresowania historią i oświeceniowej chęci odkrywania, zaczęto badać te tereny. I odkopano dwa tysiące ciał, które zastygły pod wulkanicznym popiołem w pozach w jakich dopadła ich śmierć.

Odkopano także  tysiące przedmiotów codziennego użytku, wyposażenia domów, warsztatów i sklepów, termy, wodociągi, elementy wystroju wnętrz, piękne dekoracje...

Ślady pompejańskiego życia zatrzymane w czasie. 

Dom Dramaturga – posadzka z napisem cave canem ( „Strzeż się psa”) w wejściu(zdjęcie domena publiczna).

Pompeje  to najbardziej znana na świecie historyczna "kapsuła czasu". W 1997 roku to stanowisko archeologiczne zostało wpisane na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO.
Pompeje dają badaczom niesamowitą możliwością  poznania zatrzymanego w czasie życia ludzi sprzed prawie dwóch tysięcy lat.  Czasami jest to tak plastyczne, że miałam wrażenie, ze mieszkańcy są gdzieś obok i zaraz wrócą.

Niesamowite wrażenie robi przechadzanie się ulicami Pompejów, 

zaglądanie do domów, oglądanie świątyń czy siadanie na trybunach amfiteatru....

Drogi rzymskie tak, te same, którymi przechadzali się mieszkańcy w 79 roku, umożliwiają dojście turystom do term,  fontann czy  domów zdobionych często bardzo drogą rzymską czerwienią.

Teatr Wielki w Pompejach

Jednak największe wrażenie wywołują odlewy ciał mieszkańców. Popioły pokrywające Pompeje szybko zastygały, zachowując wewnątrz kształt pogrzebanych ludzi. W XIX wieku opracowano metodę wykonywania ich gipsowych odlewów. Przez niewielki otwór wlewano gips, który wypełniał pustą przestrzeń. Następnie  usuwano warstwę popiołu, odsłaniając odlewy ciał czy przedmiotów. 
Mieszkańcy Pompejów Terentius Neo z żoną, fresk z I wieku znaleziony w ich domu 
w Pompejach ( zdjęcie domena publiczna).

 Te gipsowe odlewy z zastygłych postaci ludzi i zwierząt są świadectwem  tragedii jaka się wtedy rozegrała  i uzmysławiają nam ogrom cierpień tych ludzi.

Duże  wrażenie robią zastygłe postacie psów, które często przywiązane łańcuchami nie zdołały uciec.

Pompeje ciągle żyją. Nie tylko w naszej wyobraźni i nie tylko dzięki turystom z całego świata.  Są miejscem wystaw, koncertów i wizyt państwowych. Chyba najsłynniejszy koncert w pompejańskim amfiteatrze odbył się w 1971 roku. Koncert bez publiczności, zagrał tam angielski zespół Pink Floyd. Koncert został zarejestrowany i wydany na płycie "Live at Pompeii".

 

Suita "Echa". Można słuchając jej wyobrazić sobie dalekie echa gwaru Pompei i pomruków Wezuwiusza.

Pompeje są też plenerem rozlicznych wystaw. Zwiedzając je w 2016 roku trafiliśmy na możliwość oglądania rzeźb nieżyjącego już polskiego artysty Igora Mitoraja. Jego olbrzymie, metalowe posągi nadały Pompejom niesamowitego wyglądu i mimo swojej nowoczesnej formy doskonale się wpisały w atmosferę tego miejsca. Umieszczono ich około trzydziestu. 

Niektóre z nich wyglądały jakby stały tam od wieków, jak antyczni bogowie lub herosi pilnujący tego miejsca. Ale nie ich siłę i potęgę symbolizują te posągi.  Postacie są pozbawione głów czy kończyn, czasem przewrócone za ziemię, jakby zniszczone przez kataklizm i siły natury. 

Twarze niektórych posągów są popękane, oszpecone i kalekie. Możemy wyobrazić sobie falę gorąca, która wypaliła na ich twarzach blizny.  Myślę, że twórczość Mitoraja właśnie w Pompejach znalazła swoje najdoskonalsze dopełnienie.

Niekompletne postacie, pozbawione części ciał pobudzają naszą wyobraźnię. Tak jak wyobrażamy sobie pełne mieszkańców i gwaru Pompeje, tak też dopełniamy w myślach brakujące części posągów. I twórczość Mitoraja i zwiedzanie Pompejów opiera się na naszej wyobraźni.

"Ikar"-wizja Mitoraja

Po zakończeniu wystawy "Mitoraj w Pompejach" jedno z jego dzieł -"Dedal" pozostawiono w Pompejach.

„Dedal”  rzeźba Mitoraja przy wejściu do Pompejów.

Na koniec oddajmy głos bezpośredniemu świadkowi tych wydarzeń politykowi i pisarzowi rzymskiemu, Pliniuszowi Młodszemu. Przebywał w okolicy Pompejów, ale  zdołał się uratować. Zginął natomiast jego wuj Pliniusz Starszy, rzymski historyk i polityk, który, wiedziony ciekawością i chęcią pomocy mieszkańcom, udusił się wyziewami Wezuwiusza. Oto, co pisze Pliniusz Młodszy wspominając swoją ucieczkę: "Zanim się obejrzeliśmy ogarnęła nas ciemność, nie taka, jak pozbawiona blasku księżyca lub pochmurna noc, lecz taka, jak w zamkniętym pomieszczeniu, kiedy zgaszą lampę. Wielokrotnie stawaliśmy, aby strząsać z siebie popiół, inaczej jego ciężar przykryłby nas lub wręcz zmiażdżył".

Wyobraźcie sobie to...


Artykuł ten dedykuję Kasi i Jurkowi, którym zawdzięczam możliwość zobaczenia na własne oczy Pompejów i przeżycia tego wszystkiego, co opisałam.
















08 września 2021

Tajemniczy Castel del Monte



Apulia - zamek Castel del Monte

Apulia zaskakuje. W najróżniejszych kategoriach zaskoczeń i w różnej skali zaskakiwania. Pomijam niespodzianki towarzyskie i pandemiczne (patrz https://mojepoznawanieswiata.blogspot.com/2021/08/obrazki-z-rawenny.htm), a mam tu na myśli ciekawostki kulturowe, obyczajowe i historyczne.

Jadąc do Apulii wiedziałam, że zobaczę rzeczy bardzo piękne i interesujące, ale że będzie to coś tak niezwykłego, jak zamek Castel del Monte, tego nie mogłam przewidzieć. Tym bardziej, że nie było go w programie.

Zwiedzanie Castel del Monte na własną rękę było spontanicznym pomysłem wynikającym z potrzeby obcowania z czymś niezwykłym. A że zamek jest usytułowany blisko Andrii, miejsca naszego pobytu, i że jest na liście UNESCO, to po prostu nie mogłam go nie zobaczyć!

Castel del Monte stoi na niewysokim wzgórzu (540 m n.p.m.), na całkiem płaskim terenie i widać go z wielu kilometrów. Już wtedy robi duże wrażenie. Jasna bryła  wyłaniająca się zza zakrętów drogi na tle błękitnego nieba. Błyszczy w słońcu  i przyciąga wzrok jakąś magiczną poświatą. A może mi się tak zdawało? To pewnie tylko apulijskie, przesycone gorącem powietrze.


Castel del Monte z lotu ptaka

Twórcą tej niezwykłej pod każdym względem budowli był żyjący w XIII wieku Fryderyk II Hohenstauf, król Sycylii, Niemiec i Jerozolimy i przede wszystkim cesarz Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Postać niezwykła, nietuzinkowa i bardzo kontrowersyjna. Jadąc do Apulii nie miałam pojęcia, że "spotkam" tak niesamowitego człowieka. "Duch" cesarza Fryderyka II towarzyszył nam przez prawie całą italską drogę, bowiem jego życie odcisnęło silne piętno na historii tego regionu. Szczególnie w Apulii zostawił po sobie wiele zabytków, w tym tajemniczy Castel del Monte.



Fryderyk II Hohenstauf brał osobisty udział w projektowaniu "korony Apulii", bo tak ze względu na kształt czasami nazywa się ten zamek. Jako erudyta i osoba otaczająca się uczonymi z różnych kręgów kulturowych stworzył budowlę wzorowaną na najsłynniejszych projektach ówczesnych czasów: kaplicy Karola Wielkiego w Akwizgranie, bazylice św. Witalisa w Rawennie i być może na muzułmańskim sanktuarium - Kopule na Skale w Jerozolimie. Budowle te, mimo oczywistych różnic,  mają kształt zbliżony do ośmiokąta. Skąd pomysł na budowlę  o tak dziwnej i zagadkowej konstrukcji? Jaki był cel tego przedsięwzięcia? Do dziś nie mamy pewności i to jest najciekawsze.

 

Być może zamek powstał w ramach umacniania południowych Włoch. Ale czy na pewno?  Od dawna snuje się rozważania na ten temat, ale większość z nich  kończy się stwierdzeniem... że nic do końca nie jest wiadome. Bowiem, co to za budowla o militarnym przeznaczeniu, która nie przetrwa oblężenia? Nie ma strategicznego położenia ani nie leży na  szlakach handlowych? Nie ma murów obronnych, fosy, stajni ani kuchni? Pytania można by mnożyć.

Budowla jest perfekcyjnie geometryczna i symetryczna..

 Jedna z sugestii mówi, że Castel del Monte został zbudowany na potrzeby polowań i obserwacji ptaków.  Zamek miał wszelkie wygody "domku myśliwskiego" i był świetnie zaprojektowany. Miał osobne trasy przemieszczanie się dla służby i mieszkańców, toalety, łazienki... Cesarz był zapalonym myśliwym i pasjonatem ornitologii, autorem bardzo poważnego i cenionego dzieła o sokolnictwie. Przeprowadzał też eksperymenty na zwierzętach, co dziś wzbudziłoby protesty obrońców zwierząt. Ale wtedy był wiek XIII i nawet ludzkie życie nie było w cenie.

A może było to XIII-wieczne spa? Jest to jedna z najnowszych hipotez. Wiemy, że zamek miał kilka basenów, a Fryderyk II bardzo dbało higienę, co było czymś wyjątkowym  w jego czasach. Zamiłowanie do czystości wyniósł z kontaktów z Arabami. A brak kuchni? Jadał skromnie, raz dziennie, nie ucztował. Czyli spa połączone ze zdrową dietą?

 

Makieta Castel del Monte prezentowana wewnątrz zamku

Czy możliwe, aby cel budowli był tak przyziemny? Czy makieta Castel del Monte przypomina Wam domek myśliwski lub miejsce dbania o higienę? Raczej nie. Zamek zadziwia swoim kształtem i regularnością bryły. Najbardziej rzuca się w oczy jego "ósemkowość" . Można stwierdzić, że jest on oktagonalny. Zbudowano go bowiem na planie ośmiokąta foremnego (oktagonu). Kształt ośmiokąta ma również osiem wież tego zamku. Zarówno na parterze budowli oraz na piętrze jest osiem sal, a osiem dużych okien na obu kondygnacjach pozwala zajrzeć na dziedziniec w kształcie... zgadniecie? Tak, ośmiokąta!

 

Dziedziniec

Ta oktagonalność nie może być przypadkiem. Ósemka to symbol nieskończoności, a dla ówczesnych bogobojnych ludzi oznaczała także połączenie między Bogiem a człowiekiem. Mała więc znaczenie symboliczne. 

Z widokiem na dziedziniec z pierwszego piętra zamku

Oktagon to trochę koło, trochę kwadrat...  Łączy symbol ziemi (kwadrat) i symbol nieba (okrąg). Cesarz był zafascynowany matematyką - może zamek był rodzajem  wariacji  na temat problemu kwadratury koła?

Duży wpływ na cesarza w dziedzinie postrzegania zasad matematycznej proporcji i geometrii miał żyjący na przełomie XII/XIII wieku matematyk Leonardo z Pizy, zwany dziś powszechnie Fibonaccim. Znali się z cesarzem osobiście, a nawet zmarli w tym samym, 1250 roku. To Fibonacci badał i przedstawił cesarzowi zasady proporcji zwane złotym środkiem lub boskim podziałem. Wiele obliczeń wskazuje na to, że w zamku zastosowano ten właśnie podział. Mało tego, zastosowano także związany ze złotym podziałem ciąg Fibonacciego, czyli zastaw liczb, z których począwszy od liczby trzy, każda następna jest sumą dwóch pozostałych. Czyżby Castel del Monte był przekutym na kamień ciągiem Fibonacciego? Zwolennicy tej teorii wyliczają: jeden zamek, dwa wejścia, trzy portale prowadzące  na dziedzinie... Dalej oczywiście pięć, np. kominków, potem osiem, trzynaście, dwadzieścia jeden... Każda z tych liczb ciągu znajduje swój odpowiednik w zamku. Ze szczególnym podkreśleniem magicznej liczby osiem. Według niektórych badaczy każdy element Castel del Monte ma jakieś ukryte znaczenie.

Potwierdzeniem matematycznych korzeni powstania Castel del Monte może być fakt, że wszystko w zamku jest idealnie proporcjonalne i powtarzalne. Ma się wrażenie, że zamek składa się z identycznych struktur, powielających się w ósemkową "nieskończoność". A to prowadzi niektórych do... fraktali, z którymi ciąg Fibonacciego jest nierozerwalnie związany. Koncepcja "fraktalowych" źródeł powstania zamku, choć nie najbardziej fantastyczna, jest chyba jednak zbyt daleko posunięta..

Jedna z sal na parterze zamku

Rozumiem jednak tych, którzy szukają w Castel del Monte fraktalowych odwołań. Sama poczułam powtarzalność struktur zamku. Zwiedzając jedną z sal zaczęłam  zastanawiać się, czy ja tu już nie byłam? Deja vu? Pomieszczenia są identyczne, różnią się tylko kolorem marmurowych kolumn. No, na to budowniczowie nie mieli już wielkiego wpływu.


Sala na pierwszym piętrze


Castel del Monte mógłby więc być owocem wyobraźni i zainteresowań cesarza Fryderyka II. Jego "ulubionym dzieckiem" wyrażającym matematyczną perfekcję i dodatkowo ideę tolerancji, której hołdował cesarz. Może i tak.  Może budował pomnik - symbol, ukazujący jego poglądy. Pomnik  łączący  kultury, które miały wpływ na jego życie. Cesarz umiejscowił zamek w równej odległości od centrów religijnych, takich jak katedra w Chartres, piramida Cheopsa  i Kopuła na Skale. Był zafascynowany kulturą starożytną oraz kulturą islamu i wzorował się na orientalnych władcach. Jeśli tak, to idea Fryderyka II łączenia kultur symboliczną budowlą byłaby bardzo nowatorska i wykraczałaby poza jego czasy. Ale Fryderyk II na pewno wyprzedzał swoją epokę. Niektórzy widzą w nim prekursora renesansu, a nawet idei oświecenia.

 

A może podobnie jak faraonowie w Egipcie czy władcy Majów budujący piramidy, on zbudował Castel del Monte jako pomnik swojej wielkości i czasów, w których żył? Może po prostu była to jedna z jego zachcianek? Może to tylko efekt jego próżności, aby zbudować "koronę Apulii" na wzór swojej własnej, cesarskiej?

Castel del Monte do dziś nie zdradził swojej tajemnicy. Nadal budzi kontrowersje i zażarte dyskusje. Do podanych wcześniej teorii przeznaczenia zamku dorzućmy jeszcze najbardziej fantastyczne. Zgodnie z nimi Castel del Monte miał być lądowiskiem dla UFO, obserwatorium astronomicznym, wyrzutnią rakiet lub nawet miejscem ukrycia Świętego Graala.

Pamiętam emocja, które czułam stojąc w tym oknie. Nikt mi tego nie odbierze.

Castel del Monte ciągle pobudza wyobraźnię i stanowi inspirację dla twórców filmowych i literackich. Najbardziej znane odwołanie pojawia się w powieści i filmie „Imię Róży”, gdzie biblioteka klasztorna jest wzorowana na Castel del Monte.

W 1996 roku Castel del Monte został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Co podkreślono w nominacji? Doskonałą harmonię kształtu i połączenie europejskich, muzułmańskich i klasycznych cech stylistycznych. Informacje o wyjątkowości tej budowli znajdziecie poniżej (wersja angielska).

Wizerunek zamku znajduje się na włoskiej monecie 1 centowej, niektórych apulijskich winach oraz... na butelce oliwy, która zakupiłam od lokalnego sprzedawcy.








Apulijskie wino "Ottagono" ze szczepu Nero Di Troia


Podsumowując mogę stwierdzić, że są rzeczy na niebie i na ziemi, o których nie śniło się filozofom. Ani historykom. To jedno z takich nieprzewidzianych  zdarzeń, które zrobiło na mnie duże wrażenie i pobudziło wyobraźnię.

A Fryderyk II Hohenstauf? Czy nie jest dla mnie interesująca postacią? O tak, i to bardzo. Do tego stopnia, że poświęcę mu osobny artykuł. Będzie on uzupełnieniem obecnego i da tym z Was, którzy będą zainteresowani, pełen obraz tego niezwykłego człowieka.

Artykuł ten dedykuję Tatianie Chmielewskiej, bez której nigdy bym do Castel del Monte nie dotarła.


06 sierpnia 2021

Obrazki z Rawenny


 
Rawenna

Obrazek  pierwszy - dlaczego Rawenna?

W Rawennie nawet koty są mozaikowe. Kot jest współczesny, z pracowni mozaik w Rawennie.

Rawenna to królestwo mozaik, przepyszne dekoracje, złocenia… Bizantyjski splendor w najlepszym wydaniu. Najsłynniejsze budowle Rawenny na zewnątrz są proste i surowe, ale po wejściu do środka mamy do czynienia z efektem WOW. Przynajmniej, ja mam. Do tego perfekcja wykonania dekoracji rękoma mistrzów sprzed około półtora tysiąca lat. Robi wrażenie?

Rawenna

Wnętrze Bazyliki San Vitale.

Historia Rawenny jest bardzo bogata i znana każdemu historykowi, ale nie będziemy tu jej dokładnie omawiać. Wspomnę tylko, że w IV i V wieku była to siedziba ostatnich zachodniorzymskich cesarzy,  potem stolica państwa "barbarzyńskiego" wodza Odoakra, a po zdobyciu miasta przez ostrogockiego króla Teodoryka stała się głównym ośrodkiem jego potężnego państwa. Po tych burzliwych czasach zostało w Rawennie kilka wybitnych zabytków, m.in. mauzoleum Galli Placydii oraz mauzoleum wspomnianego Teodoryka. 

Okres największego rozkwitu Rawenny przypada na VI wiek, kiedy została zdobyta przez Bizantyjczyków z polecenia cesarza Justyniana Wielkiego. Stała się wtedy stolicą bizantyjskiej prowincji w Italii tzw. Egzarchatu Rawenny. Tak było przez 200 lat.

Rawenna

Bazylika San Vitale - po lewej stronie widoczny orszak cesarzowej Teodory.

Podsumowując: wieki IV, V i VI to czasy świetności Rawenny, które  nigdy wcześniej i nigdy później się nie powtórzyły. Efektem tego rozkwitu jest między innymi osiem budowli określonych  jako wybitne zabytki wczesnego chrześcijaństwa i mozaikarstwa. Zostały one wpisane w 1996 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Osiem to sporo na tak nieduże miasto (dziś około 150 tysięcy mieszkańców), ale istotniejsze jest  historyczne znaczenie  Rawenny, szczególnie w czasach upadku cesarstwa zachodnio-rzymskiego i powstania Bizancjum. 

W tym poście wspomnę tylko o trzech wspaniałych raweńskich budowlach. Będą to te, które oglądałam na własne oczy i to dwukrotnie, czyli Mauzoleum Galli Placydii, Bazylika San Vitale i Bazylika Sant' Apollinare Nuovo. 


 Obrazek  drugi - Rawenna pandemiczna

Byłam w Ravennie dwa razy, w 2016 r. i w 2021 r.

Pierwszy wyjazd był kameralny, w wąskim czteroosobowym gronie przyjaciół. Wracaliśmy do Polski po zwiedzaniu cudnej Kampanii. Niewiele trzeba było zboczyć z trasy, aby zobaczyć Rawennę i kolejne zabytki z listy UNESCO. Więc dlaczego by nie?

Rawenna niepandemiczna. A.D.2016 ( czyżbym wskazywała drogę za pomocą butelki?!).


Rawenna niepandemiczna.

Trzej muszkieterowie z Rawenny ( podobny klimaty ma zdjęcie z Meridy, zamieszczone tutaj https://mojepoznawanieswiata.blogspot.com/2021/06/merida-czyli-dlaczego-uwielbiam-film.html ).

Drugi wyjazd, pięć lat później, był w dużo większej, zorganizowanej grupie. Dostarczył mi mnóstwo najróżniejszych wrażeń, a piękno tego, co widziałam zrekompensowało w pełni trudy podróży.

Pomysłodawcą wyjazdu była Tatiana Chmielewska, właścicielka tomaszowskiego biura podróży. To ona postanowiła grupie śmiałków pokazać piękno Mezzogiorno, czyli obszaru na południu Półwyspu Apenińskiego obejmującego m.in. Basilicatę,  Apulię i Sycylię. Naszym punktem docelowym była bardzo interesująca, choć przez Polaków jeszcze nie do końca odkryta, Apulia. Droga do "obcasa włoskiego kozaczka" daleka, a gdzieś zatrzymać się trzeba. Rawenna jest doskonałą lokalizacją na przeżycie interesujących pierwszych wrażeń. 

Każdy z tych dwóch moich pobytów w Rawennie był wyjątkowy i niepowtarzalny. Inni ludzie, inny rodzaj podróżowania i relacji międzyludzkich, inna trasa i potrzeby … A czy Rawenna taka sama? I tak, i nie.

Tak samo piękne zabytki, cudne mozaiki,”oczycieszące” kolory i złocenia. Przepych przyciągający wzrok….

San Vitale -wnętrze.

Różnica jedna, ale jakby naznaczająca wszystko wokół. W 2016 nikt nie myślał o maseczkach czy dystansie w czasie zwiedzania. W 2021 roku podróżowaliśmy w czasie obostrzeń pandemicznych. Owszem, jechaliśmy tylko przez tzw. „białe strefy" we Włoszech, ale pandemia odciskała na nas swoje piętno cały czas i nie dawała o sobie zapomnieć. W Rawennie odczułam to najmocniej. Być może dlatego, ze północ Włoch bardzo silnie przeżyła kolejne fale pandemii i trauma z tym związana zmuszała ich do ostrożności. 

Osoby nadzorujące zwiedzanie w Rawennie jakby nie wiedziały, co zrobić z tak dużą grupą, jak nasza. Dzwoniono, deliberowano, w końcu wpuszczano nas od razu lub dzielono na kilka grup. Czułam ich ciągłą obawę i niepewność. W południowych Włoszech było już znacznie liberalniej i nie czuć było, że mamy do czynienia ze zwiedzaniem "w czasach zarazy". Owszem "Signora, mascherina" słyszałam w każdym miejscu, do którego zapomniałam wziąć maseczki (np. toaleta na stacji benzynowej), ale robiono to uprzejmie, jakby zwracając mi uwagę, że porządek i bezpieczeństwo, także moje, jest ważne. 

Nie myślcie jednak, że pandemia zniechęciła mnie do zwiedzania. Nic z tych rzeczy. Mimo wszystko...


Obrazek trzeci - mauzoleum niesamowitej kobiety. Oto Galla Placydia.



Galla Placydia była córką Teodozjusza Wielkiego, cesarza rzymskiego z IV wieku. Była także siostrą cesarza, albo nawet dwóch, żoną cesarza i także matką cesarza rzymskiego. (podać Wam wszystkie imiona? Żartowałam.). Sama w swoim wyjątkowo burzliwym życiu została królowa Wizygotów i cesarzową rzymską. Jej życiorys mógłby być kanwą serialu przygodowego z wątkiem romansowym w tle. Pewnie wzbudziłby niechęć feministek, bo czasy dla kobiet były trudne. Galia Placydia była traktowana jak karta przetargowa w rękach braci, a jej wolność warta była kilka ton zboża, które Wizygoci uzyskali pozwalając jej wrócić do Rawenny.  

Ulica Galli Placydii w Rawennie.

Zmarła w Rzymie w 450 r. i tam też została pochowana. W Rawennie wzniesiono dla niej mauzoleum,  ale nigdy nie stało się ono miejscem jej pochówku. Jest ono zachowane do dziś w prawie niezmienionej formie. Ceglane, proste - tak wyglądała wczesnochrześcijańska architektura na zewnątrz. No i oczywiście na dachu nieodłączna  szyszka, czyli ówczesny symbol odradzania się życia.

Zdjęcie Mauzoleum Galli Placydii zrobione w 2016 roku (niestety za każdym razem w Rawennie mam te same spodnie).

Za to wewnątrz - już wiecie: efekt WOW! Jest to zgodne z wczesnochrześcijańskim wyobrażeniem człowieka: z zewnątrz skromny, za to wewnątrz dusza wspaniała.

Do mauzoleum wchodziliśmy grupami. Przewodniczka musiała kilka razy powtarzać tekst, dla każdej grupy osobno. Pomieszczenie jest małe, ale nie w tym jego siła. Efekt  już od wejścia wywołują cudne mozaiki zachowane w idealnym stanie.

Na ścianach jest ośmiu apostołów oraz pijące wodę gołębie.

Ściany wewnętrzne i sklepienia zdobią cenne mozaiki. Przepięknie wykonane, w nadal żywych kolorach, budzą zdumienie dla kunsztu artystów z V wieku.

Tematyka mozaik jest oczywiście religijna i pełna symbolicznych odniesień.

Święty Wawrzyniec niesie krzyż i zbliża się do rozżarzonego rusztu,

na którym poniósł męczeńską śmierć.

W mauzoleum znajdują się także mozaiki zoomorficzne, roślinne i ornamentalne. Na tym fragmencie są wszystkie trzy rodzaje. Piękne, prawda? Połączenie  greckiego meandra i arabskiej arabeski.

Zdaniem ekspertów UNESCO w mauzoleum Galli Placydii są najpiękniejsze i najlepiej zachowane mozaiki w Rawennie. Nie zamierzam dyskutować z ekspertami UNESCO.

 W pobliżu Mauzoleum znajduje się lodziarnia, a w niej przysmak mający swoje korzenie na Sycylii: bułka z lodami (brioche con gelati). Podobno kiedyś było to śniadanie wieśniaków, idących w skwarze do pracy w polu. Warto spróbować.

Zdjęcie z 2016 roku.


Obrazek czwarty - Bazylika św. Witalisa  i najbardziej znane mozaiki na świecie

Bazylika św. Witalisa (San Vitale) pochodzi z VI wieku. To tutaj znajdują się słynne, znajdujące się w każdym podręczniku do historii, mozaiki przedstawiające bizantyjskiego cesarza Justyniana Wielkiego i jego żonę Teodorę (podobnie jak Bona Sforza ma ona czarny PR w historiografii).

Kościół jest nietypowy, bo wzniesiony na planie ośmioboku. To na tej budowli wzorował się Karol Wielki tworząc kaplicę w Akwizgranie i być może cesarz Fryderyk II Hohenstauf budując fascynujący Castel del Monte, o którym też kiedyś napiszę.

Rawenna pandemiczna

San Vitale zewnętrzna bryła.

Przez ponad trzydzieści lat pracy jako historyk przewertowałam wiele podręczników, i wierzcie mi, trudno znaleźć taki, w którym nie ma choć skrawka mozaiki z Bazyliki San Vitale z Rawenny. Portret cesarza Justyniana z tego miejsca to ikona stylu bizantyjskiego, a że Justynian "wielkim władcą był", jest wspominany na każdym poziomie edukacji historycznej. Jemu zawdzięczamy m.in. spisanie praw rzymskich (słynny Kodeks Justyniana) oraz budowę Haghii Sophii, jako świątyni chrześcijańskiej oczywiście. Wizerunek Justyniana z San Vitale jest ikoną ikon sztuki bizantyjskiej.


Rawenna pandemiczna
Justynian Wielki i jego świta - mozaika z San Vitale.

Kilka zdjęć z tej bazyliki i jej pięknych dekoracji zamieściłam na początku artykułu. Ich cudne kolory przyciągają wzrok.

Rawenna pandemiczna
Teodora, żona Justyniana Wielkiego, i jej orszak. Mozaika z San Vitale.

Pamiętacie ideę - piękne treści i istotne postaci w środku. Mozaiki pełne są symboliki, a w zasadzie nie ma tu nic, co by czegoś specjalnego nie znaczyło. Figury, ornamenty, przedmioty. Poniżej jeden z fragmentów tego bogactwa interpretacji.

Rawenna

Abel i Melchizedek przynoszą swoje dary

Każdy szczegół ma tu znaczenie: baranek, kielich, ręka boga.... 

I tak jest na każdym fragmencie każdej mozaiki!



          Obrazek piąty - Nowa bazylika św. Apolinarego 

            

Rawenna pandemiczna
Kościół jest ceglany i ma formę trójnawowej bazyliki (zdjęcie z 2021 r.).

Bazylika Sant' Apollinare Nuovo została wybudowana w VI wieku przez króla Ostrogotów Teodoryka jako kaplica pałacowa, przeznaczona dla arian. Ten odłam chrześcijaństwa wyznawali wtedy Ostrogoci, podobnie jak i większość barbarzyńców. W czasach Justyniana Wielkiego, po zdobyciu Rawenny przez Bizantyńczyków, kościół  został odebrany arianom, uznanych wtedy za heretyków i potępionych. Wtedy też zmieniono jego wystrój.

Rawenna pandemiczna

 Widać obie strony z mozaikami, ale po co te niebieskie krzesła?! Zdjęcie z 2016 roku.

We wnętrzu ściany boczne dekorowane są mozaikami składającymi się z trzech pasów przedstawień. W górnym ukazano sceny z Nowego Testamentu: cuda Jezusa i jego mękę. Poniżej, między oknami, widzimy apostołów i proroków. Pas dolny pierwotnie ukazywał dwa orszaki dworskie – orszak króla Teodoryka i jego żony. 

Te dwa najniższe ciągi scen zostały przerobione w VI wieku tak, że obecnie ukazują  procesje męczenników i męczennic, a nie, jak wcześniej, ariańskiego heretyka Teodoryka i jego pałac. Wizerunki heretyckiego władcy i symbole jego władzy nie mogły się przecież znajdować w prawowiernej bazylice. Prawda? 

Jednak zatrudnieni do tej przebudowy rzemieślnicy nie usunęli doszczętnie wszystkiego, zostawiając gdzieniegdzie ręce modlących się z dawnej wersji mozaiki.  Czemu ich nie usunięto? Nie wiemy, ale to o tych tych ariańskich rękach opowiada każdy przewodnik. Przewrotność historii. 

Rawenna pandemiczna

Lewa strona bazyliki - widoczne trzy pasy dekoracji.


Rawenna pandemiczna
    Rewia średniowiecznej mody po lewej stronie bazyliki. Kacper, Melchior  i Baltazar w   topowych getrach.

                  
Rawenna

Prawa strona bazyliki z przerobionym fragmentem dekoracji.


Rawenna - Bazylika Sant' Apollinare Nuovo  mojepoznawanieswiata.blogspot.com

Detal. Widzicie ręce pozostawione przez  partaczy z VI wieku?




 Obrazek szósty - boski Dante

                                W wędrówce życia, na połowie czasu,

Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,    

W głębi ciemnego znalazłem się lasu.           

Dante Alighieri „Boska komedia”          


Dante, florentczyk z urodzenia, pochowany jest w Rawennie, gdzie zmarł. Był genialnym poetą, włoskim wieszczem narodowym, który Boską komedię napisał w rodzimym języku, a nie po obowiązującej w XIV wieku łacinie. Prekursor renesansu i humanista. Polityczne zaangażowanie w walki florenckich stronnictw skończyło się dla niego wygnaniem. Dopiero później Florencja upomniała się o swojego wielkiego syna, ale zwłok poety jej nie oddano, ukrywając je wiele lat w Rawennie. Gdy papież osobiście zażądał oddania zwłok Dantego do Florencji odesłano.., pustą trumnę. Dante został w Rawennie i ma tam skromny, prosty grobowiec.

Grobowiec, a na szczypie kopuły... szyszka, symbol łask i dobrobytu, a dla

chrześcijan także  odradzającego się życia.

Rawenna 2021

Wnętrze grobowca Dantego Alighieri w Rawennie.


Nie będę Was zniechęcać do czytania mojego bloga i nie zacytuję za Dantem "Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy [tu] wchodzicie". Możecie śmiało wchodzić na mojego bloga bez obawy mąk piekielnych, no chyba, że czytanie sprawia Wam ból???


 Obrazek siódmy i ostatni. Kot z Rawenny

Obrazek siódmy jest ostatnim, bo siódemka była ważna dla wczesnochrześcijańskiej społeczności. Siódemka to cyfra magiczna, symboliczna dla różnych narodów, na różnych etapach dziejów od początku naszej cywilizacji. Szczególnie starożytni Sumerowie i Babilończycy byli bardzo zabobonni. Ważna dla nich była cyfra 7, ale także byli przekonani, że 13 jest pechowa, a czarny kot przynosi nieszczęście.

 Dla chrześcijan cyfra 7 symbolizowała cztery strony świata połączone z Trójcą Świętą. Symbol pełni i doskonałości. Ale ile kręgów kulturowych, tyle interpretacji.

Przejdź do nawigacjiPrzejdź do wyszukiwania
Rawenna niepandemiczna

Kot z Rawenny nie jest czarny, ale bajecznie kolorowy i mozaikowy.

 

Spójrzcie na kota z początku artykułu i tego ze zdjęcia powyżej. Poznajecie? To chyba ten sam. Czyżby czekał na mnie przez 5 lat? Jeśli tak, to to się nazywa wierność. Jeśli nie, to jak to można nazwać?