Campeche zostało odkryte dla
Europejczyków w 1517 r. przez ekspedycję hiszpańskiego konkwistadora Francisco
Hernándeza de Córdoby. Zamierzał on podbić cały Jukatan, ale opór plemion
indiańskich był tak silny, że uniemożliwił mu realizację celu. Dopiero w 1540
roku inny zdobywca, Francisco de Montejo “El Mozo”, zdobył Jukatan dla
Hiszpanii. Zbudował na gruzach dawnych budowli Majów osadę San Francisco de
Campeche. Pierwotna majańska nazwa tej miejscowości to Ah Kin Pech – „Miejsce
węży i kleszczy”. Możemy się domyślać, że pierwotnie na tym terenie roiło się
od różnorodnych, nie zawsze przyjaznych, zwierząt strefy międzyzwrotnikowej.
Zachowano część tradycyjnej nazwy, dodając przed nią, a jakże inaczej, świętego
Franciszka. Przypomnijmy, że konkwista prowadzona była, podobnie jak krucjaty w
średniowieczu czy podbój Prusów przez Krzyżaków, pod hasłami chrystianizacji i
w imieniu Boga.
Campeche, bo tak w skrócie nazywa się to
ponad dwustutysięczne miasto, stało się jednym z najważniejszych portów
Wicekrólestwa Nowej Hiszpanii. Obszar ten obejmował hiszpańskie kolonie w
Meksyku i krajach Ameryki Środkowej. Campeche było także bazą wypadową do
podboju przez „El Mozo” reszty Jukatanu i zakładania miast, między innymi
Méridy, o której dziejach także sobie kiedyś poopowiadamy.
Campeche i Merida to dwa miasta kolonialne, czyli pochodzące z czasów hiszpańskiego panowania. Kolonialna przeszłość Meksyku zostawiła po sobie obowiązujący tu język hiszpański i architekturę, stanowiącą mieszankę panującego w Europie w XVII wieku stylu barokowego i wpływów karaibskich. Styl ten nazywamy barokiem kolonialnym. Charakteryzuje się on bogatą kolorystyką, dużą ilością zdobień i monumentalizmem. Campeche stanowi jego doskonały przykład.
| Barok kolonialny w pełnej okazałości |
Dodatkowo, Campeche jest jedynym w całym Meksyku miastem-twierdzą. Generalnie, miasta kolonialne nie były otaczane murami. Skąd więc w Campeche mury obronne, bramy i warownie? Aby to zrozumieć, musimy cofnąć się do początków historii tego portu. Po założeniu miasta w 1540 roku szybko rozwijał się tu handel. Stąd właśnie wypływały obładowane różnymi towarami statki przewożące bogactwa Nowego Świata do metropolii, czyli Hiszpanii. Dobrobyt mieszkańców Campeche przyciągnął różnej maści piratów, często zbiegów z własnych krajów: Francuzów, Anglików, Holendrów. Osiedlali się oni na wyspach Morza Karaibskiego i tworzyli grupy tzw. bukanierów. Niezależnie od narodowości, piraci miejscowi czy bukanierzy dawali się we znaki całemu obszarowi Karaibów.
![]() |
| Bandera piratów - Jolly Roger |
Jakby tego było mało, oprócz piractwa o
charakterze typowo bandyckim, nastawionego na zyski prywatne piratów, rozwinęła
się również oficjalna, zinstytucjonalizowana forma piractwa, chroniona przez
władców państw. Część morskich rozbójników była wspierana przez Anglię i
Holandię, z zazdrością patrzące na kolonialne bogactwa Hiszpanii. W takim
przypadku mówimy już nie o piractwie, ale o korsarstwie. Jesteście oburzeni?
Władcy wspierający piratów? W historii to nic wyjątkowego. Na naszym polskim
podwórku taką działalność prowadzili niektórzy Jagiellonowie, a szczególnie
Zygmunt August wspierający tzw. kaprów. Mieli oni, zgodnie z umową, tzw. listem
kaperskim, napadać na statki „żeglugi narewskiej” zaopatrujące Iwana IV
Groźnego i monopolizujące handel w basenie Morza Bałtyckiego. Wszystko w ramach
racji stanu i nadrzędnego celu politycznego, jakim była walka o Dominium Maris
Baltici. Kaprowie na żołdzie ostatniego Jagiellona na polskim tronie, to tak
naprawdę korsarze o buntowniczej naturze, nie zawsze stosujący się do ogólnie
przyjętych reguł. Król próbował okiełznać ten piracki żywioł tworząc specjalnie
w tym celu Komisję Morską. Wymyślono dla nich też poprawną politycznie nazwę -
„strażnicy morza”.
![]() |
| Kaperska tradycja nie ginie w narodzie |
Opuśćmy
jednak bliskie sercu Morze Bałtyckie i wróćmy na Karaiby. Campeche było
nagminnie atakowane, jak nie przez piratów, to przez bukanierów lub korsarzy.
Rabusie czasem zawiązywali koalicje, aby skuteczniej uprawiać swój proceder.
Tak, czy inaczej miasto było wielokrotnie plądrowane, obywatele rabowani, a
budynki palone. Po niektórych z tych najazdów ludność Campeche zmniejszała się
o prawie jedną trzecią. Któż to plądrował Campeche? Czy znamy nazwiska tych
piratów? Owszem, znamy nazwiska tych najsłynniejszych, o których opowiadano
legendy. Słyszeliście o Francisie Drake’u? O Henrym Morganie? To oni rabowali
Campeche!
Aby wprowadzić Was w atmosferę pirackich
przygód, proponuję, jako tło muzyczne, posłuchanie pirackiej pieśni. Być może
podobną nucił Henry Morgan łupiąc bezlitośnie Campeche.
W
końcu XVII wieku władze miasta podjęły decyzję o fortyfikacji Campeche i
przeciwdziałaniu dalszym pirackim grabieżom. Efektem końcowym był mur obronny o
długości ponad dwóch i pół kilometra z ośmioma basztami, okalający miasto ze
wszystkich stron. Do dziś pozostały obie bramy wjazdowe, jedna od strony morza
(Puerta de Mar), druga od strony lądu (Puerta de Tierra) i około 500 m murów
obronnych.
| Brama Morska - przez nią wychodzimy ze starego centrum Campeche i idziemy w stronę Zatoki Meksykańskiej |
![]() |
![]() |
| Dustin Hofman jako kapitan Hak |
Ale najbardziej znany wizerunek pirata w ostatnich latach kino stworzyło w serii filmów „Piraci z Karaibów”, a przygody Johnny'ego Deppa jako Jacka Sparrowa oglądają widzowie na całym świecie. Jest tam wszystko, co kojarzy nam się z wizerunkiem pirata, a nawet dużo więcej. Wszystkie ikony, klisze i kalki. Są więc opaski na oczy (wszystko jedno prawdziwe czy fałszywe), sztuczne nogi, kapelusze, skarby, tajemnicze mapy, a również sprawdzanie autentyczności złotych monet jedyną dostępną wtedy metodą, czyli własnymi zębami. Są rezolutne papugi i ćwiczone w pirackim rzemiośle małpy. Są plusy i minusy awanturniczego życia, ubarwione szelmowskim uśmiechem Johnny'ego Deppa. Dobre rozrywkowe kino.
Posłuchajcie muzycznego motywu przewodniego tej serii i dajcie się na chwilę przenieść w sam środek karaibskiej przygody.
Czy nie naszła Was ochota, aby trochę pożeglować na "Czarnej perle", poczuć "wiatr we włosach" i krzyknąć "Ahoj przygodo"?
I
jest jeszcze coś, o czym nie mogę zapomnieć: lejący się strumieniami ulubiony
trunek piratów z Karaibów, czyli rum. Jednym z najsłynniejszych bukanierów XVII
wieku, również napadającym na Campeche, był Henry Morgan - Walijczyk w służbie
króla Anglii Karola II. Zwano go Królem Bukanierów. Zdobył m.in. Jamajkę. Potem
jednak porzucił korsarstwo, otrzymał tytuł szlachecki i jako wicegubernator
powrócił na Jamajkę. Od tej pory zaciekle zwalczał bukanierów, a wiedział
doskonale, jak to robić.
Nie wiadomo czy kapitan Morgan byłby zadowolony ze swojego wizerunku w dzisiejszej popkulturze. Z półek w każdym sklepie czy stoisku monopolowym spogląda na nas w stroju pirackim, z nogą opartą o beczułkę rumu.
![]() |
Chyba jednak nie.
Możemy zapomnieć o całym tym pirackim anturażu, o kapeluszach, kolczykach i
innych pirackich ozdobach. Piraci wyglądali jak inni marynarze i wiedli bardzo
ciężkie życie, no ale taki zawód wybrali. Ich życie to nie była hollywoodzka
bajka, ale rzeczywistość pełna brudu, szczurów, chorób i groźnych ran, których
nie miał kto leczyć. Ich codziennością było popsute jedzenie i nieświeża woda.
Piraci często tracili w walce oczy, nogi czy ręce. Wielu było bezzębnych,
bo i higiena żadna, ale i bójki nie sprzyjały
kompletnemu uzębieniu. Większość umierała w walce lub na szubienicy, rzadko który,
jak Henry Morgan, we własnym łóżku. Ale i jego gnębiły liczne choroby
wynikające z wcześniejszego stylu życia. Co ciekawe, jego grób na Jamajce w
czasie jednego z trzęsień ziemi został zabrany przez morze. Jego szczątki
ostatecznie spoczęły jednak w głębinach.
I jeszcze jedna uwaga. To, co pięknie wygląda na obrazach, czy w filmach, niekoniecznie jest praktyczne w użyciu. To tak jak z naszymi husarzami. W lamparcich skórach, ze skrzydłami doczepionymi do siodeł lub zbroi, budzili podziw...na paradach. Walczyli jednak w stroju, który nie krępował niepotrzebnie ruchów i dawał możliwość przeżycia.
Czy w Campeche interesujące są tylko mury obronne i burzliwa przeszłość z piratami w rolach głównych? Nic z tych rzeczy. Mury obronne otaczają dziś bajecznie kolorowe, historyczne centrum miasta.
![]() |
| Kolorowe uliczki w Campeche |
Barwne elewacje niskich budynków
zachęcały do robienia zdjęć. Spacerowaliśmy zatopieni w niepowtarzalnym
klimacie kolonialnego miasta. Cieszyliśmy się słoneczną pogodą,
a intensywne kolory starej dzielnicy
Campeche nastrajały nas optymistycznie.
Cisza, spokój i leniwy spacer. |
Czasami miałam wrażenie, że jestem na jakimś planie filmowym. Otaczała nas niesamowita atmosfera, jakby z bajek dla dzieci lub z filmów o dobrych wróżkach. Być może trochę mi to przypomina sielankowe kadry z serialu "Good place"? Czy tu też za elewacjami kryje się inna, już nie całkiem bajkowa, rzeczywistość? Nie byłam na tyle dociekliwa, żeby to sprawdzić.
W żadnym miejscu Campeche nie można zapomnieć o jego pirackiej historii. Ot, pamiątkowa ławeczka, jakich wiele także w Polsce, choćby w bliskiej mi Łodzi. Nie siedzi na niej jednak znany pisarz, czy polityk, ale pirat właśnie, reklamujący hotel i restaurację „Don Gustavo”. Nie oparliśmy się chęci zajęcia miejsca przy tak ważniej personie.
![]() |
| Idziemy w stronę Zatoki Meksykańskiej, parasolki nad nami. |
![]() |
| Zachód słońca nad Zatoką Meksykańską |
![]() |
| Zachód słońca-wszędzie równie piękny |
![]() |
![]() |
| Bulwar w Campeche - miejsce spacerów turystów |
Wśród
kościołów Campeche palmę pierwszeństwa dzierży katedra, wznosząca się przy
głównym placu miasta, czyli zócalo. Budowę rozpoczęto tuż po założeniu
Campeche, w 1540 r., ale przez kolejne 150 lat nie udało się jej ukończyć z
powodu ciągłych ataków piratów.
![]() |
| Sielankowy obrazek głównego placu w Campeche |
![]() |
| Ten piękny budynek to El Palacio Centro Cultural. W środku jest m.in muzeum z makietami statków, wizerunkami piratów, mapami i fragmentami wyposażenia okrętów. Nasi panowie byli zachwyceni. |
![]() |
| Makieta pirackiej fregaty - jedna z wielu, które widzieliśmy. |
Nasz
krótki, jednodniowy pobyt w Campeche pozostawił mi w pamięci barwną
mozaikę z historią konkwisty i piractwa w tle. W czasie naszego
spaceru podziwialiśmy doskonale zachowane XVII-wieczne mury i
fortyfikacje, kolorowe budynki z epoki kolonialnej oraz główny plac z imponującą
katedrą. Wszystkie te zabytki doceniło UNESCO, wpisując w 1999 r. centrum
miasta na Listę Światowego Dziedzictwa.
Jeśli myślicie, że zapomniałam o Majach, to jesteście w błędzie. Następny artykuł poświęcę uroczemu Uxmal, które zrobiło na mnie niezapomniane wrażenie. Przeniesiemy się do krainy pasjonatów liczby trzy, eleganckiej architektury i gry w piłkę.
Artykuł ten dedykuję pewnemu wielbicielowi „Kapitana
Morgana”.
Krzysztofie K., to dla Ciebie!


















