Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania tatarzy, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania tatarzy, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

07 września 2020

Polska egzotyczna

 „Polska wielu kultur” okiem historyka(refleksje po konferencji wyjazdowej).

Ucząc historii wielokrotnie przekonałam się, że największe efekty dydaktyczne osiąga nauczyciel, który na własne oczy widział to, o czym opowiada. Oczywiście, nie zawsze jest to wykonalne, ale…Opowiadanie uczniom o pyle z piramid, który osiada na ubraniu, o patrzącej prosto w oczy Mona Lisie, o pięknie Piety, gdy się  wszystko to czuło i widziało, powoduje, że moi uczniowie o wiele łatwiej zapamiętują fakty historyczne, często ubarwiane zdjęciami.

Natomiast, jako nauczycielowi wiedzy o społeczeństwie wielokrotnie brakowało  mi osobistych odniesień, np. w czasie lekcji o mniejszościach narodowych i euroregionach. Oczywiście można podać uczniom suche fakty ( daty, miejsca, liczby), ale taka wiedza szybko ulega zapomnieniu i nie budzi emocji, dzięki którym proces dydaktyczny jest, moim zdaniem, pełniejszy.

Kiedy więc zauważyłam informację o szkoleniu wyjazdowym „Polska wielu kultur” nie wahałam się ani chwili.  W temacie konferencji zabrzmiały miłe dla mojego ucha skojarzenia z Rzeczpospolitą Obojga Narodów, gdzie wielokulturowość była oczywistością. Czasy, w których Jan Zamoyski zakładając Zamość zaplanował tam i kościół, i synagogę, i cerkiew. Na zajęciach zawsze podkreślam znaczenie, pochodzącego z tych właśnie czasów, pierwszego w naszej historii dokumentu o tolerancji „Aktu konfederacji warszawskiej”. W centralnej Polsce pozbawieni jesteśmy pierwiastka mieszania się kultur, a więc tym ciekawszy wydał mi się program konferencji. Tatarzy w Polsce, cerkwie , meczety… Brzmiało to dla mnie tajemniczo i egzotycznie.

Pierwszy dzień był typowo przyrodniczy-zajęcia warsztatowe na terenie Białowieskiego Parku Narodowego. Ale nic co ludzkie nie jest mi obce, więc z ciekawością przyglądałam się z jaką pasją obecni na konferencji biolodzy i geografowie mierzyli kwasowość gleby, wilgotność i  temperaturę. Jak za pomocą lornetek i specjalistycznych przyrządów badali otaczającą nas przyrodę. Piękna puszcza, dzika i naturalna. Zgodnie z mottem zamieszczonym przy wejściu do puszczy „nie zabraliśmy nic poza zdjęciami i nie zostawiliśmy nic poza śladami stóp”.

Cerkiew w Białowieży

Wieczorem przyjechaliśmy do Kruszynian – jedynej, poza Bohonikami, polskiej wsi tatarskiej w granicach Polski po II wojnie światowej. Wieś została założona prawdopodobnie w wieku XVI.
W XVII wieku król Jan III Sobieski nadał ją Tatarom w zamian za zaległy żołd. Osadzeni muzułmanie, zwani Lipkami, walczyli po stronie Polski w wojnie z Turkami. Osiadł tu na stałe m.in. płk Samuel Murza Krzeczowski, który uratował życie Janowi III Sobieskiemu w bitwie pod Parkanami.

Kruszyniany -tablica informacyjna 

 Jadąc do Kruszynian zastanawiałam się nad moimi skojarzeniami z Tatarami: Czyngis-chan, Batu-chan, Legnica, śmierć Henryka Pobożnego, Złota Orda, Lipkowie, jurty, kumys, jarłyk, Kulikowe Pole i …Azja Tuhajbejowicz. Pojęcia te mogę mnożyć, ale to wciąż historia. A jak wygląda to teraz?
Kruszyniany. 
Już sama nazwa budzi skojarzenia z dawnymi polskimi kresami, brzmi śpiewnie i egzotycznie. Obecnie istnieje tam prężnie rozwijający się ośrodek kultury Tatarów polskich. Nigdy nie przypuszczałam, że będę biesiadowała w „Tatarskiej Jurcie”. Tak bowiem nazywa się gospodarstwo agroturystyczne, którego gośćmi byliśmy dwa dni. Stworzyła go Tatarka z dziada pradziada, żona Tatara, matka dorodnych tatarskich córek Dżenneta Bogdanowicz. Pochodzi, jak podkreślała, z Tatarów krymskich, czyli o bardziej europejskich rysach i jasnej karnacji. Jej wygląd i kultura zdecydowanie łamie stereotyp sienkiewiczowskiego Tatara. Wiedziałam, że mamy poznawać tatarską kulturę i zwyczaje, ale nie myślałam, że aż tak dogłębnie poznam tajniki tatarskiej kuchni.
Tatarska Jurta. Kierunek na pieriekaczewnik  
Tatarska jurta- wnętrze

Pani Dżenneta przywitała nas serdecznie, choć byliśmy nieco spóźnieni. Czekały na nas fartuchy, miski, mąka i wszystkie inne składniki niezbędne do przygotowania specjału kuchni tatarskiej–pierekaczewnika. Najlepszej jakości składniki i dużo ciężkiej fizycznej pracy daje przepyszny efekt. Jak mawia Pani Dżenneta z „czegoś taniego nie zrobisz czegoś dobrego”. Ważna jest jakość, nie ilość. Potrawa ta, to rodzaj rolady z ciasta pieczonego z mięsnym farszem. Mięso powinno być z gęsi, ale nam zaserwowano indycze. Pierekaczewnik uzyskał unijny certyfikat
  i nie może być produkowany ani sprzedawany w innym miejscu. Jest to tradycyjna, świąteczna potrawa. Jak podkreślała gospodyni, potrawa  bajramowa. Własnoręcznie robiony pierekaczewnik to dopiero regionalizm. Pyszny!  
  Dżenneta Bogdanowicz
                                                
"Nasz" pieriekaczewnik

Następnego dnia zwiedzamy tajemniczy mizar, cmentarz muzułmański z kamiennymi tablicami i nagrobkami, na których napisy są zarówno po polsku, jak  i po arabsku. Oprowadza nas Dżemil Gembicki, uroczy, dowcipny młody człowiek. Oczywiście Tatar z pochodzenia, o trochę egzotycznej urodzie. Opowiada z wielką elokwencją i znawstwem o tatarskich zwyczajach pogrzebowych. Zmarli są pochowani w ziemnych lub murowanych grobach bez trumny, oczywiście głową w stronę Mekki. Napisy na tablicach są także na ich tylnej stronie.  Uświadamiam sobie, że ucząc o tym wiele lat, po raz pierwszy widzę taką nekropolię osobiście. Choć i tu wkradają się klimaty współżycia z innymi religiami. Na grobach widzimy zapalone świece i położone  kwiaty – to chrześcijańscy sąsiedzi oddają szacunek zmarłym. Nikomu nie przeszkadza takie przenikanie się kultur, a wręcz przeciwnie – nasz przewodnik podkreślał ten fakt z zadowoleniem.
Mizar w Kruszynianach


Cmentarz w Kruszynianach-widać koegzystencję islamu i chrześcijaństwa

 Przechodzimy następnie do pobliskiego meczetu. Jest to drewniana budowla  z końca XVIII wieku (jeden z dwóch najstarszych w Polsce meczetów).Zdejmuję buty przed wejściem do świątyni, siedzę na podłodze i widzę na własne oczy mihrab, czyli znajdującą się w ścianie meczetu niszę skierowana w stronę Mekki. Dżemil zaczyna opowiadać w charakterystyczny, trochę pośpieszny sposób. Wszyscy zafascynowani wpatrują się w postać tego opiekuna meczetu w Kruszynianach. Jego żoną jest chrześcijanka –„serce nie sługa” jak stwierdza. Mają dwoje dzieci. Na nasze oczywiste, dotyczące wyznania potomstwa pytanie, wyartykułowane w sposób „A co z dziećmi?”, odpowiada dowcipnie „piękne i mądre”. Po chwili poważnieje i wyjaśnia, że córka jest chrześcijanką, a syn muzułmaninem. Przykład tolerancji, współistnienia z życia wzięty. Bezcenne.

Meczet w Kruszynianach

Mihrab w meczecie w Kruszynianach

Wnętrze meczetu w Kruszynianach

  Wyjeżdżamy. Muszę się oderwać od orientalnych, islamskich klimatów i wejść w trochę nam bliższą   atmosferę rzędów palących się świec, kadzideł, świątyń z charakterystycznymi kopułami, pisanych         ikon… Prawosławie. Jako historyk wiem o wielkiej schizmie wschodniej w 1054, różnicach 
w obrzędach i zdobnictwie między cerkwią i kościołem, popach, ikonach… Jedziemy do Supraśla. Zwiedzamy prawosławny, męski monastyr z XVIII wieku. Witają nas niesamowite dźwięki przepięknego liturgicznego śpiewu. Głos ludzki w czystej postaci, niezakłócony żadnym instrumentem. Czekając na wejście do klasztoru stoimy zasłuchani.

Monastyr w Supraślu -widok ogólny

Monastyr w Supraślu-fragment

Oprowadza nas bardzo młody i bardzo przystojny zakonnik. Opowiada o historii monastyru. Wokół ikony, tajemnicze zapachy, przepiękne zdobienia. Szkoda, ze nie możemy zobaczyć muzeum ikon, najchętniej odwiedzanego muzeum na Podlasiu. Przewodnik podkreśla, że ikon się nie maluje, ale pisze.

Monastyr w Supraślu-fragment

Z Supraśla kierujemy się w stronę stolicy województwa podlaskiego Białegostoku. Dane nam było oglądać przepiękny kompleks parkowo-pałacowy Branickich. Nie tych znanych z podręczników historii zdrajców Branickich herbu Korczak, ale innej linii tego rodu Branickich herbu Gryf. Podziwiam barokową elewację czując, że coś podobnego już kiedyś widziałam. Może przypomina mi Schönbrunn, letnią rezydencję Habsburgów? Ogród w stylu francuskim, pieczołowicie odtworzony ze środków unijnych.
Pałac Branickich w Białymstoku-fragment parku

Pałac Branickich w Białymstoku-fragment parku

Pałac Branickich w Białymstoku-fragment parku

    Co za dzień! Od mizaru do ogrodu w stylu francuskim. Takie jest Podlasie. A na deser, choć w zasadzie na kolację w „Tatarskiej jurcie” jemy łapszę i belysz. Smaki Podlasia.

    Ostatni dzień to znowu wielka różnorodność. Kolejne niespodzianki i zaskoczenia były już oczywistością. Ale takiego nierzeczywistego błękitu wśród gęstwiny lasu chyba nikt nie przewidział. Bajkowa Cerkiew Ikony Matki Bożej „Wszystkich strapionych radość” w Koterce na granicy polsko-białoruskiej, nieduża, urokliwa. Byliśmy szczęśliwcami, którzy trafili akurat na niedzielne nabożeństwo i mogliśmy zajrzeć do środka. Pop w stroju liturgicznym, błękitne zdobienia, złoty ikonostas. Pięknie. Moją uwagę jako historyka przykuło jednak coś innego – po raz pierwszy usłyszałam na żywo zdania wypowiadane w języku staro-cerkiewnosłowiańskim. W tym bowiem języku duchowny właśnie odprawiał nabożeństwo. Przecież to do tego języka Cyryl i Metody opracowali głagolicę!

Granica polsko-białoruska w Koterce

Cudowna cerkiew w Koterce

Wnętrze cerkwi w Koterce 

Wnętrze cerkwi w Koterce

Wnętrze cerkwi w Koterce

 Następny punkt programu, wyczekiwany przez niektórych najbardziej, to Grabarka-serce prawosławia w Polsce. Kiedy tylko weszłam na schody prowadzące na wzgórze ze świątynią poczułam magię tego miejsca. Chodziłam miedzy tysiącami krzyży, przyglądałam się napisom , wstążkom i wydrapanym literom. Podobnie czułam się na cmentarzu na Rossie, choć to inna nekropolia i inna historia.

Grabarka-krzyże prawosławne 

Grabarka-krzyże prawosławne 

Grabarka-krzyże prawosławne 

     Przyszło mi wtedy do głowy określenie, na to co czułam i co chyba dobrze oddaje charakter  naszej podlaskiej wędrówki – ekumenizm, ale dodatkowo poszerzony o elementy szeroko pojętego humanizmu. Ekumeniczne nekropolie, wielojęzyczne napisy, krzyże chrześcijańskie, krzyże prawosławne, gwiazdy i półksiężyce. To będę pamiętać. I ludzi z pasją. Na pożegnanie Drohiczyn z Górą Zamkową i przepięknym widokiem na zakole Bugu.
Zakole Bugu w Drohiczynie


Zakole Bugu w Drohiczynie
 
    Na końcu każdego postu będę umieszczać zdjęcia z kategorii dziwne lub ulubione. Często są to eksperymenty fotograficzne .Ocenę zostawiam czytelnikom

Jedno z moich ulubionych zdjęć z tej wyprawy robione przez Anię P.

Kruszyniany wyprawa o świcie

Tablica ze Świętej Góry Grabarki 

Nietypowe ujęcie


Jeszcze szron na roślinach, a my już fotograficznych łowach

Dla wtajemniczonych







08 października 2021

Kraina Wygasłych Wulkanów

 

Tym razem poniosło mnie do Krainy Wygasłych Wulkanów. Słyszeliście o czymś takim? Nie? A jednak jest w naszym kraju taki region, a w nim pozostałości dawnych wulkanów. Wprawdzie dziś dawne stożki wulkaniczne to bardziej wzgórza niż góry, ale powstały przecież w permie, bagatela  ponad 250 mln lat temu! Czas, wiatr i mróz zrobiły swoje. Gdzie leży ta oryginalna kraina? Aby ją poznać należy udać się do województwa dolnośląskiego, a dokładnie na Pogórze Kaczawskie.

Pierwszą z naszych wulkanicznych „zdobyczy” była Ostrzyca (501 m n.p.m.). Jest ona nie tylko najwyższym wzniesieniem Pogórza Kaczawskiego, ale ma także niezwykle wyrazistą stożkową sylwetkę. 

Ostrzyca

Wzniesienie to stanowi relikt dawnych obszarów wulkanicznych i jest pozostałością komina wygasłego wulkanu. Zdecydowanie na wyrost wzgórze to zwane jest „Śląską Fujijamą”, co z dumą pokazuje tablica informacyjna.


Nośny tytuł nawiązuje do wulkanicznej genezy Ostrzycy, ale wysokość nie ta, inny też rodzaj góry i geneza powstania. Ale, wiadomo, marketing….Na szczycie to, co tygrysy lubią najbardziej: zdjęcia na skałkach, w różnych pozycjach i konfiguracjach oraz ładna perspektywa na okolicę.




Ostrzyca to nie jedyna pozostałość po polskich wulkanach. Zapraszam na górę Wielisławkę(375 m n.p.m.). Znajduje się tu ciekawa forma skalna, tak zwane „Organy Wielisławskie”.


Stygnąca w kominie wulkanicznym lawa przybrała unikatową formą pionową, tworząc rodzaj słupów, które mogą się kojarzyć z organowymi piszczałkami.  „Organy” są bardzo malownicze i dają duże możliwości kreowania ciekawych fotograficznych sytuacji, co widać na zdjęciach poniżej.

A gdy ktoś lubi historię i ma dość geologii? Proszę bardzo. Zapraszamy do Zamku Grodziec na wulkanicznych wzniesieniu …Grodziec(  389 m n.p.m.). 

Zamek zbudowali książęta piastowscy w XII wieku i służył celom obronnym. Jak wiadomo, najlepszym miejscem do obrony jest wzgórze, którego zdobycie jest utrudnione przez naturalne przeszkody. Poza tym stożkowata forma wzniesienia na płaskim terenie była dobrym punktem obserwacyjnym.


Na Dolnym Śląsku mnóstwo jest różnorodnych obronnych  budowli, bo region był przez wieki mocno targany konfliktami. Tę sytuację dobrze ilustruje historia zamku Grodziec, który przechodził wielokrotnie z rąk do rąk. Polacy, Czesi, Szwedzi, Austriacy, Niemcy... Te wszystkie nacje odegrały ważną rolę w historii budowli. Zamek był wielokrotnie niszczony, np. w czasie wojen husyckich i rozbudowywany w różnych stylach np. renesansowym w XVI wieku.




Najbardziej do zniszczenia  Zamku Grodziec przyczynili się   Szwedzi, którzy w XVII w., w czasie wojny 30-letniej, kompletnie go zrujnowali. Dodatkowo wybuchł wtedy pożar, który zniszczył dużą część zabudowań.  Zamek zaczęto odbudowywać już w XVII wieku, ale do świetności doprowadzono go dopiero, gdy stał się własnością arystokratycznych rodów austriackich. W XIX wieku część pomieszczeń udostępniono  do zwiedzania! Na początku XX wieku niemieccy właściciele przeprowadzili już bardzo planową odbudową zatrudniając renomowanego architekta.


W czasach II wojny światowej mieszkał tu  prominentny polityk  III Rzeszy, przyjaciel Hitlera i ostatni właściciel zamku  Herbert von Dirksen. Przechowywano tam także  dokumenty berlińskiej Biblioteki Państwowej. Niestety, gdy Rosjanie zajęli zamek w 1945 roku podpalili te zbiory, niszcząc największą salę zamku, Salę Rycerską. 

 

Zamek Grodziec został wpisany się na listę zabytków Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Znajduje się w nim np. najlepiej zachowana gotycka sala na Dolnym Śląsku.



Zamek ma wiele różnorodnych pomieszczeń, wież i krużganków. Z przyjemnością przechadzałam się po zamkowych pokojach i wspinałam kręconymi, stromymi schodami na szczyty wież. 





Zamek  jest bardzo malowniczy. Daje to animatorom kultury i filmowcom duże pole do popisu. Pracowały w nim ekipy filmowe ze Szwecji, Francji czy Rosji. Kręcono tu także niektóre sceny do polskiego serialu „Korona królów”.



Organizowane są tu także turnieje rycerskie, biesiady regionalne czy święta lokalnych wytwórców miodu i wina ( z czego nie omieszkałam skorzystać).

I na koniec, choć  już nie szlakiem polskich wulkanów, zapraszam Was do "Kolorowych Jeziorek" w Rudawach Janowickich, jednym z pasm sudeckich. "Kolorowe Jeziorka" to cztery stawy u podnóża Wielkiej Kopy (871 m n.p.m.) w Rudawskim Parku Krajobrazowym, w województwie dolnośląskim. 

"Kolorowe jeziorka" powstały w miejscu wyrobisk dawnych niemieckich kopalń z XVIII wieku. Wydobywano w nich piryt, przerabiany następnie na kwas siarkowy. Do dziś różnorodne związki chemiczne zawarte w skałach nadają wodzie bajeczne kolory. I to dzięki temu zjawisku możemy podziwiać Jeziorko Żółte, Purpurowe, Błękitne i Czarne. 





Związki żelaza, siarki czy miedzi zawarte w wodzie w promieniach słońca tworzą często niezapomniane widowisko. My trafiliśmy na wyjątkowo niski stan wody i mimo słońca zjawisko nie było w pełni spektakularne. Ale i tak było uroczo. Miałam wrażenie, podobnie jak w Plitwickich Jeziorach w Chorwacji, że woda, jak farba, zabarwi mi skórę jeśli zanurzę rękę w jeziorku.

Jak to na każdej wycieczce zdarzają się różne dziwaczne lub niesamowite sytuacje. To jedna z nich.

Bez komentarza.


Na zakończenie moja refleksja: czy mamy własną Fujijamę i Plitwickie Jeziora? Nie do końca, ale miejsce te i tak są warte zobaczenia. Mało znane, pobudzające wyobraźnie i zostawiające w pamięci wyraźny ślad…Te i inne cudowności(np. takie https://mojepoznawanieswiata.blogspot.com/search?q=tatarzy) mogłam zobaczyć dzięki organizatorom z PTSM Piotrków Trybunalski. Dziękuję szczególnie Annie P., która mnie do tych eskapad kiedyś namówiła.