16 października 2020

Belize niehistorycznie





Ciekawe hasło reklamujące Belize. Odwołuje się do angielskiej frazy "You better believe it" ("Lepiej w to uwierz"), w której zmieniono tylko dwie litery, aby otrzymać jasne przesłanie: Belize jest ciekawe, ekscytujące i nie uwierzycie jak tu jest, póki nie przyjedziecie. I rzeczywiście, czasami trudno uwierzyć w kontrasty panujące w tym kraju. Jesteście ciekawi? To zapraszam.

O Belize wspominałam już w poprzednim poście o Lamanai. Oglądanie tego niesamowitego, zatopionego w dżungli, ośrodka kultury Majów i podroż do niego łodzią  pędzącą po krętych zakolach New River z prędkością momentami około 50 km/h było rzeczywiście niewiarygodnym doznaniem. Ale Belize ma także inne atrakcje. Kraj pełen sprzeczności, niby po angielsku uporządkowany, ale targany siłami natury, które nie pozwalają na stabilny rozwój. Huragany niszczą ten kraj systematycznie. Jeden z nich o nazwie Hattie w 1961 roku zniszczył dawną stolicę kraju Belize City. Wtedy też podjęto decyzję o budowie nowej stolicy Belmopan w głębi kraju. Belmopan nie ma nawet 20 tysięcy mieszkańców. Belize City, dawna stolica, ma niecałe 60 tysięcy, a cały kraj mniej niż 400 tysięcy.

Historia Belize w pigułce wygląda tak: Majowie władali tym obszarem aż do konkwisty w XVI wieku, potem oczywiście Hiszpanie. Od XIX wieku państwo to istniało jako kolonia Honduras Brytyjski aż do roku 1981, kiedy to powstało Belize. Głową państwa jest obecnie królowa Elżbieta II, reprezentowana przez gubernatora. Lokalna waluta, choć zwie się dolar belizeński, posiada wizerunek brytyjskiej monarchini.

Dom Gubernatora( Government House) w Belize City

Przejeżdżając autokarem przez Belize zwróciliśmy uwagę na wielką biedę widoczną na każdym kroku. Mijaliśmy okolice nie tylko zaśmiecone i zaniedbane. Uwagę naszą przykuwały  niedokończone domy i prowizoryczne chatynki. Zastanawiał mnie  rodzaj tymczasowości mijanych zabudowań. Budynki ledwo stojące, jakby miały się za chwilę przewrócić. Czy to niechlujstwo mieszkańców? Nic z tych rzeczy! To natura wymusza mieszkanie w czymś, co nie ma wielkiej wartości, bo za chwilę może już nie istnieć. I to my narzekamy na klimat! Obok ledwo skleconych budynków stały całkiem przyzwoite  samochody. Co za kontrast!  To też podyktowane jest realiami naturalnego środowiska. Samochód musi być dobry i sprawny, aby można było uciec przed huraganem. Samochód po prostu ratuje życie. 

Dawna stolica, czyli Belize City, nie zrobiła na nas wielkiego wrażenia. Podobało nam się kilka budynków, a jakże w stylu kolonialnym. Spuścizna brytyjska reprezentuje zdecydowanie wyższą kulturę architektoniczną. Zobaczyliśmy Dom Gubernatora (Government House), budynki mariny, budynek sądu (Supreme Court) i chyba najciekawszy element –Katedrę św. Jana (St. John`s Cathedral).

Budynek sądu (Supreme Court) w Belize City

Anglikańska katedra św. Jana w Belize City-symbol kolonialnej przeszłości Belize

Katedra św. Jana to najstarszy anglikański kościół w Ameryce Środkowej. Zbudowano go z cegły, która była balastem na angielskich statkach, a budowali ją niewolnicy sprowadzani z Afryki.  "Misja białego człowieka" w wersji belizeńskiej?

W Belize dominują katolicy.  Podobne jak wcześniej w Cancun w Meksyku, zobaczyliśmy bardzo oryginalne dla nas zjawisko.  Byliśmy na naszej wyprawie na początku stycznia, niedługo po świętach Bożego Narodzenia. Bożonarodzeniowe drzewko, ubrane tradycyjnie, stojące  koło palm, w karaibskim słońcu? Tak, właśnie. Niecodzienne zjawisko.

Drzewko bożonarodzeniowe przed Katedrą św. Jana w Belize City-styczeń 2020 r.

Budynek w stylu kolonialnym w Belize City

 Marina w Belize City

Po angielskiej dominacji zostały jednak także świątynie protestanckie i protestanci w wielu różnych odmianach. Przypomnę choćby mennonitów w Lamanai. Mieszanki religijnej dopełniają wyznawcy tradycyjnej religii Majów, a także buddyści, rastafarianie i bahaiści... O tych ostatnich dużo ciekawych informacji zdobyłam w czasie wyprawy do Izraela i być może kiedyś wrócę do tego tematu.

Belizeńczycy na rzece New River-rożne rysy twarzy i karnacje oraz być może religie( czapka rastafariańska chyba o czymś świadczy)

Na nabrzeżu ustawiono kolorowy napis BELIZE. Jest to miejsce namiętnie  uwieczniane przez turystów, którzy pozują przy poszczególnych literach. My też pozowaliśmy, ale niech te zdjęcia zostaną w głębokich zakamarkach mojego komputera.


 W tle latarnia morska i grób Barona Blissa 

 

Obok napisu BELIZE znajduje się latarnia morska, ale nie ona najbardziej zwróciła moją uwagę. Obok niej jest grób największego dobroczyńcy Belize Barona Blissa. Był to brytyjski podróżnik, który przekazał dwa miliony dolarów na rozwój ówczesnej kolonii Honduras Brytyjski. Co roku 9 marca  mieszkańcy Belize obchodzą święto narodowe– Dzień Barona Blissa (Baron Bliss Day).

Latarnia morska z grobem Barona Blissa

Nocleg  mieliśmy w hotel „Ramada”. Po zaniedbanych dzielnicach Belize City, które oglądaliśmy wcześniej, spodziewaliśmy się raczej przeciętnych warunków. I tu następne zadziwienie i belizeński kontrast. Hotel był bardzo elegancką "złotą klatką”. Zwiedzaliśmy trzy kraje, ale tylko w Belize, tylko w hotelu „Ramada” byli uzbrojeni strażnicy. Nasza przewodniczka uprzedziła nas, że koło hotelu jest niebezpiecznie i poprosiła, aby nie wychodzić wieczorem. Hotel jest enklawą bogactwa wśród wielkiej  biedy. To tam zatrzymują się zagraniczni turyści z wypchanymi portfelami i cennymi przedmiotami. Grzecznie nikt z nas nie wyszedł poza hotel. Na miejscu było bezpiecznie, elegancko i ciekawie. Jedną z atrakcji było mieszczące się w hotelu kasyno.

Z okien roztaczał się widok na miasto i Morze Karaibskie wieczorem.


Hotel "Ramada" w Belize City

Widok z hotelu "Ramada" na  Belize City

Widok z hotelu "Ramada" na Morze Karaibskie

Widok z hotelu "Ramada" na marinę i Belize City. Stąd będziemy płynąć na wyspę CAYE CAULKER

Ludność Belize stanowi wielką mieszankę etniczną. Główną grupą są Mulaci i Metysi oraz Garifuna, czyli potomkowie Murzynów i Indian z grupy Karaibów. Od indiańskich plemion zamieszkujących te rejony pochodzi nazwa Morza Karaibskiego. Potomkowie dawnych Majów stanowią  11,3%. Dużo. Dodajmy do tego Kreoli , a otrzymamy bardzo interesującą mozaikę kolorów skóry, religii czy zwyczajów.

Belizeńczyk-ani Afrykanin, ani do końca nie Indianin

Belizeńczyk -ciemna karnacja, rysy bardziej europejskie

Tę mieszankę pokazuje choćby flaga i godło Belize: Murzyn i Metys. Murzyni byli sprowadzani przez Anglików jako niewolnicy. Silni i wyrośnięci wykorzystywani byli do ciężkich prac fizycznych. Umięśniony Metys nie ustępuje wzrostem ani muskulaturą ciemniejszemu koledze. Cóż, poprawność polityczna. Godło nawiązuje do historii powstawania Belize. Żegluga, wyrąb drewna to kiedyś podstawowe zajęcia Belizeńczyków. Łacińska dewiza "Sub umbra floreo" znaczy "W cieniu kwitnę".

 






Następną część moich wspomnień poświęcę wyspie CAYE CAULKER-dla niektórych najważniejszemu miejscu w Belize. Będzie o karaibskim raju i ...rekinach.