Tym razem poniosło mnie do Krainy
Wygasłych Wulkanów. Słyszeliście o czymś takim? Nie? A jednak jest w
naszym kraju taki region, a w nim pozostałości dawnych wulkanów. Wprawdzie
dziś dawne stożki wulkaniczne to bardziej wzgórza niż góry, ale powstały
przecież w permie, bagatela ponad 250 mln lat temu! Czas, wiatr i
mróz zrobiły swoje. Gdzie leży ta oryginalna kraina? Aby ją poznać należy udać
się do województwa dolnośląskiego, a dokładnie na Pogórze Kaczawskie.
Pierwszą z naszych wulkanicznych
„zdobyczy” była Ostrzyca (501 m n.p.m.). Jest ona nie tylko najwyższym
wzniesieniem Pogórza Kaczawskiego, ale ma także niezwykle wyrazistą stożkową
sylwetkę.
Ostrzyca |
Wzniesienie to stanowi relikt dawnych obszarów wulkanicznych i
jest pozostałością komina wygasłego wulkanu. Zdecydowanie na wyrost wzgórze to
zwane jest „Śląską Fujijamą”, co z dumą pokazuje tablica informacyjna.
Nośny tytuł nawiązuje do wulkanicznej genezy Ostrzycy, ale wysokość nie ta, inny też rodzaj góry i geneza powstania. Ale, wiadomo, marketing….Na szczycie to, co tygrysy lubią najbardziej: zdjęcia na skałkach, w różnych pozycjach i konfiguracjach oraz ładna perspektywa na okolicę.
Ostrzyca to nie jedyna pozostałość po polskich wulkanach. Zapraszam na górę Wielisławkę(375 m n.p.m.). Znajduje się tu ciekawa forma skalna, tak zwane „Organy Wielisławskie”.
Stygnąca w kominie wulkanicznym lawa przybrała unikatową formą pionową, tworząc rodzaj słupów, które mogą się kojarzyć z organowymi piszczałkami. „Organy” są bardzo malownicze i dają duże możliwości kreowania ciekawych fotograficznych sytuacji, co widać na zdjęciach poniżej.
A gdy ktoś lubi historię i ma dość geologii? Proszę bardzo. Zapraszamy do Zamku Grodziec na wulkanicznych wzniesieniu …Grodziec( 389 m n.p.m.).
Zamek zbudowali książęta piastowscy w
XII wieku i służył celom obronnym. Jak wiadomo, najlepszym miejscem do obrony
jest wzgórze, którego zdobycie jest utrudnione przez naturalne przeszkody. Poza
tym stożkowata forma wzniesienia na płaskim terenie była dobrym punktem
obserwacyjnym.
Na Dolnym Śląsku mnóstwo jest różnorodnych obronnych budowli, bo region był przez
wieki mocno targany konfliktami. Tę sytuację dobrze ilustruje historia zamku
Grodziec, który przechodził wielokrotnie z rąk do rąk. Polacy, Czesi, Szwedzi, Austriacy, Niemcy... Te wszystkie nacje odegrały ważną rolę w historii budowli. Zamek był
wielokrotnie niszczony, np. w czasie wojen husyckich i rozbudowywany w różnych
stylach np. renesansowym w XVI wieku.
Najbardziej do
zniszczenia Zamku Grodziec przyczynili się Szwedzi,
którzy w XVII w., w czasie wojny 30-letniej, kompletnie go zrujnowali.
Dodatkowo wybuchł wtedy pożar, który zniszczył dużą część zabudowań.
Zamek zaczęto odbudowywać już w XVII wieku, ale do świetności doprowadzono go
dopiero, gdy stał się własnością arystokratycznych rodów austriackich. W XIX
wieku część pomieszczeń udostępniono do zwiedzania! Na początku XX wieku
niemieccy właściciele przeprowadzili już bardzo planową odbudową zatrudniając
renomowanego architekta.
W czasach II wojny światowej mieszkał tu prominentny polityk III Rzeszy, przyjaciel Hitlera i ostatni właściciel zamku Herbert von Dirksen. Przechowywano tam także dokumenty berlińskiej Biblioteki Państwowej. Niestety, gdy Rosjanie zajęli zamek w 1945 roku podpalili te zbiory, niszcząc największą salę zamku, Salę Rycerską.
Zamek Grodziec został wpisany się na
listę zabytków Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Znajduje się w nim np.
najlepiej zachowana gotycka sala na Dolnym Śląsku.
Zamek ma wiele różnorodnych pomieszczeń, wież i krużganków. Z
przyjemnością przechadzałam się po zamkowych pokojach i wspinałam kręconymi,
stromymi schodami na szczyty wież.
Zamek jest bardzo malowniczy. Daje
to animatorom kultury i filmowcom duże pole do popisu. Pracowały w nim ekipy
filmowe ze Szwecji, Francji czy Rosji. Kręcono tu także niektóre sceny do
polskiego serialu „Korona królów”.
Organizowane są tu także turnieje
rycerskie, biesiady regionalne czy święta lokalnych wytwórców miodu i wina ( z
czego nie omieszkałam skorzystać).
I na koniec, choć już nie
szlakiem polskich wulkanów, zapraszam Was do "Kolorowych Jeziorek" w
Rudawach Janowickich, jednym z pasm sudeckich. "Kolorowe Jeziorka" to
cztery stawy u podnóża Wielkiej Kopy (871 m n.p.m.) w Rudawskim Parku Krajobrazowym,
w województwie dolnośląskim.
"Kolorowe jeziorka" powstały w
miejscu wyrobisk dawnych niemieckich kopalń z XVIII wieku. Wydobywano w nich
piryt, przerabiany następnie na kwas siarkowy. Do dziś różnorodne związki
chemiczne zawarte w skałach nadają wodzie bajeczne kolory. I to dzięki temu
zjawisku możemy podziwiać Jeziorko Żółte, Purpurowe, Błękitne i Czarne.
Związki żelaza, siarki czy miedzi zawarte w wodzie w promieniach słońca tworzą często niezapomniane widowisko. My trafiliśmy na wyjątkowo niski stan wody i mimo słońca zjawisko nie było w pełni spektakularne. Ale i tak było uroczo. Miałam wrażenie, podobnie jak w Plitwickich Jeziorach w Chorwacji, że woda, jak farba, zabarwi mi skórę jeśli zanurzę rękę w jeziorku.
Jak
to na każdej wycieczce zdarzają się różne dziwaczne lub niesamowite sytuacje.
To jedna z nich.
Bez komentarza.
Na zakończenie moja refleksja:
czy mamy własną Fujijamę i Plitwickie Jeziora? Nie do końca, ale miejsce
te i tak są warte zobaczenia. Mało znane, pobudzające wyobraźnie i zostawiające
w pamięci wyraźny ślad…Te i inne cudowności(np. takie https://mojepoznawanieswiata.blogspot.com/search?q=tatarzy) mogłam zobaczyć
dzięki organizatorom z PTSM Piotrków Trybunalski. Dziękuję szczególnie Annie P.,
która mnie do tych eskapad kiedyś namówiła.
Hmmm, że mamy góry i morze oraz pustynię, wydmy i depresję – to wiedziałam, ale ciekawostką jest fakt, że w Polsce posiadamy także wygasłe wulkany.
OdpowiedzUsuńMarysiu, nie wchodź już tak wysoko bez wsparcia bo się martwię, że spadniesz ;)
Zamek Grodziec – urokliwy, a kolorowe jeziorka – śliczne.
Piękna nasza Polska cała – więc w ten czas pandemiczny, niech się dzieją te podróżne niekonieczne duże. Dobry pomysł na pocztówkę z wycieczki w Twojej i teraz już także mojej pamięci.