Po pełnym wrażeń zwiedzaniu Tulum
i Dos Ojos w Meksyku, czas na Belize, czyli dawną angielską kolonię,
która nosiła nazwę Honduras Brytyjski. Dziś
Belize otoczone jest przez hiszpańskojęzyczne kraje: Meksyk i Gwatemalę, ale głową państwa jest królowa Elżbieta II, a
językiem urzędowym oczywiście angielski. Cóż, taka historia tego obszaru. Ale
jak mawiali starożytni Rzymianie: ad rem.
 |
Tablica witająca nas w Lamanai, czyli "zanurzonym krokodylu"
|
W
Belize po Majach pozostało około trzydziestu siedzib. Dużo, ale to nic dziwnego
biorąc pod uwagę, że ten obszar obfituje w wodę pitną i pożywienie. Na naszej trasie jest tylko jeden z majańskich ośrodków: Lamanai. Ta
strefa archeologiczna położona jest nad rzeką New River w dystrykcie Orange
Walk. Dlaczego właśnie Lamanai? Powodów jest kilka, choćby ten, że Lamanai
znane jest jako najdłużej zamieszkiwane przez Majów stanowisko w
Mezoameryce. Zostało opuszczone dopiero w XVII w. Poza tym leży w dżungli,
a mieszczuchy z Europy szukają takich atrakcji.
W języku maya nazwa Lamanai oznacza "zanurzonego
krokodyla" i jest oznaką czci dla tych gadów, żyjących wzdłuż brzegów
New River. Język maya jest to jeden z wielu języków z
majańskiej grupy językowej. Używany jest do dziś głównie w
meksykańskiej części półwyspu Jukatan oraz na niektórych obszarach
Belize. Nazwa miasta jest więc pochodzenia prekolumbijskiego i została
zapisana przez hiszpańskich misjonarzy.
Jak dotrzeć do ukrytego w dżungli Lamanai? Czy
znów czeka nas podróż ciągle zmienianym ze względu na granice autokarem? Nic z
tych rzeczy! Do Lamanai płynie się około 40 km malowniczą, krętą rzeką New
River.
 |
Jedna z łodzi turystycznych na New River
|
Mimo, że nasza łódź poruszała się z dużą
prędkością, mogliśmy podziwiać obrazy niespotykane na co dzień w naszym
zurbanizowanym świecie. Wypatrywaliśmy z uwagą ciekawych roślin i zwierząt.
Brzeg New River jest siedliskiem wielu gatunków ryb, ptaków i krokodyli. Uwagę
wszystkich przykuł drapieżny ptak, który właśnie złowił rybę i wzniósł się
z nią ponad dżunglę. Dzika przyroda na wyciągnięcie ręki. Bezcenne! Często nasz
kapitan zwalniał, aby nie płoszyć przybrzeżnych zwierząt i nie przeszkadzać
miejscowym rybakom.
 |
Drapieżnik ze swoją zdobyczą
|
 |
Laguna New River to wielki zbiornik wody pitnej dla Belize
|
 |
| New River to siedlisko wielu gatunków zwierząt |
Belizeński las
deszczowy wokół Lamanai jest pełen egzotycznych ptaków i lubiących wodę iguan.
W czasie spaceru przez dżunglę towarzyszyły nam głosy wyjców - to nieodłączny
element mezoamerykańskiej selwy. Zaskoczyły nas stada ostronosów, które mimo
naszej obecności zajmowały się zdobywaniem pożywienia i nie czuły się w ogóle
zaniepokojone.
 |
| Wyjce w dżungli |
 |
| Ostronosy w belizeńskiej dżungli |
Wypatrywaliśmy ze ścieżek barwnych ptaków i egzotycznej roślinności. Moją
uwagę zwróciły epifity, czyli rośliny rosnące dzięki… innym roślinom. Epifity
korzystają z innego gatunku jako podpory, ale nie zawsze na nim pasożytują.
Przykładem mogą być tu niektóre storczyki, żyjące w naturalnym środowisku
właśnie jako epifity. Epifitem jest popularny storczyk falenopsis. W naturze
rośnie on na drzewach, o czym świadczą jego silne korzenie powietrzne. Choć storczyki
zostały oswojone przez człowieka, mają one specyficzne wymagania związane
z ich naturalnym środowiskiem. Ceramiczny lub plastikowy pojemnik, jak
widzimy, nie jest naturalnym siedliskiem storczyka.
 |
Epifity
|
 |
Wiecznie zielone lasy Belize
|
 |
Oryginalna roślinność pobudza wyobraźnię
|
Lamanai jest przygotowane dla turystów, budowle
odsłonięte, ale pokryte mchem i momentami całkiem omszało zielone, jakby
wtopione w otaczającą przyrodę. Cudownie klimatyczne, wiecznie zielone
Lamanai!
 |
Pozostałości budowli Majów w Lamanai
|
 |
Droga wydarta dżungli
|
Duża część miasta nie została jeszcze wydarta dżungli.
Widzimy pagórki, pod którymi kryją się jeszcze nieodkryte budowle. Może
świątynia? Może siedziba władcy? Trudno rozpoznać pod masą mchów i bujnej
zieleni. Dżungla niechętnie zdradza swoje tajemnice. Także wcześniej odkryte
budowle są powoli zabierane przez wilgotny las równikowy. Widać, że ciągle ktoś
pracuje, aby dżungla ponownie nie zagarnęła Lamanai swoimi mackami.
 |
| Dżungla kryje jeszcze wiele tajemnic
Zwrócono nam
uwagę na bardzo nietypowe drzewo-dusiciel (ang. Strangler tree). Właściwie
jest to Figowiec Wielkolistny. Jako epifit umiejscawia się na innym drzewie i
powoli go opanowuje, wypuszczając coraz to nowe korzenie. Drzewo-żywiciel po
jakimś czasie obumiera. Walka o pożywienie, o światło, o wodę rozgrywa się nie
tylko w świecie zwierząt. Taki mały zalążek figowca początkowo wyglądający
całkiem niewinnie, doprowadza do zagłady często wielkiego drzewa. Tak,
oczywiście jest to swojego rodzaju koń trojański, albo piąta kolumna. Jak kto
woli.
|
 |
Drzewo dusiciel
|
Najważniejsze budowle Lamanai to Świątynia Jaguara, Świątynia Maski i Wysoka Świątynia.
Wszystkie to oczywiście piramidy schodkowe, a ich nazwy są współczesne. Nazwa pierwszej z nich pochodzi od pewnego
detalu architektonicznego kojarzonego z głową jaguara. Zresztą ten sam
motyw znajduje się po obu stronach piramidy. Świątyni Jaguara nie odkopano w
całości. Znaczna jej część pozostaje pod ziemią, porośnięta gęstą dżunglą. Nie
wiemy więc, czy najwyższa w tym momencie Wysoka Świątynia nie odda kiedyś palmy
pierwszeństwa Świątyni Jaguara. Przy świątyni Jaguara po raz pierwszy
pomyślałam o filmie Mela Gibsona „Apocalipto”. O bohaterze filmu, młodym
majańskim wojowniku o imieniu Łapa Jaguara. O tym jak Majowie musieli czcić to
zwierzę, skoro poświęcali mu budowle i nadawali dzieciom imiona na jego
cześć. Jaguar był dla wielu ludów, także dla Majów, zwierzęciem czczonym i
podziwianym. Symbolizował władzę, potęgę i siłę. Jaguar był władcą w świecie
zwierząt, stąd jego kult wśród panujących, chcących władać w świecie ludzi.
 |
Lamanai w Belize - Świątynia Jaguara
|
 |
Świątynia Jaguara
|
 |
Świątynia Jaguara i my
|
 |
Świątynia Jaguara - detal
Świątynia Maski nazwę swą zawdzięcza znajdującym się po
obu jej stronach płaskorzeźbom przedstawiającym czterometrowej wysokości twarz
mężczyzny, najprawdopodobniej władcy. Według niektórych naukowców głowa wynurza
się z paszczy krokodyla, co jest odwołaniem do nazwy miasta. Niestety nie
posiadam aż takiej wyobraźni, żeby zobaczyć tego krokodyla.
|
 |
Świątynia Maski
|
 |
Świątynia Maski-detal
|
 |
W tle Świątynia Maski
|
Wdrapujemy się na piramidę schodkową zwaną Wysoką
Świątynią i podziwiamy widok na dżunglę. Schody są wyjątkowo wysokie i strome,
i takie będą na każdej piramidzie, na którą będziemy się wspinać. Zastanawiam
się, jak niżsi od nas Majowie mogli wchodzić na takie budowle. Może byli bardzo
sprawni i przeskakiwali ze stopnia na stopień?
 |
Wysoka Świątynia
|
 |
Wysoka Świątynia
|
Aby nie niszczyć oryginalnych schodów, turyści
wchodzą na piramidę specjalnie zbudowanym drewnianym podejściem. Jest wysoko,
ale warto zobaczyć cudny widok ze szczytu. Zakole New River i bezkresna
dżungla. Poczułam potęgę przyrody…
 |
Wejście na Wysoką Świątynię
|
 |
W tle widok z Wysokiej Świątyni na dżunglę i New River
|
 |
Widok na dżunglę z Wysokiej Świątyni
|
 |
W tle New River
|
 |
Lamanai w Belize - widok z Wysokiej Świątyni
 | Odpoczynek
|
|
Wracając rzeką New River zauważyliśmy na brzegu
mennonitów, wyznawców jednego z odłamów protestantyzmu. Ich wyznanie powstało w
XVI wieku w Holandii, a założycielem był Menno Simmons. Mennonici w
belizeńskiej dżungli, tuż koło miasta dawnych Majów? Co za mieszanka kulturowa
i cywilizacyjna! Ich wygląd i zachowanie były jakby zawieszone w czasie między
majańskim Lamanai a współczesnością. Przypominało mi to także kadry żywcem
wzięte z filmów o amiszach, którzy należą do wspólnoty mennonitów. Dziwny i
ciekawy jest ten świat. Być może poświęcę mieszance etnicznej tego regionu
osobny artykuł. Zobaczymy...
 |
| Mennonici w Belize |
Jeśli ktoś
myśli, że w Belize skupiliśmy się tylko na historii Majów, to jest w wielkim
błędzie. Luksusowy hotel z kasynem i rajska wyspa Caye Caulker
zrekompensowały nam wszystkie niewygody podróży i pokazały Karaiby od całkiem
innej strony. Ale o tym w następnym odcinku.
Kolejny dzień super wycieczki i kolejne obrazy pisane słowami oraz uwiecznione poprzez fotografie.
OdpowiedzUsuńCiemnozielona, kapiąca od wilgoci soczysta roślinność. Czuję, że jest to daleko… od geograficznej lokalizacji tego komputera, mnie siedzącej na tym fotelu i w tym pokoju, ale czytając na moment poczułam jakbym stała u podnóża przecudnej Wysokiej Świątyni.
Aha, chciałabym zabrać głos w temacie kultu jaguara. Ja osobiście, jako pasjonatka wszystkich kotowatych oraz posiadaczka kotki wielorasowej o imieniu Łapka, nie wyrażam zdziwienia ale pełne zrozumienie tego zjawiska. Krótko ujmując – popieram.
Proszę przyjąć mój zapis na kolejny odcinek, na rajską wyspę Caye Caulker.