![]() |
Mérida - stolica stanu Jukatan. Miasto kontrastów, przez wielu podróżników oceniane jako nieciekawe. A mnie zaintrygowało. Pod powiekami zostawiło mi obrazy wielkiej różnorodności, słońca i bogatej kolorystyki. Miasto jest senne w dawny kolonialny sposób i momentami miałam wrażenie, że czas płynie tu wolniej. Nie ma pośpiechu i tłumów ludzi, co może dziwić, bo Merida ma prawie milion mieszkańców.
Macie wrażenie, że skądś znacie tę
nazwę? Poza miastem w Meksyku jest to nazwa miast w Hiszpanii i w Wenezueli,
producenta rowerów w Polsce, klubu piłkarskiego, czołgu i pewnej bojowo
nastawionej dziewczyny - Meridy Walecznej.
Mérida to miasto kolonialne, podobne jak opisywane wcześniej Campeche. Zwana jest czasami Białym Miastem. Dlaczego? O tym za chwilę. Założył ją w czasie swoich licznych wypraw hiszpański konkwistador Francisco de Montejo „el Mozo”, znany nam także z Campeche. Merida powstała na gruntach miasta Majów T'Hó (pisownia oryginalna) po jego zdobyciu i całkowitym zniszczeniu. T'Hó przemianowano na Méridę, ponieważ jasne zabudowania dawnego ośrodka Majów przypominały kolonizatorom architekturę hiszpańskiego miasta o tej właśnie nazwie. Do budowy pałaców, kościołów oraz murów obronnych wykorzystano to, co zostało po mieście Majów - jasne, wapienne kamienie. Na niektórych wciąż można dostrzec majańskie rzeźbienia. Dlatego też większość budowli Starego Miasta w Meridzie utrzymana jest w w jasnych kolorach, co szczególnie widać wokół centralnego w mieście Plaza Grande, przez wielu uważanego za jeden z najładniejszych placów w Meksyku.
Palacio Municipal na Plaza Grande. Ratusz w Meridzie pochodzi z XVI
wieku. Typowo renesansowe arkady i krużganki. |
Kamieni ze zburzonych świątyń Majów użyto do budowy potężnej, renesansowej Katedry św. Ildefonsa. Jest to najstarsza tego rodzaju budowla w Meksyku. Nie często na obszarze obu Ameryk spotka się tak dobrze zachowane budowle z XVI wieku. A ta robi wrażenie. Do jej budowy zatrudniono pokonanych Majów, którzy przez 36 lat budowali mury z materiału, na którym do dziś dostrzec można znaki ich dawnego kultu. Ironia i okrucieństwo historii.
![]() |
| Katedra św. Ildefonsa w Meridzie |
Podobny proceder
wykorzystywania budulca ze zniszczonych wcześniejszych miast nie jest niczym
nowym w historii. Miał on miejsce np. w Egipcie, gdzie kamienie z piramid były
wykorzystywane do budowy prywatnych domów. Także greckich czy rzymskich budowli
nie ominął podobny los. Był to darmowy budulec, z którego chętnie korzystali
zdobywcy, a często i okoliczni wieśniacy podkradając nocą cenne dla nich
kamienie. Mieszkać gdzieś trzeba, a wrażliwość na piękno czy poszanowanie
historii jest wtedy zupełnie nieistotne.
Méridę wkrótce otoczył
również solidny mur miejski - biali bogaci przybysze czuli się bezpieczniej za
umocnionymi bramami, gdyż wokół otaczała ich źle traktowana zależna, rdzenna
ludność. Podobnie było w starożytnej Sparcie, gdzie rządzący Spartiaci, nie
murem, ale strachem i zakazami odgradzali od siebie poddanych helotów.
Od momentu powstania w XVI wieku przez późniejsze dziesięciolecia Merida przeżywała okres świetności. Powstawały pałace, restauracje i eleganckie ulice, mające przywodzić na myśl paryskie Pola Elizejskie. Dlatego Merida zyskała kiedyś przydomek Paryża Zachodu. Z tego okresu prosperity przetrwało kilka budynków, jak np. dzisiejszy Ratusz, dalej Casa de Montejo - kolonialny dom zdobywcy Méridy - oraz Palacio de Gobierno.
Jeśli ktoś z Was ma dość oglądania
"antyków" i zatęsknił za sztuką nowoczesną - proszę bardzo. Merida ma
i takie atrakcje. W pasażu, w centrum miasta, obok sklepu z hamakami, którymi
słynie Merida, są wystawy całkiem współczesnej sztuki. I co? Podoba się ?
A tak całkiem poważnie, tytuł instalacji to "Szukanie równowagi" - "Buscando equlibrio". Przyznam, że się zaciekawiłam.
![]() |
Instalacja
z drabiną. Rzeczywiście w takiej konfiguracji trzeba dbać o równowagę. |
![]() |
Buscando equlibrio -
każdy ma do spełnienia jakąś rolę. |
![]() |
Jednym z najbardziej urokliwych miejsc w Meridzie jest park w
centrum miasta na Plaza Grande. Nie dość, że można sobie zrobić
pamiątkowe zdjęcie przy napisie MERIDA, to jeszcze ustawiono tam słynne fotele
zwane “sillas confidentes” lub “tú y yo”. Tłumaczymy to jako "ławka zakochanych" lub „ty i ja”. Są to podwójne połączone ze sobą krzesła, pomalowane na biało.
Ich kształt wymusza siedzenie niemal przodem do siebie. Tego typu ławki można
znaleźć w wielu parkach Meridy. Jest to jeden z elementów, który sprawia, że
Merida jest wyjątkowym miejscem.
![]() |
Żadne z nas nie potrafiło odmówić sobie
"serduszek". |
![]() |
Romantycznie. |
Meridę zbudowane na
wzór miast hiszpańskich i może dlatego poczułam się tu całkiem swojsko,
po europejsku. Natomiast egzotyki w Meridzie też nie brakuje. Widać ją na
każdym kroku, ale najsilniej na mnie podziałało zwiedzanie wystawy
czasowej poświęconej alebrijes ( w wymowie j czytamy jako h).
Alebrijes to kolorowe
meksykańskie rzeźby przedstawiające fantastyczne stworzenia. Historia ich powstania nie jest dawna, sięga 1936
roku. Wtedy meksykański artysta Pedro
Linares López w wieku około 30 lat ciężko zachorował i zapadł w głęboki sen na
pograniczu życia i śmierci. Niektórzy sugerują, że to, co mu się przyśniło
stanowiło efekt rożnych specyfików, które podał mu miejscowy szaman. W
tym śnie znalazł się w innej rzeczywistości, w przedziwnym lesie. W jego
sennej malignie zwierzęta z tego miejsca wyglądały jak swoiste hybrydy,
skrzyżowanie różnych zwierząt. Dodatkowo o bajecznie kolorowych barwach.
Kiedy wyzdrowiał, postanowił je uwiecznić. Ponieważ zawodowo zajmował się
tworzeniem rożnych figur z papieru, rozpoczął produkcję stworzeń ze snu w tej
technice. Do dziś tradycyjne alebrijes tworzy się z papierowej masy.
A skąd wzięła się nazwa alebrijes? Otóż
wspomniane wcześniej potwory wykrzykiwały to słowo podczas sennej podróży
Pedra. Nikt nie wie, co oznacza.
Do wzrostu popularności alebrijes przyczyniła się także Frida Calho, wybitna meksykańska malarka, która zamawiała alebrijes od Pedro Linaresa, a potem tworzyła je też sama. Tym samym te psychodeliczne stwory przeszły ze snu pewnego artysty do meksykańskiej rzeczywistości.
W ten sposób powstał jeden z towarów
eksportowych kultury meksykańskiej, symbol barwności życia po śmierci. Dziś
artyści prześcigają się w tworzeniu coraz to dziwniejszych mieszańców i
czasami ciężko dociec jak wyglądał oryginał. Spróbujcie w stworach poniżej
dopatrzeć się zwierząt, które ze sobą połączono.
![]() |

![]() |
Specyficzny kult
śmierci w Meksyku widać na każdym kroku. Jest on dużo bardziej radosny,
kolorowy niż nasz polski, przygnębiający zwyczaj. Wyjątkowość tej tradycji
z pięknymi ołtarzykami dla zmarłych, aksamitkowymi mostami w zaświaty i
przepełnioną pozytywną energią pamięcią o zmarłych doskonale
pokazuje film " Coco". Zdobył on w 2018 roku dwie nagrody Oscara w
kategorii „Najlepszy długometrażowy film animowany” oraz za najlepszą
piosenkę "Remember Me". "Coco" zdobył ponad 30
nagród filmowych. Poza Oscarami także Złoty Glob i nagrodę BAFTA. Rzadko zdarza
mi się wracać do obejrzanych filmów, ale dla "Coco" robię wyjątek.
Alebrijes występują w
tym filmie często. To kolorowi strażnicy
dusz. Poniżej znajdziecie fragment przemiany psa głównego bohatera
w alebrije. Pies ma na imię Dante. Czy to przypadek? Nie sądzę. Dante to
autor "Boskiej komedii", dzieła o podróży w zaświaty. My wraz z
głównymi bohaterami także wędrujemy krainą zmarłych. A przy okazji uświadamiamy
sobie jak ważna jest bliskość drugiego człowieka, ale także jak łatwo kogoś
zranić i nie zdążyć naprawić swojego błędu.
Na zakończenie piosenka o pamiętaniu. Wykonuje ją główny bohater filmu "Coco", chłopiec o imieniu Miguel. Śpiewa o tym, że nasi zmarli żyją tak długo, jak pamięć o nich. Zawsze się wzruszam słuchając „Remember me”. A Wy?
















A jadnak... Hola Mexico – dobrze że wracamy :)
OdpowiedzUsuńJeżeli Merida, jest jak wcześniej opisywane Campeche – to już uwielbiam.
Marida Waleczna? Nie znam dziewczyny, ale ta burza rudych włosów – trochę taka animowana Gilda.
Proceder niszczenia dorobku tej wielkiej kultury Majów, tak jak piszesz jest ironią i okrucieństwem, ale czy historii, czy może ludzi, którzy są jej twórcami. Bardzo Ci polecam produkcję: „Wytępić całe to bydło”. Tobie, która znasz i zrozumiesz historię – porozmawiamy po edycji…
Chciałabym chociaż chwilę posiedzieć przed Palacio Municipal na Plaza Grande i pokarmić gołębie.
Czytając o tym ustrojstwie z drabiną, przypomniał mi się utwór SMD’u do słów Adama Ziemianina:
https://www.tekstowo.pl/piosenka,stare_dobre_malze_stwo,pod_katem_ostrym.html
Przypadł mi do gustu ten pomysł i chyba sobie taką ławkę sillas confidentes zainstaluję w moim ogrodzie.
Super zdjęcie - Muszkieterowie z Meridy. Jak najbardziej! Dziarski krok, śmiały wzrok – Richelieu się nie umywa :)
Wyjątkowe, oryginalne i bajecznie kolorowe są te surrealistycznie alebrijes. A Frida, Frida była wielobarwnym ptakiem – i to jest film do którego ja wielokrotnie wracałam i wracam…
Tak, kult śmierci diametralnie różny od naszego. Osadzony na innej filozofii. Szanujmy i pamiętajmy, bo dopóty żyć będą ci którzy odeszli, dopóki żyją o nich wspomnienia. Nie smućmy się tym, że są po drugiej stronie mostu, lecz cieszmy się tym, że byli.
Remember me – jak wyznanie i prośba - oczy mi się spociły...
Super komentarz, dziękuję bardzo.
UsuńDobrze, że możemy dzielić się inspiracjami. SDM przesłuchane. Rzeczywiście bardzo ważne jest złapanie równowagi, tej najważniejszej życiowej. I oswojenie kwiatów w wazonie. I znalezienie swojego miejsca na ziemi. I zbudowanie własnej ławki (może być to sillas confidentes, ale każda inna też się nada).
Poza tym, witaj w klubie "pocących się oczu". "Remember me" tak działa. Jakaś magia, czy co?