Może
niektórzy z Was pamiętają „Makową panienkę”, serial animowany produkcji
czechosłowackiej emitowany w latach siedemdziesiątych? Głównymi bohaterami
serialu byli: tytułowa Makowa Panienka oraz jej towarzysz Motyl Emanuel. Żyli
na makowej polanie i, jak to w dobranockach, było miło i kolorowo.
Jako historykowi maki kojarzyć mi się powinny całkiem inaczej. Ale może dość mam (na razie) historycznych dywagacji. Zostawmy więc Monte Cassino i polską martyrologię w spokoju i poszukajmy innych inspiracji. Kulturowych, obyczajowych... "Makowa panienka" to dobranocka z mojego dzieciństwa. Nie pamiętam zakończenia serii, a może go po prostu nie było i żadnej pointy się nie doczekaliśmy? Ale zapewne, jak to w bajkach bywa, bohaterowie żyli długo i szczęśliwie. Niestety w naturze życie "makowych panienek", a także motyli, niezależnie jak mają na imię, nie trwa długo. Maki kwitną tylko kilka dni i kończą swój eteryczny żywot. Jednak już w formie owłosionego pączka budzą moje fotograficzne ambicje.
Mak polny, bohater tego artykułu, jest tak naprawdę chwastem. Pełnym uroku i gracji, ale jednak chwastem.
Nie należy go mylić z zakazanym w Polsce makiem lekarskim, ani też okazałym makiem wschodnim. Moje maki to jednoroczne piękności. Dwa lata temu wysiewając mieszankę nasion maków polnych nie miałam świadomości (główka jak makówka), że muszę ich bardzo pilnować, aby "siedziały" w jednym miejscu i nie panoszyły się w po całym ogrodzie. No cóż, siała baba mak, nie wiedziała jak... Myślę, że mój mąż też nie wiedział. Teraz maki pojawiają się u nas w różnych i niespodziewanych miejscach ogrodu.
Gdy
następuje czas rozkwitu i lekko prześwituje makowe wnętrze, budzi to moje
"krwiste" skojarzenia. W końcu "Czerwone maki na Monte Cassini w
polskiej kąpały się krwi". A miało nie być historii???
Mak - kwiat delikatny, pełen wdzięku i kruchości. Ale to jedna strona makowej osobowości. Tak naprawdę to twarda z niego sztuka. Nasiona zachowują zdolność kiełkowania przez trzydzieści, czterdzieści lat. Czy ta kruchość to pozór i kamuflaż?
To zdjęcie wywołało we mnie takie właśnie skojarzenia. Nie wzięły się one znikąd. Powodem było opowiadanie Stanisława Lema „Maska”. Przyznam, że opowiadanie i recenzja spektaklu na jego podstawie, napisana przez Beatę Baczyńską, zrobiły na mnie duże wrażenie i nie mogłam dłuższy czas oprzeć się skojarzeniom wynikającym z lektury.
Makowa
sukienka, ta klasyczna, czerwona jest też źródłem inspiracji dla artystów i
projektantów mody. Mak stał się m.in. symbolem
perfum Kenzo.
Mak
polny (Papaver rhoeas) w pełnej okazałości. Ten najbardziej klasyczny, bo w
czerwonej sukience. Znany nam z całych
łanów przy drogach i na polach mijanych w czasie letnich wędrówek.
Wbrew
swej kruchości, maki są bardzo odporne na wszelkie niesprzyjające warunki:
temperaturę, brak wody. Nie mają praktycznie żadnych wymagań, nie musimy ich
nawozić, ani pielęgnować. Radzą sobie same.
Potrafią przetrwać wszędzie, dostosowują się do warunków i maja niesamowitą siłę witalną. Mak, patrząc na cechy makowego charakteru, jest kobietą, choć wyraz mak, co dziwne, jest rzeczownikiem rodzaju męskiego.
Skoro
mak jest kobietą, przypatrzmy się jego/jej kreacjom. Nie tylko czerwień, ale
biel, rożne odcienie różu. Mak lubi się stroić w różne barwy.
Makowa elegantka nie zawsze ma czas i ochotę zadbać o idealny wygląd, dlatego też czasem występuje w pogniecionej sukience.
Urok
tego kwiatu powoduje, że ma wielu adoratorów. Przyciąga do siebie urokliwym
powabem barw i smakowitym pyłkiem.
Ale już po kilku dniach...
Już
suknia nie taka, kolory wyblakły, energia życiowa się wyczerpuje. Starość.
A potem to już tylko powolny upadek, pochylanie się na słabnącej łodyżce i idealny przedtem kwiat "sięga bruku". No może bardziej ścieżki w moim ogrodzie.
Gdy płatki odpadną wyłaniają się makowe główki-makówki, które przez kilka tygodni przybierają najpierw barwę zieloną, potem szarzeją i obsychają. Ziarna maku grzechoczą w czasie potrząsania. Wtedy też wylatują z nich ziarna, aby znaleźć miejsce osiedlenia się na przyszły rok. Cykl rozwojowy zamyka się.
Makówki
zawierają ziarna maku, ale to nie z takich produkuje się opioidy i to nie one
wywołały w XIX wieku wojny opiumowe (znowu wychodzi ze mnie belfer).
Owocem
maku jest torebka wielonasienna, tzw. makówka. Pełno w niej ziarenek, które
tworzą chaotyczną całość i nie kojarzącą się z wnikliwym umysłem. Niektórzy
wręcz mają jakieś "ale" do tej makówki i poczynają sobie wręcz
agresywnie. Pamiętacie cytat „Hej!
Gerwazy! daj gwintówkę! niechaj strącę tę makówkę!”
Dawno,
dawno temu Kasia Sobczyk śpiewała pewna piosenkę z towarzyszącym jej zespołem
"Czerwono - Czarni".
"W
ten dzień przyniósł jej cztery maki
Jak
płomień zachód słońca smutku cień i jak łzy
Gdy
kwitną wciąż to kocha ją
Kiedy
zwiędną już nie będzie więcej kochał jej..."
Posłuchać
tej piosenki i obejrzeć makowe wizualizacje możecie poniżej.
Artykuł ten poświęcam mojemu mężowi, który od dawien dawna śpiewa bardzo często fragment tej piosenki. Mam jednak nadzieję, że jego uczucie nie znikło wraz z przekwitniętym kwiatem maku. W końcu jesteśmy już razem 35 lat! Chyba dobraliśmy się jak w korcu maku.
Dodatkowo
mój mąż jest fanem makowca, lubi ciszę jak makiem zasiał, a w ping-ponga lub brydża zdarza mu się rozbić
przeciwników w drobny mak.
Makowe
eksperymenty fotograficzne - muszą być.
Mam
nadzieję, że moja główka nigdy nie będzie jak makówka, a ten artykuł jest
czytelny, bo nie pisałam go drobnym maczkiem.
Na
koniec dla Was figa z makiem, a tak naprawdę to FIGA z makami.




















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz