Wydawało
Wam się kiedyś, że jesteście w raju? Bo mnie tak, przez siedem dni pobytu w ośrodku Ocean Maya Royale na Riviera Maya w Meksyku. Wybrzeże to znajduje się nad Morzem Karaibskim, na południe od Cancun, największego kurortu na tym terenie.
![]() |
Napis
MEXICO na plaży. Ośrodek Ocean Maya Royale |
Gdy wyjeżdżaliśmy do Meksyku w styczniu 2019 roku nikt nie myślał o pandemii. Beztroscy zwiedzaliśmy świat i cieszyliśmy się życiem. Spróbujmy, choć na chwilę, przenieść się w przeszłość i zakosztować rajskich, przedpandemicznych owoców. Zapraszam do raju na ziemi.
Jak wyobrażacie sobie raj? Nie ten po śmierci, ani nie ten biblijny z Adamem i Ewą, ale ten nasz ziemski, dostępny tu i teraz? Jeśli rajem dla Was jest zachwycająca przyroda, idealna pogoda, pyszne jedzenie i trunki, towarzystwo na najwyższym poziomie, to tak, byłam w raju. Jadłam niebiańskie potrawy, otaczała mnie atmosfera komfortu, zbliżona bardziej do grecko-rzymskich wyobrażeń o boskim bytowaniu na Olimpie, niż do starotestamentowych opisów.
![]() |
Ocean
Maya Royale (OMR) prawie jak OMG. |
Ale niezależnie, czyj to Eden, jakiej cywilizacji, czy religii, to warto go zaznać, choć na chwilę. I mimo, że byliśmy w strefie międzyzwrotnikowej i bywało ciepło, nie ma tu zastosowania cytat Jana Izydor Sztaudyngera "Adam ujrzawszy, że Ewa jest naga, innego raju już się nie domaga". Nie o takich niebiańskich rozkoszach jest ten artykuł.
Ośrodek Ocean Maya Royale jest reklamowany jako miejsce idealne dla nowożeńców czy zakochanych par. Zaaranżowano wiele miejsc kojarzących się z podróżą poślubną lub miodowym miesiącem. Urokliwe pawilony, girlandy z kwiatów, czy uroczysta kolacja przy świecach-proszę bardzo. Może występy egzotycznych wykonawców i kwitnące nocne życie? Tak właśnie- "Love is in the air" na każdym kroku.
Regulamin zakłada, że hotel Ocean Maya Royale jest przeznaczony tylko dla osób dorosłych. Kto więc nie przepada za towarzystwem własnych, czy cudzych, dzieci na wakacjach, miejsce to jest dla niego.
Mieszkaliśmy w tym naszym Edenie w otoczeniu przyrody, egzotycznych roślin i zwierząt.
![]() |
| (fot. Jerzy B.) |
Zwierzęta przechadzały się uliczkami ośrodka bez przeszkód i nic sobie nie robiły z naszej obecności. To one są tam u siebie w domu, a my jesteśmy tylko gośćmi na chwilkę. Czuliśmy wokół niebywałą troskę o przyrodę. Nie mieliśmy wrażenia, że jako turyści coś niszczymy i ingerujemy destrukcyjnie w otaczający nas świat. Jest w tym na pewno trochę iluzji, bo jako cywilizacja wpływamy od wieków na środowisko, ale tam starano się znaleźć złoty środek miedzy wygodą turystów a dobrem przyrody.
![]() |
A
kuku, turysto!(fot. Jerzy B.) |
Obcowaliśmy więc na co dzień z innymi niż ludzie mieszkańcami tej okolicy. Oswojonymi, ale nie zniewolonymi, jak zwierzęta w zoo. W ich naturalnym środowisku, a nie w klatkach. Podziwialiśmy sarny, dające się sfotografować z bliska. I fotografów, którzy nie ingerują w ich życie tylko z szacunkiem obserwują i utrwalają ulotne chwile obcowania z przyrodą. Zwierzęta i ludzie żyjący w symbiozie, tak to przecież było w raju. Paulo Coelho w "Alchemiku" stwierdził, że "Świat przyrody jest jedynie powielonym obrazem Raju. Sam fakt, że ten świat istnieje, jest dowodem na to, że istnieje też świat doskonalszy".
Najczęstszymi towarzyszami naszych spacerów były wszędobylskie iguany. Wylegiwały się na ciepłych kamieniach lub chowały w specjalnie dla nich przygotowanych jaskiniach.
![]() |
![]() |
W naszym Edenie, jak to w raju bywa, wszystkiego mieliśmy pod dostatkiem lub nawet w nadmiarze. I wszystkiego mogliśmy spróbować, nawet owoców z drzewa dobrego i złego, niezależnie czym to było dla każdego z nas. Nic nie było nam zabronione i niczego nam nie odmawiano. Po prostu rajskie życie.
![]() |
Po
królewsku zaopatrzony bar (fot. domena publiczna) |
Zażywaliśmy rozkoszy podniebienia. Rewelacyjna kuchnia, nie tylko meksykańska.
![]() |
| Posiłek w "Bluemoon" |
Restauracje serwowały potrawy kuchni włoskiej, francuskiej czy japońskiej. W tej ostatniej mogliśmy obejrzeć pokaz sushi mastera. No, mistrzostwo.
Cytując mistrza Konstantego Ildefonsa
"No, w raju, jak to w raju,
zielono i wesoło,
obiady, gadu-gadu,
wieczerze i tak w koło".
Nic dodać nic ująć.
Naszą ulubioną restauracją była ta, w której podawano potrawy z rozmaitych części świata i serwowano szeroko rozumianą kuchnię fusion. Otwarta prawie cały czas, co było jej niewątpliwą zaletą.
![]() |
| Nasza ulubiona "La Hacienda"(fot. domena publiczna) |
Często zaglądaliśmy też do restauracji El Charro, w której podawano potrawy tylko lokalnej kuchni. Królowało tam rewelacyjne guacamole, które dodawaliśmy prawie do wszystkiego, kolorowe nachosy i zupy - kremy z warzyw.
| W tle restauracja" El Charro" |
Ogród
smakowych rozkoszy, czyli niebo w gębie. No może poza pięknie wyglądającymi
ciastkami, które nieopatrznie wzięłam do skosztowania, nie czytając opisu. Okazały się zrobione z
glonów morskich. Pomieszanie smaku słodkiego ze słonymi glonami, zdecydowanie
nie przypadło mi do gustu.
Zachowanie obsługi profesjonalne. Im rzeczywiście zależy na rozwoju turystyki, bo w większości z tego właśnie żyją. Wszyscy uśmiechnięci, jakby czekali na nasze przybycie. Czy to tylko marketing i wymóg takich miejsc? Czy specyfika tego rejonu świata? Nie wiem. Może wszystkiego po trosze.
| Spacerujące beztrosko meksykańskie wilgowrony |
I
nie zgadzam się z Jackiem Skubikowskim, że "Niebo - to dobre miejsce dla
naiwnych". Owszem, nasze niebo było "turystycznie udoskonalone"
i mam świadomość, że nie wszystko złoto, co się świeci. Ale zbudowałabym
jeszcze raz schody do tego nieba. Albo pojechała windą. Aby zadziwiać się bez
końca.
Tydzień beztroskiego życia minął. Skończyła się nasza sielanka. Idylle nie trwają wiecznie. Co pozostało? Wspominanie, może "z łezką w oku", słuchając "Tears in heaven".
Nie byłoby tej mojej arkadyjsko-meksykańskiej przygody, gdyby nie moi przyjaciele: Kasia i Jurek. To im zawdzięczam tak cudne wspomnienia i ...większość zamieszczonych zdjęć.















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz